Facebook Google+ Twitter

Internetowa koprodukcja filmowa na 51. KFF: Dnia z życia - recenzja

Internetowa koprodukcja pod egidą Ridleya Scotta w reżyserii Kevina Macdonalda otworzyła 51. Krakowski Festiwal Filmowy. Jaki świat oglądamy w "Dniu z życia"?

Kadr z filmu "Dzień z życia" / Fot. Materiały prasoweFilm rozpoczyna się o północy, gdzieś na świecie. Przez następne 90 minut widzowie poznają historię jednego dnia, który dla jednych jest tylko kolejnymi 24 godzinami w ich monotonnym życiu, a dla innych wielkim świętem.

Na uwagę (jako niejedyny szczegół w całym filmie) zasługuje celebracja dnia, jaką odprawiają wszyscy ludzie bez względu na położenie geograficzne. Każdy bohater produkcji, gdy wstanie słońce, odrywa się od łóżka, myje się w łazience (zarówno w tej w mieszkaniu, jak i na środku afrykańskiej wioski), je śniadanie (zazwyczaj z jajkiem w tej czy innej postaci), wychodzi do pracy (lub rusza w dalszą podróż swojego życia - ale o tym za chwilę), je obiad, poświęca swój czas najbliższym, a pod wieczór kładzie się do łóżka, by być gotowym na wyzwania, jakie przyniesie następny dzień - 25 lipca 2010 r.

Czytaj też: 51. KFF. Na otwarcie imprezy „


W "Dniu z życia" nie oglądamy amerykańskich przedmieść ani luksusowych apartamentów, które znany choćby z telewizji. Twórcy filmu zabrali widzów w niezwykłą podróż po kontrastach błękitnej planety - poznajemy ludzi biednych i bogatych, szczęśliwych i tych czekających na odmianę losu, noworodków i starców. Produkcja, jak się zdaje, całkowicie zaprzecza wpajanej nam od wielu lat postępującej globalizacji - faktycznie, ma ona miejsce, ale nie aż w takiej skali, jak byśmy się spodziewali. Społeczeństwa na całym świecie starają się zachować swoją kulturę i tradycję nie tylko od święta, ale i na co dzień, co zostało pokazane w filmie.

Wyrazy uznania przede wszystkim trzeba złożyć montażystom "Dnia z życia". Musieli oni obejrzeć i przeanalizować 4500 godzin materiału filmowego, który otrzymali od 80 tys. osób ze 192 krajów świata. Podczas premiery filmu na festiwalu w Sundance reżyser Kevin Macdonald powiedział, że do ostatecznej produkcji zostało wykorzystanych tylko 400 filmów nakręconych przez internautów. Trzeba przyznać, że efekt końcowy sprawia wrażenie, jak by film został nakręcony przez profesjonalistów, co potwierdza pogląd, że w XXI wieku filmowcem jest każdy, kto potrafi trzymać kamerę lub telefon komórkowy w dłoni.

Przejdź na następną stronę, aby oglądać film --->

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.