Facebook Google+ Twitter

Imogen Edwards-Jones, "Restauracja Babylon"

Dzięki telewizji podglądamy kulinarnych ekspertów. Przyglądamy się też zmaganiom tych, którzy marzą o własnej restauracji. Ale czy ludzie zapatrzeni w mistrzów patelni na pewno wiedzą, co w praktyce oznacza prowadzenie własnego lokalu?

 / Fot. materiały prasoweZderzaniem rozbuchanych wyobrażeń z brutalną rzeczywistością zajęła się Imogen Edwards-Jones, brytyjska dziennikarska, pisarska i scenarzystka. Stworzyła serię Babylon, ujawniając w niej kulisy funkcjonowania m.in. świata mody, współczesnej medycyny, luksusowych hoteli, wreszcie świata profesjonalnych restauratorów. „Restauracja Babylon”, czyli o kuchni od kuchni, powstała dzięki długim rozmowom m.in. z kucharzami, kelnerami, kierownikami sal i właścicielami restauracji. Ich prawdziwych nazwisk nie znajdziemy w książce. Po tym, co przeczytałam, wcale się nie dziwię…

Czytając „Restaurację Babylon”, spędzamy dokładnie 24 godziny z właścicielem lokalu „w obozie pracy na froncie przemysłu gościnności” i dowiadujemy się sporo o tajemnicach prowadzenia luksusowej restauracji. I już wiemy, że kradną wszyscy – kelnerzy, barmani, klienci (sposoby mają niesamowite); alkohol to przyjaciel i jednocześnie wróg tej branży, a o bliższe związki z kokainą i innymi narkotykami nietrudno. Wiemy, co dzieje się od momentu przyjęcia zamówienia po podanie nam gotowego dania. I wiemy też, niestety, do czego zdolni są kucharze, czyli co trafić może na nasz talerz, a na pewno nie znajdziemy takich składników w opisie dania.

Sztuczek jest sporo i branża chętnie z nich korzysta. Nie bez znaczenia jest układ menu, posadowienie gości. Jak proponować tanie jedzenie (przystawki, desery, napoje itp.) i dużo na tym zarobić (bo na drogich daniach restauracja zarabia najmniej)? Jak odświeżyć mało świeże jedzenie i wcisnąć klientom coś, co powinno już dawno trafić do kosza (wprawny kelner zachwalać będzie specjalności, których kuchnia chce się pozbyć)?

W tym biznesie liczą się lokalizacja, znany kucharz i dobrze zgrany zespół, zaufani dostawcy. Prowadzenie luksusowej restauracji sporo kosztuje, a i w kuchni bywa często gorąco i to nie z powodu gotujących się potraw. Czasami dochodzi do walki na pięści o noże, gdy ktoś pożyczy ten używany przez szefa kuchni. A jeśli słynny luksusowy lokal potraktowano złą recenzją? Jeden telefon do przyjaciela i po sprawie. Internet zasypią pozytywne opinie, ta zła nie będzie już tak widoczna. Zresztą, recenzja recenzji nierówna; jak zauważa właściciel restauracji „dzisiaj każdy gnojek jest wielkim krytykiem i wszyscy jak głupi robią zdjęcia potraw”. Przyznawanie gwiazdek Michelina to osobna historia warta uwagi. Z opowieści właściciela „Restauracji Babylon” dowiemy się czym ta gwiazdka jest, jak bardzo zmienić może losy restauracji i na co zwracają uwagę odpowiedzialni za jej przyznanie.

Książkę „Restauracja Babylon” czyta się szybko i bez zbędnego wysiłku, nie jest to przecież naukowe opracowanie. Od czasu do czasu Imogen Edwards-Jones serwuje wyjątkowo ostro doprawione kąski. Szkoda tylko, że niektóre z nich wrzucono na skrzydełka okładki. Trudno tego nie przeczytać przed rozpoczęciem lektury. Apetyt nam rośnie, tymczasem momentami bywa nudno, dla polskiego czytelnika mało interesująco (nazwisk niektórych brytyjskich lub francuskich kucharzy czy restauratorów w ogóle nie będziemy kojarzyć), wydaje się, że czas się zatrzymał, a głodny czytelnik krzyczy „więcej!”. Wulgaryzmy w dialogach mogą razić, ale przecież tu nie ma miejsca na czułości.

Dla kogo ta książka? Na pewno powinni po nią sięgnąć ci, którym marzy się otworzenie własnej restauracji. Czy są gotowi na maksymalne poświęcenie? A może tylko oczekują szybkiego zysku? Bo droga do kulinarnej sławy to pot, krew, łzy, sporo kombinowania (czasami niezbędnego), praca 24 godziny na dobę - zadbać trzeba o wszystko, o każdy szczegół od dostaw po równo powieszone zasłony i błyszczący blat baru. A gdy przychodzi sława, tak naprawdę niewiele się zmienia - znów konieczna jest praca 24 godziny na dobę, by utrzymać się na szczycie. Nie powinni tej książki czytać zwolennicy częstego stołowania się w restauracjach. Zamiast dopieszczać kubki smakowe, zaczną podane dania rozkładać na czynniki pierwsze, a wyobraźnia podpowiadać będzie najgorsze scenariusze… Jeśli jednak potrafią na otaczającą nas rzeczywistość spojrzeć z przymrużeniem oka (przecież są też fantastyczne lokale), lektura „Restauracji Babylon” okazać się może dobrą weekendową rozrywką.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.