Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

15943 miejsce

Indywidualizm – nowy trend czy przykrywka dla egoizmu?

Czy w dzisiejszych czasach postępowanie zgodnie z własnym sumieniem przestało być modne?

Jednocześnie to samo pojęcie bywa nadużywane, obejmując coraz szersze spektrum wartości. Problem w tym, iż zmieniają one zupełnie jego pierwotne znaczenie. Słowa indywidualizm używa się dla określenia braku odpowiedzialności i egoizmu. Jest to trend, który manipuluje ludzkim systemem powszechnych norm zachowania. Tworzy bowiem sytuację, w której ludzkie postępowanie jest usprawiedliwiane pozytywnym znaczeniem słowa indywidualizm(o którym pisałem powyżej).

Zastanówmy się, jakie mogą być konsekwencje tego zjawiska?


Odwracanie do góry nogami uznawanych powszechnie wartości (miłość, odpowiedzialność, itp.) prowadzi do zła, które zwie się relatywizmem. Słowo to związane jest z naszą moralnością. Głosi, iż wartości oraz związane z nimi normy i oceny mają charakter względny. Zmieniają się w czasie, są zależne od miejsca, i od oceniającego. Najczęściej jest tak, że w bardzo prosty sposób oceniamy zachowanie innych ludzi, np. zachował się niegodziwie. Potem, gdy sami działamy podobnie, określenie nie przejdzie nam przez gardło, gdyby miało nas dotyczyć. Nawet, jeśli przejdzie, to usprawiedliwimy je kontekstem sytuacyjnym, np. nie miałem wyjścia. Często zdarza się przecież, że dane okoliczności po prostu nas przerastają. Dążymy wtedy do rozwiązania danego problemu wszelkimi dostępnymi środkami. Zgodnie z zasadą, że cel uświęca środki.

Przykład z życia wzięty, nie chodziłem na wykład z pewnego dość nudnego przedmiotu. Na egzaminie wytłumaczyłem się moją trudną sytuacją rodzinną, a prawda była taka, że wykład opuszczałem po części z lenistwa. No, ale jak tu powiedzieć profesorowi, że jego wykłady są nudne, to jakby strzelić sobie samobója. Łatwiej było usprawiedliwić się tym, iż ma się rodzinę i wynikające z tego obowiązki.

Inny przykład, zdarza się, że widzimy sytuacje: matka siłuje się z kilkuletnim dzieckiem, które głośno domaga się nowej zabawki, w pewnym momencie wymierza mu klapsa i głośno na niego krzyczy. Myślimy sobie wtedy „wyrodna matka”. Teraz wyobraźmy sobie siebie (niektórzy może nawet nie muszą) w takiej sytuacji, jak my się w takim przypadku zachowujemy. Oczywiście od razu znajdziemy usprawiedliwienie dla swego postępowania tym, że mieliśmy ciężki dzień w pracy itp.
Kolejny typowy, w moim przekonaniu, przykład dotyczy młodej dziewczyny, około 25-letniej. Miałem przyjemność poznać ją na pewnym kursie. Otóż, ta młoda dziewczyna ma męża. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie tłumaczyła się z posiadania swojej drugiej połowy i tego, że jest z nim szczęśliwa. Odebrałem to jakby się tego wstydziła, przecież w dzisiejszych czasach nie wypada być żoną czy mężem, lepiej mieć wyłącznie partnerów życiowych. Zwłaszcza wśród młodych ludzi kreowana jest moda na bycie singlem.

Nie będę więc obłudny twierdząc, że da się całkiem wyeliminować tę sprzeczność (między wyznawanymi wartościami a naszym działaniem). Jest ona wpisana w ludzkie życie, bo po prostu je ułatwia. Zawsze prościej jest przecież obwiniać o dane niepowodzenie innych niż samego siebie. Pozwala to uniknąć nieprzyjemnych dla nas wyrzutów sumienia i zadręczania się. Jednak należy pamiętać, iż są one nieodłączną częścią naszego życia.

Nie znaczy to jednak, że nie należy walczyć o swoje ideały. Warto, gdyż logicznym skutkiem triumfu relatywizmu jest zanik granicy pozwalającej oddzielić dobro od zła. Takim „dużym” przykładem może być doktryna faszystowska czy komunistyczna, które przyczyniły się do unicestwienia tylu istnień ludzkich.
Jaskrawym przykładem wpływu, jaki ma relatywizm na nasze działania jest polityka. Nadrzędnym celem jest przecież zdobycie władzy. Analizując ją od środka widzimy, jak przy okazji każdych wyborów, politycy są nam w stanie obiecać wszystko, aby tylko je wygrać. Zatrudniają nawet specjalistów, którzy mają nas w tym utwierdzić. Jednak, kiedy przychodzi okres wypełniania postanowień są z tym ciągłe problemy np. z powodu braku czasu czy pieniędzy w budżecie. Najgorsze jednak jest to, iż ludzie piastujący najwyższe stanowiska w państwie wyznając pewną ideologię, która dostarcza im zwolenników, po dojściu do władzy zmieniają ją w zależności od sytuacji. Tak by móc jak najwięcej zyskać w oczach najszerszego grona potencjalnych wyborców.

Przypomina mi się, w tym miejscu pamiętna debata nad wpisaniem do konstytucji zapisu o ochronie życia poczętego oraz postawa PiS-u. Partia ta, gdy tylko zaczęto krytykować tę inicjatywę po prostu z niej zrezygnowała, pozostawiając na lodzie swojego marszałka Marka Jurka. Oczywiście, później wielokrotnie, szczególnie przed wyborami, odwoływała się do nauki społecznej kościoła, by zdobyć poparcie wśród elektoratu katolickiego.
Innym przykładem będzie expose premiera D. Tuska, w którym obiecywał wiele - zwłaszcza tzw. budżetówce. Szkoda tylko, że nie przewidział, iż przyjdzie mu szybko się z tych zapowiedzi rozliczać. W wielu przypadkach okazało się, że naciągał prawdę, np. obiecywał znaczne podwyżki dla nauczycieli. Ostatni przykład to prawdziwa perełka. Zacytuję fragment wypowiedzi S. Niesiołowskiego na temat PO. Przypomnę, iż w owym czasie reprezentował on ZCHN (Źródło: Rozbijacze na prawicy, "Gazeta Wyborcza" nr 168,20 lipca 2001): "Ciągle trudno określić, komu poza Unią Wolności odbiera głosy Platforma Obywatelska. Ugrupowanie nowe, programowo nieokreślone, udające, że nie są partią polityczną i celowo unikające zabierania głosu we wszystkich ważnych kwestiach społecznych, ekonomicznych i politycznych. Lecz za to dające popisy hipokryzji i cynizmu, dość skutecznie żerujące na znanych fobiach, ignorancji i naiwnej wierze ludzi zniechęconych do polityki... Szkoda tylko, że tak zasłużony polityk zdecydował się zostać członkiem partii, o której wcześniej miał takie zdanie.

Taka postawa powoduje, iż ludzie zniechęcają się do polityki, nie dziwi potem stale niskie zaufanie do nich. Zresztą, kto przy zdrowych zmysłach zaufałby komuś, kto stale go oszukuje, nie jest konsekwentny w tym co robi i mówi. Potwierdza się przy tym stara prawda, iż punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Byleby tylko dostać się do tzw. koryta.

Podsumowując głównym źródłem naszej niechęci do polityki jest relatywizm, który szczególnie widoczny jest właśnie w tej sferze. Jego powodem jest wysoka stawka, o jaką toczy się gra, mianowicie władza, pieniądze, układy biznesowe, więc pokusa by z tych przywilejów skorzystać jest wielka.

Nasza walka z relatywizmem w polityce przejawia się w tym, iż nie dajemy przyzwolenia rządzącej partii na reelekcję. Mając przy tym nadzieję, że następna ekipa będzie inna, lepsza. Cieszy fakt, że nie aprobujemy kłamstwa w życiu publicznym. Potwierdza to, o czym pisałem powyżej. Mianowicie, że relatywizm widzimy u innych, chcąc by postępowali w sposób moralny.

Sprawowanie władzy opartej na relatywizmie powoduje brak zaufania do drugiego człowieka, co jest podstawą budowy społeczeństwa obywatelskiego i innych społecznych więzi.

Polityka sama nie zmieni się na lepsze, bowiem nie jest umieszczona w próżni. Jest zawsze związana z ludźmi. Dlatego kontekst społeczny jest tu kluczem do budowy takiej polityki, która spełniałaby nasze oczekiwania. Czy jednak możliwe jest byśmy zmianę systemu wartości zaczęli właśnie od siebie?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.