Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10728 miejsce

Imitacja czy parodia? Czym się różni Kaczyński od Orbána?

Viktor Orbán - to on zdaje się być najbardziej cenionym politykiem w Europie (a być może wręcz na świecie) przez Jarosława Kaczyńskiego i jego obóz polityczny.

Jarosław Kaczyński taki, jak Viktor Orbán. Prawo i Sprawiedliwość, taka formacja polityczna, jak Fidesz – Węgierska Unia Obywatelska. Tak zwana „dobra zmiana” w Polsce taka, jak terapia szokowa, której Viktor Orbán i jego polityczne ugrupowanie poddali węgierskie państwo i jego obywateli. Polska taka, jak Węgry, a Czwarta RP taka, jak państwo Viktora Orbána po przeprowadzeniu przez Fidesz daleko idących zmian, zarówno w węgierskiej konstytucji, jak i w węgierskim wymiarze sprawiedliwości oraz w instytucjach, które wchodzą w jego skład; w tym w tamtejszym Trybunale Konstytucyjnym… Oto cele Jarosława Kaczyńskiego i tzw. Zjednoczonej Prawicy.
Prezes Prawa i Sprawiedliwości chciałby działać w Polsce tak, jak Viktor Orbán działał (i nadal działa) na Węgrzech. Jarosław Kaczyński chciałby być taki, jak Viktor Orbán; chciałby być polskim Viktorem Orbánem. Jednak warto postawić pytanie, czy Jarosław Kaczyński w ogóle może, czy Jarosław Kaczyński ma w ogóle jakieś podstawy, aby pretendować do tego, by uzyskać status polskiego naśladowcy, czy polskiej imitacji Viktora Orbána? Albowiem zdaje się, że - najdelikatniej to ujmując - pomiędzy Jarosławem Kaczyńskim i Viktorem Orbánem różnic jest wiele…
Wiele można dostrzec różnic pomiędzy prezesem Prawa i Sprawiedliwości i przywódcą węgierskiego Fideszu. Różnice te na korzyść Jarosława Kaczyńskiego… nie przemawiają i nie stawiają one inspiratora polskiej tzw. „dobrej zmiany” w korzystnej pozycji politycznej. Albowiem w zestawieniu z Viktorem Orbánem, w porównaniu z węgierskim plenipotentem, plenipotent polski wypada co najmniej niekorzystnie i to do tego stopnia, że można zadać pytanie, czy Jarosław Kaczyńskie nie jest zwyczajną parodią Viktora Orbána?
Czym różni się Jarosław Kaczyński od Viktora Orbána? Niech będzie mi wolno wymienić te najistotniejsze różnice, które powodują, że taki, jak Viktor Orbán… Jarosław Kaczyński nigdy nie był, nie jest i (jak wszystko na to wskazuje) nigdy nie będzie.
Viktor Orbán ma żonę i pięcioro dzieci. A Jarosław Kaczyński? Zdaje się, że prezes PiS-u ani żony, ani dzieci nie ma. Kiedy węgierski plenipotent zabiera głos w sprawie szeroko pojętej rodziny i polityki prorodzinnej, to trudno skontrować go stwierdzeniem, że nie wie, o czym mówi, że nie ma on w tej materii żadnego osobistego doświadczenia. Ale kiedy Jarosław Kaczyński zabiera głos w dyskusjach dotyczących rozwiązań w zakresie rodziny i politycznych decyzji mających na polskie familie bezpośredni wpływ, to trudno uznać prezesa PiS-u, trudno uznać polskiego plenipotenta za osobę wiarygodną, czy jakkolwiek doświadczoną w tej dziedzinie...
Jarosław Kaczyński nie ma żony i nie ma dzieci. A więc zabieranie przez niego głosu na temat rodziny, czy też konieczności podwyższenia poziomu dzietności w Polsce, brzmi co najmniej komicznie...
Albowiem zdaje się, że w działaniach zmierzających do przezwyciężenia niskiej dzietności w Rzeczpospolitej, Jarosław Kaczyński zbyt wiele osobistych zasług nie ma...
Viktor Orbán mówi biegle w języku angielskim, a Jarosław Kaczyński po angielsku mówi jakby trochę gorzej. Ze zrozumieniem wypowiedzi po angielsku, również nie jest u Jarosława Kaczyńskiego najlepiej, czemu prezes PiS-u dał zresztą dowód w lutym 2014 roku, kiedy to został nagrany i przedstawiony opinii publicznej fragment rozmowy ówczesnego polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego z jednym z uczestników euromajdanu w Kijowie. Zdaniem Kaczyńskiego, Radosław Sikorski miał wtedy powiedzieć do wyżej wymienionego uczestnika euromajdanu: „Jeśli nie przyjmiecie kompromisu wynegocjowanego przez nas z Janukowyczem, to wszystkich was zabijemy“. Jednak w rzeczywistości owa wypowiedź Sikorskiego brzmiała nieco inaczej: „Jeśli nie zaakceptujecie tego kompromisu, to być może zginiecie“. To właśnie powiedział wówczas Radosław Sikorski.
Viktor Orbán może bezpośrednio rozmawiać w cztery oczy z każdym zagranicznym politykiem. Dlaczego? Dlatego, iż zna on biegle język angielski. Z kolei Jarosław Kaczyński do przeprowadzenia jakiejkolwiek rozmowy z przedstawicielem innego państwa, czy jakiejś międzynarodowej instytucji potrzebuje pośrednika w postaci tłumacza. Poziom znajomości (albo jej braku) języka angielskiego, uniemożliwia prezesowi PiS-u prowadzenia bezpośrednich rozmów z przedstawicielami szeroko pojętej zagranicy; no chyba, że rozmowa ta miałaby odbyć się w języku rosyjskim, choć i z tym językiem prezes PiS-u ma ponoć pewne problemy...
Viktor Orbán może w dowolnym momencie, samodzielnie i osobiście, rozmawiać z kim chce i o czym chce, a Jarosław Kaczyński zrobić tego samodzielnie nie może. To niebagatelna, wręcz istotna różnica, która powoduje, że Jarosław Kaczyński taki, jak Viktor Orbán, nie jest.
Viktor Orbán i jego polityczne ugrupowanie Fidesz wygrali dwa razy pod rząd (w 2010 i w 2014 roku) wybory parlamentarne na Węgrzech, uzyskując konstytucyjną większość. Reformy przeprowadzone na Węgrzech przez Viktora Orbána mogą więc być oceniane różnie. Reformy te (w tym reformy konstytucyjne) mogą być również uznane za kontrowersyjne. Jednak nie sposób podważyć legalności politycznych reform i kroków podjętych przez urzędującego premiera Węgier i jego polityczny obóz, który w momencie podejmowania tych politycznych decyzji posiadał w parlamencie większość konstytucyjną. To powodowało w przeszłości (dopóki Orbán posiadał konstytucyjną większość), że instytucjom Unii Europejskiej, jak i zachodnioeuropejskim politykom, krytykowanie czy wręcz dyskredytowanie Viktora Orbána i jego partii politycznej nierzadko przychodziło z trudem i było o wiele trudniejsze, niż aktualne krytykowanie, czy też dyskredytowanie politycznych decyzji podjętych w Polsce przez Jarosława Kaczyńskiego i jego polityczne przymierze tzw. „dobrej zmiany“. Viktor Orbán posiadał przez dłuższy okres konstytucyjną większość na Węgrzech. A Jarosław Kaczyński konstytucyjnej większości w Polsce nigdy nie posiadał, nadal jej nie posiada i nic nie wskazuje na to, aby posiadał ją kiedykolwiek w przyszłości.
Obecnie Viktor Orbán premierem Węgier jest po raz trzeci i cieszy się wysokim poparciem społeczeństwa węgierskiego. Był on zawsze twarzą kampanii wyborczych swego politycznego ugrupowania i nigdy nie przeprowadzał żadnych „eksperymentów“, nie usuwał się w cień, nie uciekał od politycznej odpowiedzialności, nie unikał politycznego starcia z politycznymi konkurentami, czy z przywódcami konkurencyjnych obozów politycznych w swoim kraju. Samego Orbána można oceniać na różne sposoby, ale nie da się mu zarzucić, że kiedykolwiek uciekał od bycia główną twarzą swojego obozu politycznego. Będąc rzeczywistym politycznym i wyborczym liderem swojego ugrupowania, Viktor Orbán wygrał kilkukrotnie wybory na Węgrzech. A Jarosław Kaczyński?
W 2005 roku ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego wygrało wybory parlamentarne - to fakt. Jednak warto zastanowić się, na ile zwycięstwo to Prawo i Sprawiedliwość zawdzięczało Jarosławowi Kaczyńskiemu, a na ile to autorytet Lecha Kaczyńskiego sprawił, że partia braci Kaczyńskich wyżej wymienione wybory parlamentarne wygrała. W mojej opinii autorytet Lecha Kaczyńskiego był wówczas bardzo wysoki, z pewnością wyższy, niż w tym czasie twierdziły massmedia. To Lech Kaczyński doprowadził do podwójnego wyborczego zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości w 2005 roku; Lech Kaczyński, a nie Jarosław Kaczyński.
Jarosław Kaczyński niechętnie i nieczęsto decydował się na bezpośrednie starcie z liderami konkurencyjnych obozów politycznych. Można wręcz odnieść wrażenie (i to od dłuższego czasu), że prezes PiS-u konsekwentnie ucieka od bezpośrednich debat, od bezpośrednich konfrontacji, od medialnych konfrontacji twarzą w twarz ze swoimi politycznymi rywalami. Podczas zeszłorocznej kampanii wyborczej poprzedzającej wybory parlamentarne, Jarosław Kaczyński nie zdecydował się na debatę z Ewą Kopacz. Podczas kampanii wyborczej poprzedzającej wybory parlamentarne w 2011 roku, prezes PiS-u nie zdecydował się na ponowną debatę z ówczesnym przewodniczącym Platformy Obywatelskiej, a zarazem premierem, Donaldem Tuskiem.
W 2010 roku Jarosław Kaczyński przegrał polityczne starcie jeden na jeden z Bronisławem Komorowskim; starcie, które zadecydowało, kto zostanie prezydentem RP. Czy Jarosław Kaczyński wygrał zeszłoroczne wybory prezydenckie? Nie. Zwycięzcą wyborów prezydenckich został Andrzej Duda. Czy Jarosław Kaczyński wygrał zeszłoroczne wybory parlamentarne? Również nie. Wybory parlamentarne wygrała Beata Szydło, która była przecież twarzą poprzedzającej wybory parlamentarne kampanii wyborczej Prawa i Sprawiedliwości. Z kolei Jarosław Kaczyński, podczas wyżej wymienionej kampanii prezydenckiej i wyżej omawianej kampanii parlamentarnej, usunął się w cień i nie podjął politycznego starcia face to face z liderami innych obozów politycznych. Podczas telewizyjnych debat wyborczych to Beata Szydło reprezentowała tzw. Zjednoczoną Prawicę, a Jarosław Kaczyński, przecież rzeczywisty przywódca Prawa i Sprawiedliwości... no cóż, Jarosław Kaczyński postanowił usunąć się w cień, czy też - mówiąc wprost - zwyczajnie się schował.
Viktor Orbán kilkukrotnie wygrywał wybory parlamentarne na Węgrzech, osobiście reprezentując w starciu wyborczym swój obóz polityczny. Z kolei Jarosław Kaczyński utracił „wybieralność“ wiele lat temu i musiał przeprowadzić „polityczny eksperyment“, aby jego ugrupowanie mogło uzyskać polityczne zwycięstwo, zarówno w zeszłorocznych wyborach prezydenckich, jak i w wyborach parlamentarnych. Viktor Orbán bierze (właściwie zawsze brał) polityczną i prawną odpowiedzialność za swoje poczynania i decyzje; bierze on odpowiedzialność za reformy, które Fidesz przeprowadził na Węgrzech. Jarosław Kaczyński woli zaś wciąż formalnie pozostawać w cieniu, podczas gdy jego „eksperyment, który trwa“, eksperyment jego autorstwa, „na który ma duży wpływ“ , bierze na siebie całą odpowiedzialność ze wszystkimi jej konsekwencjami za wprowadzanie w Polsce tzw. „dobrej zmiany“.
Zapewne Jarosław Kaczyński chciałby stać się polskim Viktorem Orbánem i być naśladowcą węgierskiego premiera w Polsce. Problem prezesa PiS-u polega jednak na tym, że tak naprawdę nigdy nie udało mu się skutecznie naśladować Viktora Orbána, zresztą nadal mu się to nie udaje i nic nie wskazuje na to, żeby miało mu się to udać w przyszłości. Dlaczego? Dlatego, iż - delikatnie i dyplomatycznie to ujmując - aby stać się polskim Viktorem Orbánem, Jarosław Kaczyński potrzebowałby... instrumentów, których nie posiada i których nigdy nie będzie miał.
Taki, jak Józef Piłsudski Jarosław Kaczyński nie jest. Taki, jak Viktor Orbán prezes PiS-u nie jest i nigdy nie będzie. Kogo więc Jarosław Kaczyński jest w stanie skutecznie naśladować? Kogo Jarosław Kaczyński mógłby stać się imitacją? Osobiście nie znam odpowiedzi na te pytania. Jednak być może ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że jeśli prezes PiS-u mógłby kogoś skutecznie naśladować, jeśli polityczny ojciec tzw. „dobrej zmiany“ w Polsce mógłby pretendować do tytułu czyjejś imitacji, to wyłącznie mogłaby być tu mowa o imitacji postaci filmowej wykreowanej przez Charliego Chaplina w produkcji „Dyktator”.

* * *

Nieopublikowane w serwisie Wiadomości24 teksty publicystyczne mojego autorstwa, znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/ oraz na portalu Salon24, na stronie http://www.zbigniewstefanik.salon24.pl/. Serdecznie zapraszam do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

pANA jEZUSA TEŻ NAŚLADUJEMY, A NIGDY NIM NIE BĘDZIEMY.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.