Facebook Google+ Twitter

Inna galaktyka kontra polska rzeczywistość

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2014-10-17 14:44

Ciągle zastanawiam się, gdzie jest granica możliwości zawodników NHL, bo z roku na rok technicznie i fizycznie prezentują się oni coraz lepiej – mówi Jacek Chadziński, były sędzia międzynarodowy na turniejach hokejowych rangi mistrzowskiej.

Za nami początek 98. sezonu NHL. Z jakimi oczekiwaniami odliczał pan ostatnie dni do rozpoczęcia rozgrywek?
Uważam, że zmagania o Puchar Stanleya będą jeszcze ciekawsze niż w poprzednich latach za sprawą kilku nowinek wprowadzonych przez światową federację i władze ligi. Przede wszystkim dlatego, że zawodnicy zwykle nie lubią nowości i potrzebują czasu, żeby się do nich przyzwyczaić. Jeśli ktoś regularnie śledzi rozgrywki w NHL, widzi, że poziom z roku na rok idzie do góry. Między innymi przez to, że zawodnicy są coraz szybsi. Całe sztaby ludzi pracują nad tym, aby korzystać z organizmów graczy do granic ich możliwości. Gdzie w przypadku NHL są te granice? Nie wiem, ale w pewnym momencie ten swoisty wyścig zbrojeń będzie musiał stanąć, bo przecież zawodnicy też są ludźmi, a nie cyborgami. Gdy oglądamy mecze igrzysk olimpijskich lub mistrzostw świata, wówczas wyraźnie możemy dostrzec przepaść pomiędzy wirtuozami z NHL i zawodnikami z innych lig, którzy nie są przystosowani do tak ciężkiej codziennej pracy na treningach. Dla normalnego śmiertelnika jest to wręcz nieprawdopodobne, aby jego mięśnie wytrzymywały takie obciążenia.
Zatrudnienie przez władze ligi Chrisa Prongera, czyli jednego z największych brutali ostatniej dekady, w departamencie ds. bezpieczeństwa zawodników oznacza, że coraz mniej będzie na tafli widowiskowych starć?
W NHL grają najlepsi z najlepszych zawodowców, ale to też są ludzie. I jeśli komuś przytrafi się atak wściekłości, nic go nie opanuje. Starcia na lodzie były, są i będą. Wiadomo, że podczas meczów do pewnych zdarzeń nigdy nie powinno dojść, bo mówimy o hokeju, a nie o walce na pięści. Hokej jest jednak grą bardzo kontaktową. Zawodnicy bardzo często sobie dogadują, potrafią się opluć nawzajem. I wystarczy, że jedna strona nie wytrzyma, aby doszło do bijatyki. Mówię to z pełnym przekonaniem na podstawie własnego doświadczenia jako sędzia. Przepisy owszem zabraniają pewnym zagrań, natomiast ludzka natura w wielu przypadkach i tak zrobi swoje. Widmo wysokich kar finansowych czasem działa uspokajająco, ale przecież i tak kij niejednokrotnie idzie za wysoko.
Miał pan okazję sędziować mecze z udziałem gwiazd NHL. Jakie – z perspektywy arbitra – wymieniłby pan główne różnice odnośnie w stylu gry zawodników zza oceanu i z Europy?
Przedstawiciele drużyn NHL są jakby zawodnikami z innego świata. To tak jak w piłce nożnej od razu rzuca się w oczy, kto jest z Realu, Barcelony czy Bayernu, a kto występuje w innej, mniej klasowej drużynie. Graczy z NHL cechuje niesamowita technika. Ich prowadzenie kija czy ataki ciałem robią ogromne wrażenie. Zawodnicy z Europy grają bardziej siłowo, dużo dłużej trzymają też krążek. Gwiazdy z NHL mają kontakt z krążkiem przez dwie sekundy i natychmiast odgrywają go do któregoś z partnerów. Styl gry jest zupełnie inny, ale i możliwości drużyn są nieporównywalne. Kadry ekip NHL liczą po 50 zawodników, a nie po 22 czy 23. I każdy codziennie zapieprza na maksa, żeby dostać swoją szansę. Bez całkowitego zaangażowania nikt nie ma tam racji bytu. Mniej pracowici gracze znikają jak kamfora. Zawodnicy z NHL imponują szybkością, ale i mentalnością zwycięzców. Nikt tam nie odpuszcza nawet w razie niekorzystnego wyniku. A trenerzy nie boją się w razie potrzeby stawiać wszystkiego na atak, rezygnując całkowicie z obrońców.
Według firmy bukmacherskiej Fortuna, najlepszym bilansem po fazie zasadniczej powinni się legitymować zawodnicy Chicago Blackhawks. Pan też tak uważa?
Chicago jest w dużym gazie i jest niekwestionowanym kandydatem do tytułu. Natomiast dla mnie takim szczególnym zespołem jest od wielu lat Pittsburgh Penguins. I uważam, że w końcówce sezonu ta ekipa naprawdę może pokazać, iż po kilku sezonach przerwy należy jej się miejsce w ścisłej czołówce ligi. Nie wolno także zapominać o New York Rangers, a także o Vancouver Canucks, którzy nie kryją wysokich aspiracji.
O NHL zawsze się przyjemnie rozmawia. Znacznie mniej przyjemne są za to zwykle rozmowy o polskim hokeju. Jak podsumuje pan kończący się rok na krajowym podwórku?
Zobaczyłem już w tym sezonie sporo meczów w naszej lidze i, proszę mi wierzyć, mam naprawdę dobre zdanie o naszych zawodnikach. Doskonale ilustruje to przykład Podhala Nowy Targ. W poprzednim sezonie ten bardzo młody zespół dostawał bęcki praktycznie od każdego. Wystarczyło jednak wspomóc tych juniorów 3-4 bardziej doświadczonymi graczami i obecnie Podhale jest wiceliderem tabeli. To dobitnie pokazuje, że warto inwestować w młodzież. Jeśli tego nie zrobimy, będziemy mieli za kilka lat potężne trudności. Startując na prezesa PZHL wielokrotnie powtarzałem, że priorytetem powinno być ściągnięcie dzieci i młodzieży na lodowiska.
Tyle że tych lodowisk to u nas ciągle zbyt dużo nie ma…
Otóż to. I tu dochodzimy do drugiej części zagadnienia. U nas w całym kraju pełnowymiarowych obiektów jest niewiele ponad 20. A tymczasem w samej tylko Pradze stoi ich bodaj 43. Gdybyśmy w każdym mieście mieli pełnowymiarowe lodowisko, posiadaliśmy świetnych zawodników, drużyny i… spokój na ulicach, bo młodzież miałaby się gdzie wyżyć zamiast wałęsać się po ulicach. Byłby to też czysty biznes dla lokalnych władz, bo na całym świecie takie lodowiska przynoszą dochód. Ale przykład do działania musi pójść z samej góry. Tak jak to miało miejsce z „orlikami”. Tylko niech nikomu nie przychodzi do głowy robić lodowisk właśnie z „orlików”. Nie da się bowiem wytłumaczyć hokejowych niuansów zawodnikowi na maleńkiej tafli. Dzieciaki od samego początku muszą czuć przepisowe odległości na lodzie, bo później zgłupieją przy pierwszej konfrontacji z rówieśnikami z innych państw.
Brak infrastruktury to niestety tylko jedna z wielu bolączek naszego hokeja…
No tak. W takim mieście jak Kraków powinien zostać utworzony na AWF-ie kierunek trenerski hokeja. Dopóki takowy nie powstanie, chłopcy kończąc szkołę w Sosnowcu właściwie zostają z niczym. Byłoby wspaniale, gdyby mogli kontynuować edukację zgodnie ze swoimi zamiłowaniami. Oni najlepiej czują hokej, świetnie jeżdżą na łyżwach i potrafiliby to wszystko przekazać. Ale, powtarzam, sygnał do przeprowadzenia odpowiednich zmian musi przyjść z góry.
Kolejna sprawa – w ekstraklasie spośród największych miast swoich przedstawicieli mają tylko Kraków i Katowice. W Łodzi i w Warszawie grupa zapaleńców próbuje reaktywować zasłużone kluby, ale pewnego poziomu na razie nie są w stanie przeskoczyć. Czyżby hokej już na dobre stracił rację bytu w metropoliach?
Cóż, Warszawa jest potężnym miastem, ale jak widać znalezienie sponsorów dla hokejowej Legii wcale nie jest takie proste. Tymczasem wystarczyłyby dwa miliony złotych, aby drużyna mogła znaleźć się w krajowej elicie. I jestem przekonany, że wówczas po kilku meczach Torwar pękałby w szwach. Bardzo też żałuję, że z ekstraklasowej mapy zniknęły takie ośrodki jak Toruń czy Gdańsk. A jeśli chodzi o Łódź, mając tam takiego człowieka jak Piotrek Zdunek, jestem przekonany, że klub wkrótce pójdzie do góry. Piotrek jest typowym showmanem. Jako gracz nie miał odpowiednich warunków fizycznych do gry w NHL, ale z zawodnikami europejskimi potrafił wyczyniać prawdziwe cuda. Miał w sobie to „coś” i dalej ma. Dzięki temu ściąga teraz młodzież, która pod jego wodzą może bardzo szybko dokooptować do Ekstraligi. Pamiętajmy, że w polskim hokeju naprawdę nie potrzeba astronomicznych kwot, aby zaistnieć w czołówce. Wielu potencjalnych sponsorów jednak o tym nie wie. Wbrew pozorom, mając trzy miliony złotych można już walczyć o podium. Tymczasem takiej reklamy, jaką może dać hokej, nie ma nigdzie indziej za te pieniądze.
Ani Mariusz Czerkawski, ani Krzysztof Oliwa – czyli nasze „rodzynki” z NHL – nie pełnią w związku żadnej roli. Polski hokej stać na marnotrawstwo ich doświadczenia?
Krzysiek ma jakieś problemy i zniknął z pola widzenia. Mariusz jest natomiast zawiedziony tym, iż nie było wcześniejszych wyborów w PZHL, po których miał zostać nowym szefem związku. Uważam jednak, że nadszedł czas, aby zapomnieć o wszelkich sympatiach i antypatiach. Przed nami teraz wyjątkowa impreza, czyli mistrzostwa świata Dywizji 1A w Krakowie. I niezależnie od tego, czy ktoś lubi obecnego prezesa związku, czy nie, powinien zrobić wszystko, aby turniej zakończył się naszym sukcesem. Mówiąc inaczej: wszystkie ręce na pokład. Zwłaszcza że z polskim hokejem naprawdę nie jest aż tak źle jak to niektórzy postrzegają. Mocno wierzę w to, że nasi chłopcy mają szansę wejść do elity. I to dużą. W pewnym momencie zabrakło im jednak kogoś takiego jak Igor Zacharkin. Jeśli Jacek Płachta będzie się stosował się do tego, co u niego podpatrzył przez minione dwa lata, to możemy ograć w kwietniu przyszłego roku grupowych rywali. Nawet jeśli wrócimy do grona najlepszych na rok czy dwa, będzie to duża sprawa. Musimy tam wrócić, żeby zaznaczyć znów nasze miejsce w doborowym towarzystwie. W końcu przez tyle lat byliśmy 5-6 drużyną świata…
(Mat Pras)

Wybrane dla Ciebie:


Tagi: chadziński


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.