Facebook Google+ Twitter

Interdyscyplinarny Fringe Festival wystartuje we Wrocławiu w środę

- Festiwal w Edynburgu ma ponad 60 lat, ale gdy zaczynał, zaprezentowano na nim 7 spektakli. Na nasz Interdyscyplinarny Fringe Festival we Wrocławiu zgłosiło się 50 zespołów i wykonawców, więc jak na pierwszą edycję nie jest źle - mówi Anna Wołek, dyrektor Centrum Sztuki Impart. Początek festiwalu już 14 września.

Lidia Raś: Co takiego jest we Wrocławiu, że przyciąga tak wiele festiwali z najwyższej półki? Najnowszy jest Pani dziełem: Interdyscyplinarny Fringe Festival – Wrocław.
Anna Wołek, dyrektor Centrum Sztuki Impart, organizatorka IFF / Fot. Archiwum A. WołekAnna Wołek: Sama się zastanawiam, ale sądzę, że istotna jest przychylność prezydenta miasta, który nie ogranicza i pozwala działać. Trzeba pamiętać, że nasze działania artystyczne dotowane są głównie ze środków miejskich. Władze Wrocławia przyglądają się nam i chyba mają zaufanie. Sama tego doświadczam. Mieszkam we Wrocławiu od dwóch lat. Od dwóch lat jestem dyrektorem Centrum Sztuki Impart i mogę tylko dobre rzeczy powiedzieć o naszej współpracy z miastem. We Wrocławiu jest dobra energia, dlatego festiwale z innych miast przenoszą się do Wrocławia. Myślę też, że położenie Wrocławia na granicy kilku kultur i państw, ta mieszanka kulturowa, wpływa na tworzenie się zaczynu, do powstawania nowych rzeczy.

Pani też udzielił się genius loci? Zaledwie dwa lata temu została Pani dyrektorem naczelnym i artystycznym Centrum Sztuki Impart, a już próbuje Pani zrobić z Wrocławia mały Edynburg. Wysoko postawiona poprzeczka, choć jeśli przyjrzeć się Pani zawodowej drodze, to można spodziewać się sukcesu.
Mnie się jakoś tak to wszystko w życiu ułożyło. Tak naprawdę moim jedynym
planem było zostać kiedyś kierownikiem literackim w którymś z teatrów. Ale ponieważ trochę podróżowałam po świecie, zdarzały mi się różne okazje. Byłam chyba zawsze w dobrym miejscu i w dobrym czasie. Zostałam np. pierwszym nie anglojęzycznym pracownikiem redakcji „The Economist” w Londynie; z konkursu, z ogłoszenia w gazecie! Zostałam tam na ponad 10 lat. Pracowałam też w radiu Wolna Europa, w wolnych chwilach zajmowałam się archiwum Mariana Hemara, po powrocie do Polski pracowałam w banku inwestycyjnym i telefonii komórkowej, zaproponowano mi pracę w dziale ekonomicznym w ambasadzie polskiej w Dublinie. Doświadczenie dyplomatyczne i dziennikarskie przydają mi się do dzisiaj.

Moran and Saori (Brooklyn) / Fot. Mat. promocyjne CSzImpartOrganizując pierwszą edycję Interdyscyplinarnego Fringe Festiwalu (IFF) we Wrocławiu, zdecydowała się Pani sięgnąć do idei kultowego Fringe Festiwalu w Edynburgu. Zadanie trudne, bo fringe w nazwie zobowiązuje, jednoznacznie kojarzy się z kultowym festiwalem w Edynburgu, przyciągającym tłumy, które mogą obejrzeć nawet kilka tysięcy rozmaitych projektów z różnych dziedzin sztuki.
Festiwal w Edynburgu nie jest licencjonowany, nie musimy robić kalki. Każde miasto na świecie może sobie taki festiwal zorganizować. Fringe ma Budapeszt, Nowy Jork, Sydney i wiele innych miast na wszystkich kontynentach. Trzeba pamiętać, że festiwal w Edynburgu ma ponad 60 lat, ale gdy zaczynał, zaprezentowano na nim 7 spektakli. Na nasz IFF zgłosiło się 50 zespołów i wykonawców, więc jak na pierwszą edycję nie jest źle. Wiem, że to duże przedsięwzięcie, że to eksperyment, a polscy twórcy nie są przyzwyczajeni do wolnego rynku, do tego, że muszą sami powalczyć o zaistnienie, więc czasem mam obawy, czy moja decyzja o organizacji takiej imprezy we Wrocławiu nie wynika z mojego braku wyobraźni? Tak naprawdę wszyscy ryzykujemy: i my - organizatorzy, i artyści. Nikt nie wie czego się spodziewać, czy będzie widownia, czy ta formuła spodoba się wykonawcom. Ale mam nadzieję, że będą kolejne edycje.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.