W Zarządzie Dróg i Transportu w Łodzi zaczyna brakować inżynierów. Do obsadzenia jest już dwanaście wakatów w różnych specjalnościach. Najbardziej odczuwalny jest brak drogowców z uprawnieniami w zakresie budownictwa, elektryków i administratorów sieci komputerowej. Powód? Starsi pracownicy odchodzą na emeryturę, a fachowcy w średnim wieku uciekają do prywatnych firm, oferujących wyższe wynagrodzenie.

- Na początku wiosny odeszło kolejnych trzech pracowników. Pracujemy po godzinach, a także w soboty - mówi Alina Giedryś, dyrektor ZDiT. - Brakuje fachowców, bo nie mają się gdzie szkolić. Na Politechnice Łódzkiej dopiero od tego roku akademickiego ruszyły uzupełniające studia drogowe. Ich pierwsi absolwenci opuszczą jednak mury uczelni dopiero za półtora roku.
Nie pomagają ogłoszenia rozwieszane na uczelniach technicznych w Krakowie, Poznaniu czy Wrocławiu, anonse na stronie internetowej, w urzędzie pracy czy ogłoszenia prasowe. Osoba po studiach może zarobić w zarządzie dróg niecałe dwa tysiące złotych, kierownik - od trzech do czterech tysięcy brutto. Widocznie to za mało.
- Odchodzą przede wszystkim mężczyźni, kobiety wolą pracować w urzędzie, niż biegać w terenie, np. przy budowie autostrady - dodaje Aleksandra Mioduszewska, rzecznik prasowy ZDiT.
Pana Tomasza, kierowcy z Teofilowa, kłopoty kadrowe zarządu dróg nie martwią. - W gorszym stanie łódzkie ulice już nie będą - mówi.
(kd)