Janina Pachniak nie ufa już politykom. Minister sprawiedliwości okaleczył ją na całe życie. Walka o odszkodowanie zajęła jej kilka lat, bo Marka Sadowskiego chronił immunitet.
To niejedyny przypadek nadużywania tego przywileju. Prokuratura przygotowuje właśnie wniosek o uchylenie immunitetu posłowi Platformy Obywatelskiej Tomaszowi Szczypińskiemu, byłemu wiceprezydentowi Krakowa. Sprawa ma związek z niejasnościami dotyczącymi handlu ziemią. Kilka dni temu w tej samej sprawie zatrzymano czterech byłych wiceprezydentów Krakowa. Ich bowiem nie chroni już przywilej zarezerwowany dla posłów, sędziów i prokuratorów. – Spodziewam się, że poseł sam zrezygnuje z immunitetu, jeśli prokuratura postawi mu zarzuty – mówi Jarosław Duda z PO. – To uczciwy i honorowy człowiek – dodaje. Ale nie zawsze tak jest, bo często immunitet chroni winnego przez wiele lat.
Przetrącił jej nogę
Przekonała się o tym Janina Pachniak z Białobrzegu. W 1995 roku w jej auto wjechał sędzia Marek Sadowski. To zderzenie skończyło się dla niej ciężkim kalectwem. – Lekarze usunęli mi staw kolanowy – mówi poszkodowana. – Będę kaleką do końca życia.
Dodaje, że gdyby to ona była na miejscu sędziego, to już dawno poniosłaby karę. Tymczasem sprawa ciągnie się już 11 lat. Bo najpierw chronił Sadowskiego immunitet sędziowski, a gdy został ministrem sprawiedliwości – prokuratorski. I choć w rezultacie został skazany, to koszmar pani Janiny trwa. – Pan Sadowski jeszcze składa apelację. Wszystko przez immunitet. Nie powinno go być, przecież wszyscy jesteśmy równi wobec prawa... Tak przynajmniej myślałam do momentu wypadku – smuci się kobieta.
Czarne owce parlamentu
Najwięcej kontrowersji budzą jednak immunitety poselskie, zwłaszcza gdy parlamentarzysta zostaje złapany na jeździe po pijanemu. Jednym z ostatnich takich przypadków była kraksa, którą spowodował poseł PiS Ryszard Kaczyński. Kiedy wjechał w płot swoim samochodem, miał we krwi prawie 1,7 promila alkoholu. Inną głośną sprawą jazdy po pijanemu był przypadek Bronisława Cieślaka. Przyłapany na gorącym uczynku, tłumaczył się, że zaszkodziły mu środki przepisane przez lekarza.
Posłowie są na bakier z prawem nie tylko przez alkohol. Tak jak w przypadku afery starachowickiej, gdzie główne role odegrali wiceminister Zbigniew Sobotka oraz jego koledzy Henryk Długosz i Andrzej Jagiełło. Trzej panowie przekazywali sobie i ludziom związanym ze światem przestępczym informacje o śledztwie i planowanej akcji CBŚ. W ten sposób narażali życie i zdrowie oficerów biura.
Chronić tylko czasami
We wszystkich tych przypadkach na drodze do ukarania winnych stał immunitet. Teraz szykują się następne sprawy, w których będzie on przeszkodą. Wspomniany już były włodarz Krakowa najprawdopodobniej stanie przed prokuratorem, a poseł Samoobrony Stanisław Łyżwiński będzie musiał się bronić przed zarzutami o molestowanie seksualne. Na razie nie odebrano mu immunitetu, ale pozbyła się go Samoobrona. Pojawiają się jednak kolejni świadkowie oskarżający Łyżwińskiego.
– Jeżeli posłowie są niewinni, to krzywda się im nie stanie. Poseł to nie bożek. Dlatego prawo nie powinno ich chronić – uważa dr Krzysztof Grajewski, prawnik z Uniwersytetu Gdańskiego. Ale zaznacza, że gdyby znieść immunitet posłów, wtedy parlament powinien mieć prawo, aby w szczególnych przypadkach uniemożliwić ściganie posłów. – Chodzi o sprawy, gdyby ktoś był ścigany nie za ewidentne przestępstwa, a z powodów politycznych – zaznacza dr Krzysztof Grajewski.
W parlamencie podzieleni
Sami posłowie w sprawie immunitetu mają różne zdania. Zbigniew Szmajdziński z SLD uważa, że w obecnych warunkach politycznych nie można zmieniać przepisów.
– Bo wszystko jest kwestią interpretacji – mówi poseł. – Nie jest łatwo ocenić, czy za jakąś sprawą stoi polityka. Dlatego uważam, że gdyby immunitet chronił posłów wybiórczo, rządzący mieliby otwartą furtkę do manipulacji – dodaje. Podkreśla jednak, że w przypadkach oczywistego łamania prawa posłowie nie powinni zasłaniać się immunitetem i poddać się np. kontroli policji.
Innego zdania jest wiceminister sprawiedliwości Beata Kempa.
– Immunitet nie może być parawanem dla nieuczciwych posłów – tłumaczy Kempa. – Jeśli dochodzi do złamania prawa i sprawa nie ma podtekstu politycznego, to żaden immunitet nie powinien takiej osoby chronić. Tylko to, czy ktoś jest winien, czy nie, bezwzględnie należy zostawić do oceny sędziom – zaznacza.
Jarosław Duda z PO również chce, by immunitet był ograniczony. Według niego, powinien być on uchylany, gdy zostają postawione zarzuty przez prokuraturę.
– Wtedy powinien on automatycznie wygasać – mówi Duda.
Wątpliwa sprawa
Janina Pachniak bardzo źle wspomina 11 lat walki o sprawiedliwość. Nie ma wątpliwości, że immunitet powinien być zniesiony. – Każdy odpowiadałby za swoje czyny, nie byłoby ludzi bezkarnych – zastanawia się.
Prof. Bogusław Banaszak, wrocławski konstytucjonalista i przewodniczący Rady Legislacyjnej, zupełnie inaczej ocenia sytuację.
– Immunitet chroni posłów, sędziów i prokuratorów przed ewentualnymi politycznymi manipulacjami. Mogłoby się stać tak, że ktoś zainteresowany sparaliżowaniem ich pracy ciągałby ich po sądach, a oni nie wykonywaliby swoich obowiązków – mówi profesor.
Maciej Czujko, Łukasz Pałka
PT