Facebook Google+ Twitter

Indywidualizm utracony

Zewsząd słyszę: bądź kreatywny, rozwiąż to zagadnienie w twórczy sposób, daj coś od siebie. To wszystko bardzo pięknie brzmi, zastanawiam się jednak, czy przypadkiem mój indywidualizm nie został brutalnie i z premedytacją zamordowany.

Już od przedszkola byłem stawiany w szeregu a za wszelkie odchylenia od ustalonej linii uszczęśliwiany kwaśną miną osoby akurat sprawującej nade mną nadzór. Pamiętam, że nie chciałem na przykład leżakować jak inne dzieci, bo po prostu nie chciało mi się spać. Nie było szans na takie szaleństwo. Jak się śpi, to się śpi, nie było czasu i nawyku rozpatrywania indywidualnych potrzeb. W końcu odpuściłem i przymuszany zamykałem powieki, oddychając miarowo, symulując głęboki popołudniowy relaks. W ten sposób uzyskany czas wykorzystywałem na własne przemyślenia. A kiedy na obiad były kluski, na których widok dostawałem mdłości, nauczony doświadczeniem, nie domagałem się innego dania tylko dyskretnie chowałem je po kieszeniach. Kiedy mama pytała potem, co było na obiad w przedszkolu, nie musiałem nic mówić, mogłem pokazać. Więc już mając kilka lat zrozumiałem, że warto się czasem poddać dyscyplinie, bo i tak przy odrobinie kombinowania można robić co się chce. A przedszkolak potrafi.

W podstawówce nadal chyliłem czoła zasadom, może z przyzwyczajenia, a może z wygody. Tam nadal
jednostki posiadające silnie rozwinięte indywidualne cechy przepuszczane były przez prasę, formującą je na wzór standardowego ucznia. Dla ich własnego dobra oczywiście, żeby nie robić nauczycielom problemu. Wybuchy inwencji były traktowane jak pokazy niesubordynacji czy popisywanie się. Nawet plastyka, przedmiot z natury twórczy, trzymała sztywne zasady i plakat na temat zapobiegania przemocy musiał przedstawiać rozpaczliwie wyciągnięte ręce i koniec. Gdy narysowałem przekreśloną grubą, czerwoną krechą zakrwawioną siekierę, dostałem ledwie stopień dostateczny.

W liceum wszyscy wiedzieli, że autor miał na myśli, to co na myśli miała pani od polskiego, a nibynóżki rysowane według tych widzianych przez mikroskop, bywały skrupulatnie oceniane na biologii i komentowane pod kątem podobieństwa do oryginału. Własne spojrzenie na tę kwestię kwitowane było podejrzeniem ślepoty lub chociażby daltonizmu. Indywidualizm wyrażany poprzez ubranie czy fryzurę również bywał tłumiony mniej lub bardziej intensywnie. W pierwszej klasie ogólniaka zamarzyłem sobie dredy. Usłyszałem od wychowawczyni, że w naszej szkole nie wolno nosić „takiego czegoś” na głowie. Do dziś nie wiem, jakim kataklizmem grozi instytucji edukacyjnej charakterystyczne splątanie kosmyków. Jednocześnie nieraz byłem rugany za kompletny brak inicjatyw, pomysłowości i zaangażowania w życie szkoły.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 04.04.2009 17:11

"Ja miałem glany, znaczy" ... miałem czym się bronić ;) A "lezaki" są powszechnie znielubiane - ja wagarowałam (tak!) z leżaków, a moja wnuczka codziennie melduje, że znowu była "niegzecna na lezakach". A serio, to fajnie napisałeś. Chociaż od chęci noszenia dredów a wymyśleniem czegoś oryginalnego to kawałek drogi, jakby nie patrzył. Każdy z nas musiał być małym konformistą i cwaniakiem w jednym i do pewnego stopnia tak już nam zostaje :), ale to nic zdrożnego w zorganizowanym społeczeństwie. W szkole rzeczywiście różnie bywa. a jak się trafi na nudnych i leniwych do tego formalistów, to później taka szkoła śni się człowiekowi, w charakterze koszmaru, do emerytury.
Ale Ty teraz jesteś w cudownym wieku (myślę o latach życia) i masz to szczęście, że wymagają od Ciebie kreatywności i więc możesz nareszcie rozwinąć skrzydła. O na pewno potrafisz. No chyba, że jesteś nie w tym miejscu gdzie chciałbyś i powinieneś być. To wtedy rozwiń wszsytkie swoje zdolności aby znaleźć się tam gdzie chcesz, czego Ci życzę :) Uff... mamuśka się rozgadała ;)
A jeśli chodzi o dredy, to przyznaję się, że w młodości nie stroniłam od ekstrawagancji w stroju i fryzurach, więc innych się nie czepiam, tylko patrzę z zaintersowaniem i żałuję, że już nie te latka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jakubie - ciekawie napisałeś.
Ale... osobiscie nie lubię dredów, a na widok spodni wiszacych w kroku czekam, kiedy zsuną sie poniżej, ukazując zadek właściciela.
Niektóre przejawy indywidualizmu zapisały się w świadomości niechlubnie i stały sie znkiem rozpoznawczym ludzi, których lepiej unikac. Stąd też niecheć, o ktorej piszesz.

Oddzielnym rozdziałem jest jednak szkoła - klasyczne "co poeta miał na mysli", wykute na blachę zabija własne myslenie i fantazje. A również, nie pozwala na indywidualna ocenę przedmiotu dywagacji. (no, z wyjatkiem nie podlegajacych dyskusji praw fizyki czy matematyki).
Dziwna rzecz: w czasach mojej nauki, (lata sześćdziesiate ) przedwojennego chowu nauczyciele pozwalali na dyskusje i "wypisywanie sie" w ramach prac domowych czy klasówek. Było to niejako naturalnym uzupełnieniem logiki i propedeutyki filozofii, które - aczkolwiek krótko - były przedmiotami nauki.
Jednak tarczę szkolną na rekawie i fartuszek z białym kołnierzem trzeba było nosić.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.