Facebook Google+ Twitter

Import obrzydzenia, eksport zniesmaczenia

Zarówno film jak i austriacki reżyser reklamowani są jako „kontrowersyjni”. Pierwsza moja myśl po wyjściu z kina była taka, że obrzydliwy i niesmaczny nie zawsze oznacza kontrowersyjny. Choć oczywiście może.

Udając się do kina najczęściej szukamy jego opisu, który, jak wiemy, raz stworzony jest bezmyślnie powielany na wszystkich stronach internetowych, gazetach, ulotkach. To, co możemy przeczytać na temat "Import/Export", nijak ma się do tego, co później zobaczymy w kinie. Co więcej, zdaje się umyślnie wprowadzać w błąd, dobudowując do decyzji bohaterów filmu ideologię, której jakoś nie mogłem się dopatrzyć. Można odnieść wrażenie, że reżyser świadomy, że nakręcił potwornego gniota, ratował się w ten mało elegancki sposób.

Na zielonej Ukrainie


Film w założeniu jest historią dwojga ludzi, którzy udają się w przeciwnych kierunkach, uciekają przed biedą, beznadzieją, długami. Olga wyjeżdża z Ukrainy do Austrii w poszukiwaniu pracy. Paul natomiast, nieco przypadkowo, udaje się w przeciwnym kierunku. Nadmienić należy, że rzeczony Paul jest mniej lub bardziej bezrobotnym ochroniarzem, o mało inteligentnym wyglądzie. Zajmuje się głównie piciem piwa, paleniem i szeroko zakrojoną troską o swoją fizyczną tężyznę. W międzyczasie niejako rzuca swoją dziewczynę, bo woli… psa, którego ta się boi. Jednak kiedy już wyrusza w podróż, okazuje się nagle, że potrafi porozumieć się po słowacku, interesuje się rzeczami, o których wcześniej nawet nie wspominał. Takich potknięć i niekonsekwencji jest w filmie więcej.
 / Fot. Import/Export
Ukraina, chyba zbyt przesadnie, została ukazana jako kraj skrajnie biedny, w którym jednak dwóch Austriaków nie stać na normalny nocleg, przez co zmuszeni są spędzać noce w samochodzie. Sprzedaż starego automatu do gier pozwala im na zatrzymanie się w hotelu, wypicie morza alkoholu i zamówienie prostytutki. O tym, czy podczas tej wyprawy udało się naszemu, zbudowanemu na oczywistych sprzecznościach bohaterowi, i jego ojczymowi cokolwiek więcej zarobić, reżyser niestety nie wspomina.

Nieco bardziej logicznie przedstawiona jest historia Olgi, która w poszukiwaniu godnej pracy wyjeżdża do Wiednia. Kiedy zaczyna pracować jako sprzątaczka na oddziale geriatrycznym, jej wątek przeistacza się w swoiste studium na temat starości i umierania. Właściwie mogłaby to być historia na osobny film, który skrócony w ten sposób, mógłby się może jakoś obronić. Ukrainka przeżywa typowe problemy nielegalnego emigranta: trudności ze znalezieniem mieszkania, pracy, kłopoty językowe, zderza się z ludzką obojętnością i pogardą.

Pytanie, po co?


Nie jest wielkim problemem pokazać w filmie odrażające sceny seksualne. Podobnie jak cierpienie w szpitalu, brutalność na ulicy, biedę i jeszcze wiele innych rzeczy. Mnie jednak nurtuje pytanie, dlaczego reżyser to zrobił? Po co pokazuje ocierające się o pornografię obrazki? Dlaczego każe nam wpatrywać się w długie, rozwlekłe sceny naznaczone cierpieniem i udręką? O tym, że wielu ludzi wyjeżdża na zachód w poszukiwaniu lepszego życia, wiemy. O tym, że starość może być przygnębiająca można było nakręcić lepszy film. A może chciał pokazać, że są na świecie ludzie, którzy czerpią przyjemność z perwersyjnych zabaw seksualnych? Po obejrzeniu filmu Seidla mam wrażenie, że sam jest jedną z takich osób. Tylko po co mi ta informacja?

Opinia antykinomaniaka


Szukając w internecie opinii na temat filmu już po jego obejrzeniu, natknąłem się na entuzjastyczne recenzje osób, które się na kinie znają. Może to one mają rację, a ja się mylę. Może ja tego „dzieła” po prostu nie zrozumiałem. Zresztą nieważne.

Na wszelki wypadek zakodowałem sobie w głowie nazwisko Ulricha Seidla i mam zamiar unikać wytworów jego schorowanej wyobraźni, co najmniej do końca życia. Obawiam się również, że będę miał spore problemy, aby zmusić się do obejrzenia czegokolwiek, co będzie reklamowane jako kontrowersyjne lub austriackie. Co do tego, że nigdy nie poświęcę nawet sekundy niczemu, co będzie posiadało oba te atrybuty, nie mam najmniejszych wątpliwości.

Zapraszam wszystkich do kin, a następnie do nowo otwartego ekskluzywnego Klubu AntyKinoManiaka. Póki co jestem jego honorowym prezesem, skarbnikiem i jedynym członkiem, ale dzięki filmowi Seidla, powinno się to szybko zmienić.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Dziękuję :) Uroczy komplement. ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Genialny tytuł artykułu, sam artykuł także niczegowaty.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.