Facebook Google+ Twitter

Internetowa przygoda z wyborami - osobiście nieco

Mimo słusznego już wieku jestem dość sprawny w posługiwaniu się Internetem. Staram się go używać z pożytkiem dla siebie oraz tych, z którymi przyszło mi pracować dawniej lub obecnie. Okazuje się, że czasem może to nastręczać problemów.

Mimo słusznego już wieku tak się jakoś złożyło, że jestem dość sprawny w posługiwaniu się komputerem i Internetem. Co więcej staram się ich używać nie tylko do swoich własnych celów ale także wspomagać swoje nauczycielskie rzemiosło czy nieść pomoc dydaktyczną uczniom, którzy tylko chcą z niej skorzystać. Stąd też wśród prowadzonych przeze mnie stron znajdują się te, które dotyczą okolic w których pracuję a także grup osób, z którymi mi przyszło pracować. Staram się przedstawiać tam opinie, przekazywać aktualne informacje, relacje z imprez czy ciekawe linki dotyczące ważnych dla regionu i kraju wydarzeń. Sądząc po poczytności zamieszczanych tam postów strony te maja rację bytu i wydają się cieszyć zainteresowaniem. Poszczególne posty miały już od kilkudziesięciu do kilkuset odsłon. Również administrowane przeze mnie grupy adresowane do uczniów zgodnie z ich zainteresowaniami (język angielski, kółko wokalne, drużyna harcerska, fani FC Barcelona, egzamin gimnazjalny, ogólna dla uczniów) cieszą się znacznym zainteresowaniem. Uczniowie mogą tam odnaleźć wiele materiałów dydaktycznych w innej niż książkowa formie, które pomagają im zrozumieć trudniejsze partie materiału lub dokonać powtórek, mogą też posłuchać wybieranej przez ich koleżanki i kolegów muzyki na festiwal piosenki angielskiej, zaś uczniowie klasy trzeciej zaś mają grupę z pełnym zakresem materiałów wymaganych na egzaminie zewnętrznym z języka angielskiego. Jeśli do tego dodamy wspomnienia ze szkolnych czy harcerskich imprez opatrzone fotografiami to tworzy nam się multimedialny obraz życia młodych ludzi w naszej szkole.

To moje nauczycielskie hobby realizowane przy pomocy facebooka zawsze traktowałem i traktuję jako swego rodzaju misję. Misje, która ma na celu próbę utożsamiania się młodzieży ze szkołą, kształtowania aktywnych postaw, rozwijania zainteresowań i wychowania w duchu szacunku dla siebie, bliźniego i Ojczyzny. Na ile moje działania w sieci przynoszą efekty? Pewnie się nigdy nie dowiem ale pozostaję w przekonaniu, że warto to robić w czym utwierdzają mnie statystyki poszczególnych stron.

Mój facebookowy profil od lat rośnie gromadząc dane, które niejednemu wystarczyłyby jako archiwum materiałów do ciekawej kroniki szkoły. Żył sobie spokojnym życiem co jakiś czas wzbogacany kolejnym postem, linkiem czy zdjęciem. Tak było do czasu kiedy rozpoczęła się kampania wyborcza i na jednej ze stronic umieściłem fotografię jednoznacznie wskazującą jakie są moje preferencje polityczne. Jako obywatel przedstawiłem je publicznie, jako nauczyciel pragnąłem przy pomocy tego zdjęcia pobudzić naszych absolwentów do obywatelskiej dyskusji, do przedstawienie swoich opinii lub też scharakteryzowania walorów swoich kandydatów. Okazało się niestety, że chyba zostałem opatrznie zrozumiany albo moi czytelnicy na taką dyskusję nie byli gotowi. A ponieważ stronka od ponad trzech lat nazywała się tak jak nasza szkoła, pojawiły się sugestie, że jest to coś na kształt agitacji wyborczej na oficjalnej stronie szkoły. Oczywiście nie miało to nic wspólnego z rzeczywistością bo wszyscy fani od lat wiedzieli czyje opinie, czyje komentarze i czyje fotografie się na niej znajdują. Również opis strony w żaden sposób nie wskazywał, że zamieszczane na niej materiały mają coś wspólnego z oficjalnym stanowiskiem Gimnazjum w Rutce-Tartak. Moi czytelnicy o tym wiedzą bo sami w komentarzach zwracają się do mnie per "pan" mimo, że występuję ze zdjęciem profilowym grupy. Fakt faktem, że spośród ponad 150 czytelników otrzymałem dwa komentarze od absolwentek szkoły z uwagami, że ten post nie powinien się znaleźć na stronie. Był też komentarz jednego z byłych uczniów, który stwierdzał, że wyborcze preferencje powinny być sprawa osobistą i nie trzeba ich publicznie ujawniać. Najgorsze jednak przyszło dopiero potem. Otóż mimo moich wyjaśnień, że to nie jest oficjalna strona szkoły trzech czy czterech komentatorów nie przyjmowało tego do wiadomości sugerując nawet łamanie przeze mnie łamanie prawa. O ile te komentarze mimo zarzutów mieściły się jeszcze w granicach przyzwoitości o tyle wypowiedzi kolejnych dwóch naszych absolwentów były czystym hejtem nie tylko w stosunku do polityka. To w jaki sposób dwójka znanych mi dobrze młodych ludzi odnosiła się do swojego byłego nauczyciela trudno nazwać niegrzecznym. Był to raczej przejaw braku jakiegokolwiek szacunku okraszony niewyszukanymi inwektywami. Najpierw próbowałem się do tego odnosić, starając się w sposób wyważony prezentować moje odmienne od ich zdanie. Później jednak dyskusja przybrała taki obrót, że w trosce o czytelników strony postanowiłem te posty usuwać. Nie był to jednak koniec całej sprawy. Okazało się, że ktoś z niezadowolonych komentatorów postanowił nie dać za wygraną i całą sprawę z facebooka przenieść w realny świat odpowiednio ją nagłaśniają. Posypały się donosy do gazet i do moich pracodawców na co najmniej dwóch stopniach. Sprawa otarła się o kuratorium, dyrekcja szkoły wydała stosowne oświadczenie dotyczące mojej strony a być może wkrótce któraś z lokalnych gazet wydrukuje jakiś materiał na ten temat... Muszę przyznać, że z jednej strony cieszy iż tylko trzy osoby w ten sposób postanowiły podejść do tego problemu a z drugiej czuje coś w rodzaju smutku i może nieuzasadnionego poczucia wychowawczej porażki...

Bo przecież można w Internecie spierać się zupełnie inaczej. Podam tu przykład z tego samego okresu. Jeden z moich absolwentów, znany w środowisku sportowiec młodego pokolenia i uczestnik sportowych zmagań na poziomie europejskim również podjął ze mną dyskusję na temat wyborów. Zauważając, że na stronie poświęconej społeczeństwu i kulturze okolic jego zamieszkania umieściłem moją opinię dotyczącą wyboru jednego z kandydatów, zapytał mnie czy nie powinno sie tam wstawiać opisu i programów obydwu pretendentów do prezydenckiego fotela. Przyznałem mu oczywiście rację sugerując, że fani strony popierający druga opcje polityczną powinni równie aktywnie nawoływać do poparcia swojego kandydata. Mój młody rozmówca zasugerował, że może to administrator mógłby takie działania podjąć. A jako, że obydwaj jesteśmy wielkimi fanami futbolu a szczególnie Barcelony próbował wyjaśnić mi swoje stanowisko na przykładach sportowych redaktorów, którzy choć w sercu mają jedną drużynę to opisują mecze w miarę obiektywnie. Może nie był to przykład zbyt adekwatny ale szanując rozmówcę przyjąłem jego sportową konwencję pisząc: "Kiedy gra się mecz, nie atakuje się jednocześnie dwóch bramek w celu strzelenia gola. Biegnie się z piłką w kierunku jednej by zdobyć punkty dla swojej drużyny. Oczywiście będąc po jednej stronie boiska wiemy, że zgodnie z przepisami drużyna przeciwna może robić to samo starając się mecz wygrać. Mam nadzieję, że starasz się mnie zrozumieć. Nie mogę grać dla obydwu drużyn na raz. Rozumiem, że w tym przypadku stoimy po przeciwnych stronach boiska (choć dotychczas zawsze po tej samej) i musisz grać na moją bramkę. Strzelaj więc najpiękniejsze gole grając cały czas fair". Miło zaskoczyła mnie reakcja mojego rozmówcy, który stwierdził krótko: "I to mi się podoba. Mimo, że jesteśmy po przeciwnych stronach to potrafimy się (ja i Pan) dogadać. Nie tak jak większość ludzi podczas wyborów". W dalszej części naszej pisanej rozmowy wspólnie stwierdziliśmy, że uznamy każdego kto zostanie wybrany i nie będziemy mieć do nikogo pretensji. Na koniec z szacunkiem do rozmówcy i niezmierną przyjemnością odczytałem jego ostatni wyborczy post: "Najgorzej byłoby któregoś z kandydatów obwiniać za to że został wybrany prezydentem. Większość narodu o tym zdecyduje, więc powinniśmy go szanować". Czyż nie tak właśnie powinna wyglądać dyskusja o sprawach ważnych? W mojej opinii zdecydowanie tak. Zachowujmy swoje poglądy, odważnie ich brońmy ale w gorących dyskusjach posługujmy się faktami i nie przekraczajmy granicy dobrego smaku w dobieraniu słów...

Nawet wtedy, gdy jesteśmy zagorzałymi przeciwnikami politycznymi, możemy ze sobą kulturalnie rozmawiać. W końcówce kampanii przed drugą turą wyborów prezydenckich spieraliśmy się na facebooku z jedną z suwalskich radnych wiedząc o sobie, że jesteśmy w przeciwnych obozach i raczej, żadne z nas zdania nie zmieni. Przerzucaliśmy się argumentami, memami, linkami a w końcu tuz przed ciszą wyborczą wrzuciliśmy do sieci dwie piosenki. Ja "We Don't Need Another Hero" z dedykacją dla Andrzeja Dudy, ona "To ostatnia niedziela" z przesłaniem dla Bronisława Komorowskiego. Bardzo mi sie podobało, że przy zdecydowanie różnych poglądach doszliśmy do wniosku, że można różnić się pięknie. A kiedy ktoś w naszą rozmowę próbował wcisnąć jakiś pełen antypatii i agresji tekst moja interlokutorka przeszła na opcję prywatną mówiąc, że lepiej już nie rozmawiać otwartym tekstem bo jest koniec kampanii i niektórym rzeczywiście puszczają nerwy. Okazało się, że można trzymać klasę i mimo, że post hejtera pogrążyć miał moją opcję uznała, że kultura zachowania i poziom języka naprawdę mają znaczenie. Dlatego nie mam obaw, że po wyborczej gorączce nie będziemy się mogli spotkać i wymieniać poglądy jak cywilizowani ludzie. Bo przecież o tym kto zostanie prezydentem zdecyduje większość narodu. Ja ze swojej strony będąc legalistą bez sprzeciwu zaakceptuję wyniki i wybrańca narodu przyjmę jako swojego prezydenta.

W zeszłym tygodniu dostałem od Przewodniczącego Rady Gminy oraz Wójta Gminy Rutka-Tartak zaproszenie na obchody dwudziestopięciolecia samorządności. Tak się składa, że dwadzieścia pięć lat temu wybrany zostałem na zaszczytną funkcję przewodniczącego rady gminy pierwszej kadencji. Dziś z jednej strony widzę, jak dzięki aktywności ludzi i europejskim projektom zmieniła się gmina Rutka-Tartak. Jest piękną wsią, z której mieszkańcy mogą być dumni. Gdy jednak myślę o podziale naszego społeczeństwa lub opisywanym tu przeze mnie przypadku, zastanawiam się czy długo jeszcze w nas żyć będzie ten homo sovieticus, dla którego ludzie o innych poglądach są wrogami i który by bronić swoich często urojonych tez posuwać się może do wszelkich działań. Szczególnie niebezpieczne jest, gdy takie cechy prezentują ludzie młodego pokolenia. Tego, które czasów, gdy donos był bronią bardzo niebezpieczną raczej nie pamięta.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.