Facebook Google+ Twitter

Incydent w żarskim ratuszu: policjanci wyprowadzili dziennikarza

Burmistrz Żar (Lubuskie) nie zniósł ustawicznych wizyt dziennikarza lokalnej gazety w urzędzie. W końcu zatrzymała redaktora ochrona ratusza, a policja wyprowadziła skutego z budynku. Mieszkańcy tymczasem śmielej wypowiadają się o burmistrzu. Źle.

 / Fot. Beemwej, GNU1,2Chociaż od samego zajścia w Urzędzie Miejskim upłynęło kilkanaście dni, w okolicach ratusza nie jest spokojnie. Okres świąteczny również nie sprzyja wyciszeniu nastrojów. - Burmistrz nawet nie rozumie, czym jest szacunek dla drugiego człowieka. Ma się za boga i jest pyszałkiem – ocenia poczynania włodarza pani Barbara, 21-latka rodowita mieszkanka Żar.

Wtóruje jej inny przechodzień: - Rządzenie burmistrza przypomina mi Białoruś! – wyjawia pan Tomasz, bezrobotny i bez zasiłku. Żyje z zbierania złomu i puszek po piwie. Kolejna wypowiedź zanotowana przez W24 przy miejskim ratuszu. Pan Wiktor, proszący również o anonimowość, wojskowy emeryt: - Nic pozytywnego o burmistrzu nie mogę powiedzieć, kiedy widzę jaka prywata została przez niego wprowadzona w urzędzie miejskim – komunikuje.

- To czysta prowokacja, ukartowana wcześniej przez dziennikarzy! - wykrzykuje w stronę reportera W24 elegancki pan, podążający do ratusza, kiedy spostrzega odnotowywane wypowiedzi mieszkańców.

19 grudnia br. do żarskiego ratusza przyszedł Norbert Królik, dziennikarz lokalnej „Gazety Regionalnej”. Kilka dni temu zauważył na korytarzu trzeciego piętra Urzędu Miejskiego leżące na podłodze dokumenty. Jak ustalił, należały do wydziału infrastruktury ochrony środowiska, który przeprowadzał się właśnie do pomieszczeń na tym piętrze, i do którego zawsze przychodzi wielu petentów.

- Ku mojemu zdziwieniu na ogólnodostępnym korytarzu, oprócz mebli leżały jeszcze sterty w żaden sposób niezabezpieczonych dokumentów urzędowych – mówi dziennikarz w ekskluzywnej rozmowie z W24. - Postanowiłem tę sprawę wyjaśnić, bo miałem podejrzenie, że mogło dojść do przestępstwa w związku z ujawnieniem danych osobowych – uzupełnia.

Dziennikarz sfotografował część dokumentów i poszedł do biura burmistrza Wacława Maciuszonka. -Sekretarka powiedziała, że nie ma ani burmistrza, ani jego zastępcy Patryka Falińskiego, bo są na komisji, która odbywa się w sali posiedzeń na terenie ratusza. Poszedłem więc do Edyty Nawrot, rzecznika prasowego. Jej współpracownik przekazał, że rzecznik jest poza urzędem i będzie za dwie, trzy godziny – kontynuuje Królik.

Ponieważ dziennikarz uważał, że sprawa jest na tyle ważna, że trzeba ją wyjaśnić natychmiast, więc udał się do drugiego wiceburmistrza Edwarda Łyby. Ten, gdy zobaczył leżące dokumenty był - według oceny dziennikarza - bardzo zmieszany. Obaj udali się do naczelnika wydziału infrastruktury Rafała Fularskiego. Ale naczelnik również był na komisji i akurat coś referował. - Wiceburmistrz zalecił mi, żebym w takim razie udał się do Ewy Bortnik, sekretarza miasta, bo jak stwierdził, to ona odpowiada za porządek w urzędzie – mówi Królik.

I od tego momentu wydarzenia potoczyły się, jak w sensacyjnym filmie z dwoma odmiennymi wersjami akcji.

Mówi dziennikarz: - Zapukałem do drzwi i nie czekając na proszę wszedłem. W gabinecie była sekretarz, siedząca za biurkiem i burmistrz miasta, który siedział na krześle ustawionym bokiem do biurka i rozmawiał przez telefon. Zwróciłem się do pani Bortnik mówiąc, że mam coś ważnego do przekazania i że przysłał mnie do niej wiceburmistrz Łyba. Bortnik kazała mi opuścić gabinet, bo jak stwierdziła, burmistrz rozmawia przez telefon i ja nie mogę słyszeć tego co on mówi.

Wyszedł. Poczekał. Po kilku minutach, ponownie zapukał i wszedł do gabinetu Bortnik. Burmistrz kończył rozmowę.
- Powiedziałem, że przychodzę w bardzo poważnej sprawie. Na co Bortnik nakazała mi ponownie opuścić gabinet, bo jak stwierdziła uniemożliwiam jej wykonywanie obowiązków służbowych i jak nie wyjdę to wezwie straż miejską. -
wyjawia Królik. - Zwróciłem się więc do burmistrza, że na trzecim piętrze na korytarzu leżą niezabezpieczone dokumenty z danymi osobowymi. Burmistrz na to odpowiedział, że jak chcę to mogę to zgłosić na prokuraturę albo policję. Tymczasem przybyli dwaj strażnicy miejscy.

- Zapytałem na podstawie jakich przepisów chcą mnie usunąć z miejsca publicznego, podczas wykonywania przeze mnie pracy dziennikarza – mówi Królik. - Nie potrafili odpowiedzieć, tylko stawali się coraz bardziej agresywni w nakazywaniu mi opuszczenia gabinetu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Tak Właśnie w Żarach rządzi burmistrz z ramienia Prawa i Sprawiedliwości.
To nie jest prawo i sprawiedliwość.PiS wprowadzał w życie IV Rzeczpospolitą Polskę ale jako państwo TOTALITARNE.
PiS musi być, ta "partii", sekta z Jarosławem Kaczyńskim, Antonim Macierewiczem, zdelegalizowana a winni osadzeni i powsadzani w miejsca odosobnienia.Jeśli są zdrowi na umyśle to do WIĘZIEŃ .Jeśli nie wykazując oznak zdrowych na umyśle, to przymusowo i LECZYĆ W szpitalach dla chorych psychicznie.
PiS to jest zaciekły wróg tej Rzeczpospolitej Polskiej i wszystkich normalnych Polaków.

Komentarz został ukrytyrozwiń

1. W tej szczegółowej relacji z wydarzeń, nie jest dla mnie jasne, czy ogólnodostępny korytarz w trakcie przeprowadzki wydziału był faktycznie ogólnodostepny, a więc - czy prócz dziennikarza, który wszedł na trzecie piętro, byli tam również interesanci/postronni/przechodnie/ciekwscy, którzy mieli swobodny dostęp do dokumentów wydziału? Czy dziennikarz poszedł sprawdzić, jak przebiega przeprowadzka, czy może miał interes do wydziału, o którym powinien wiedziec, że zmienia lokal, a więc interesantów chwilowo nie załatwia? (akapit czwarty)

2. Jeśli wymienia się nazwiska i przynależność partyjną jednego człowieka - to dla równowagi wypadałoby przypisać partyjnośc lub bezpartyjność wszystkim głównym aktorom wydarzeń.

3. Prowincjonalna kacykowatość i nepotyzm ma się dobrze wszędzie, w różnym zakresie i natężeniu, ale nie wszędzie funkcjonują równie dociekliwi reporterzy prasy miejskiej i nie wszystkie kacyki są idiotami idącymi "na zwarcie" z prasą.

W sumie nie wiem, czy faktycznie nie chodziło o znakomity pretekst do zwiększenia napięcia na linii "władza-prasa", czyli kto komu ostatecznie silniej dokopie i kto się bardziej skompromituje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Strażnicy miejscy? chyba strażnicy burmistrza Żor ,już od dawna wiadomo że to zgraja agresywnych ludzi a nie straż miejska

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niezależnie od ustaleń jakie zostaną poczynione, prawda musi być po stronie dziennikarza...
Skandal i tyle. Teraz dziennikarz i burmistrz, zamiast skupić się na swojej pracy, będą szarpać i włóczyć po sądach, a mnóstwo energii społecznej pójdzie w gwizdek... Prokuratura, bezsensowne dochodzenie (jak zebrać obiektywnie dowody w takiej sprawie?), sąd, prasa. I to tylko dlatego, że pan burmistrz chciał pokazać kto tu rządzi. Arogancja władzy w czystej postaci.

Na podstawie tej sytuacji gołym okiem widać, że prawo prasowe możemy do kieszeni sobie wsadzić... a potem dochodzić sprawiedliwości...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Brawa za tekst. Dyktatura panoszy się zwłaszcza na niższych szczeblach. To relikt mentalności carskiego urzędnika.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dobry, potrzebny materiał. Niestety, takich burmistrzów i urzędników niższej rangi mamy coraz więcej. Oni chcieliby, by pisać tylko i wyłącznie o ich sukcesach (zwłaszcza tych pozornych, bo prawdziwych brak). Brawa dla Pana Zbigniewa za ten tekst i oczywiście 5.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.