Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9816 miejsce

Irlandia - kraj przeorany przez Polaków

Irlandia przypomina jabłko – na zewnątrz czerwone, błyszczące, smakowite; zachęca do spróbowania. W środku okazuje się drążone przez robaka. I tak jest z nami tutaj - w miarę jedzenia dostrzegamy coraz więcej objawów zepsucia.

Miejsce, w którym zostali zabici dwaj Polacy w dzielnicy Drimnagh w Dublinie. Polacy zostali zamordowani przez młodego Irlandczyka. Obaj zmarli od ran zadanych śrubokrętem w głowę. / Fot. PAP/EPA/AIDAN CRAWLEYW lutym Irlandią wstrząsnęła informacja o śmierci dwóch Polaków, zabitych przy użyciu śrubokręta podczas ulicznej bójki. Irlandzkie media zareagowały błyskawicznie - łącząc się w bólu z bliskimi ofiar, oraz z całą polską społecznością przebywającą w Irlandii, zgodnie podały, że atak ten nie był skierowany przeciwko Polakom, był „jedynie” brutalnym aktem niewytłumaczonej agresji. Również premier Irlandii, przebywający wtedy z roboczą wizytą w Polsce, złożywszy rodzinom ofiar oficjalne kondolencje wyraził przekonanie, iż zdarzenie to jest okrutnym i tragicznym w skutkach chuligańskim występkiem, niemającym jednakże znamion dyskryminacji.

Jednakże równocześnie, z polskiej strony pojawiły się głosy, jakoby atak nie był przypadkowy, głosy wyrażające zaniepokojenie zwiększającą się liczbą ataków na obywateli polskich i innymi przejawami szykanowania.

Czy rzeczywiście powinniśmy się niepokoić? Czy naprawdę jesteśmy brutalnie traktowani, w sposób odmienny od innych mieszkańców Irlandii? Czy jesteśmy dyskryminowani? Poglądów na ten temat jest tak dużo, jak ludzi. Każdy przez pryzmat swojej osobowości, cech, przyzwyczajeń, osobistych przeżyć czy nabytych doświadczeń inaczej pojmuje owo zagadnienie. Myślę jednak, że, choć w przybliżeniu, jesteśmy w stanie wypośrodkować całą problematykę, choć na pewno otrzymane wnioski nie zadowolą każdego…

Polak - biedny imigrant

Kij ma dwa końce, a medal dwie strony. I tematyka tolerancji narodowościowej również nie jest jednolita. Jako grupa imigrantów, grupa ludzi, na pewno jesteśmy traktowani nieco odmiennie przez rdzennych mieszkańców Irlandii. Owszem, są z nas zadowoleni jako pracodawcy, są mili, uprzejmi, życzliwi. Jakże jednak często mamy wrażenie, że pod maską zadowolenia i przyjaźni w ich umysłach kotłują się myśli, zgoła inne od tych, które okazują! Postrzegając nas jako imigrantów, ludzi biednych, wyrabiają sobie o nas opinię od razu, przyszywając krzywdzące niekiedy łatki. Jesteśmy gorsi, bo musieliśmy opuścić kraj i do nich przyjechać, rzadko kiedy mówimy płynną angielszczyzną, traktowani jesteśmy, więc jako półgłówki bądź ćwierćinteligenci, niejednokrotnie służąc w pracy za „popychadła” od brudnej roboty.

Tak jakby nie zdawali sobie sprawy, że cały czas myślimy, oceniamy, wyciągamy zupełnie trafne wnioski, choć ciężko nam niekiedy opisać je słowami. Trzeba trochę czasu, i sporo chęci ze strony Irlandzkich znajomych, współpracowników, pracodawców, aby dostrzegli, że pomimo braków lingwistycznych jesteśmy ludźmi takimi samymi jak oni, potrafimy kreatywnie myśleć, dobrze pracować, wykonując nie tylko najprostsze czynności, a nasze podejście do pracy i zapał jest zgoła odmienne od ichniego.

W tym więc elemencie zawsze będziemy traktowani odmiennie, trudniej będzie nam zdobyć pozycję w firmie. Jest to jednak zjawisko niegroźne, zupełnie zrozumiałe z irlandzkiego punktu widzenia – przyjeżdżając tutaj wiedzieliśmy, że możemy spodziewać się pracy poniżej kwalifikacji, wiec takie drobne niedogodności jak ”nie do końca sprawiedliwe” ocenianie nas przez stronę irlandzką nie powinny w ogóle zajmować naszego czasu – tym bardziej, że takie traktowanie z powodzeniem występuje również w polskich realiach.

Na Wyspach jest coraz niebezpieczniej

Rozmaite komentarze, artykuły, opisują Irlandię (i Wielką Brytanię) jako szalenie niebezpieczny kraj. Owszem, to prawda. Statystyki ukazują jednoznacznie, że przemoc w ciągu kilku lat wzrosła tu o kilkadziesiąt procent, a obecna Irlandia to kraj o jednym z najwyższych wskaźników przestępczości w Europie. A co najgorsze, wskaźnik ten w dalszym ciągu rośnie. (źródło: eurostat)

Irlandczycy borykają się z tym problemem od lat. Rząd jest bezsilny. Bezwzględne, brutalne gangi panoszą się w większych miastach, ze szczególnym upodobaniem traktując Dublin i Limerick. Nieuzbrojeni funkcjonariusze Gardai stanowią śmieszną i żałosną namiastkę stróży prawa, którzy stawiać czoła muszą dobrze zorganizowanym i doskonale wyposażonym grupom przestępczym. W wysokim stopniu upośledzony system prawny, brak pomysłów na jakąkolwiek działalność resocjalizacyjną czy prewencyjną, a przy tym szereg patologii i problemów społecznych spychają Irlandię na margines postępu cywilizacyjnego w dziedzinie bezpieczeństwa społecznego. I to wszystko w obliczu najbardziej spektakularnego sukcesu gospodarczego ostatnich lat. Dziwne?

Przecież jeszcze 20 lat temu bieda i zacofanie były w tym kraju na porządku dziennym! Od tego czasu UE wpompowała w Irlandię grube miliardy euro, tworząc doskonałe podłoże do rozwoju, a dzięki inwestycjom Anglii, a przede wszystkim USA, które w tym małym, anglojęzycznym kraju upatrzyło sobie doskonały przyczółek do ekspansji na teren Europy, postawiono gospodarkę na nogi. Wzrosły wszystkie statystyki gospodarcze przy jednoczesnym zmniejszeniu się bezrobocia. Jednak koncentrując się na słupkach wzrostu, nieco zaniedbano ludzi.

Irlandia jest jak jabłko toczone przez robaka

Kodeks karny uległ szybkim, powierzchownym zmianom, nie do końca gotowym na sprostanie problemom XXI wieku. Pod powierzchnią nowoczesnego, bogatego kraju kryją się w dalszym ciągu stare, niewyplenione patologie. W niektórych regionach kraju ludzie w dalszym ciągu żyją w biedzie, bez prądu, wody, analfabetyzm nadal stanowi wysoki odsetek wśród dorosłych, a przestępstwo i korupcja ma się dobrze jak nigdy. Powstały gigantyczne przepaści pokoleniowe – starsi, którzy przeżyli biedę nie rozumieją młodych, młodzi, którzy urodzili się w okresie prosperity i mogą pozwolić sobie na wszystko - lekceważą starszych.

Jednakże największym społecznym problemem, i to nie tylko Irlandii, ale i innych dobrze rozwiniętych krajów, (choć badania przeprowadzone przez UNICEF wyraźnie wskazują, że sytuacja na Wyspach jest zatrważająco groźna), jest przestępczość wśród dzieci i młodzieży. Rozwydrzone i niebezpieczne grupy małolatów to prawdziwa plaga. Niektóre dzielnice wielkich miast to wprost wylęgarnia zła i przemocy. Wszechobecne patologie panosza się w każdym zakamarku, władając duszami i umysłami młodych ludzi.

Wychowujący się na ulicy, z autorytetami zapożyczonymi z gier i filmów, świadomi kulawego systemu, zrazu starają się głupimi wybrykami zaimponować swoim rówieśnikom, społeczności. Nie napotkawszy odzewu ze strony władz, staja się zuchwalsi, bezczelniejsi, pewni swojej bezkarności. Uczą się, że siłą mogą zdobyć wiele. Nieważne, że nielegalnie. Raz poczuwszy swobodę, jaka daje gotówka chcą więcej i więcej. W ich wypaczonych światopoglądach pojęciach dobra i zła ulęgły przewartościowaniu.

Całkowity upadek jakichkolwiek wartości moralnych, szacunku dla innych, brak życiowych celów, jakiegokolwiek pożytecznego zajęcia, przy marginalnym zainteresowaniu ze strony opiekunów – oto obraz współczesnej, „bezstresowo” wychowywanej młodzieży.

Grupa takich właśnie bandytów jest odpowiedzialna za napaść na Mariusza i Pawła. Grupy takie jak ta odpowiadają za szereg pobić i prześladowań. Atakują Polaków, ale Irlandczycy również nie czują się bezpieczni. Nie jesteśmy dyskryminowani, gdyż ludzie tacy jak ci nie mają pojęcia o znaczeniu tego słowa. Nie darzą nas nienawiścią - oni nienawidzą każdego.

Polski językiem urzędowym?

Irlandia ma takie problemy od jakiegoś już czasu – w prasie, co i rusz ukazują się wzmianki o przemocy, bezsensownych zabójstwach, ale potrzeba było śmierci dwóch naszych pobratymców, abyśmy zwrócili na to uwagę. I od razu swoim zwyczajem zaczynamy protestować, kręcić głowami, jakbyśmy byli centrum wszechświata. Dyskryminują nas, bo jesteśmy biednymi, uciśnionymi Polakami! Nie jest to do końca prawda.

Bądźmy obiektywni: jesteśmy najliczniejsza grupa imigrantów. Od kilku lat napływ na Wyspy jest olbrzymi (obecnie stoimy, jak przypuszczam, w przededniu odpływu). Do tej pory jakoś udawało nam się tu wsiąkać. Znajdujemy pracę, mieszkanie, organizujemy sobie jako takie życie i bez większych problemów integrujemy się ze społeczeństwem. Wnieśliśmy też sporo z naszej obyczajowości i kultury – nie tak dawno w Limerick wnioskowano, aby język polski stal się trzecim oficjalnym, urzędowym językiem po angielskim i irlandzkim!

W urzędach i sklepach przymykają oczy nasz łamany angielski, lub jego całkowity brak. Pracodawcy nas doceniają, z reguły nie oszukują (pojawiające się niekiedy wzmianki o ciemiężonych i wykorzystywanych Polakach można traktować jako wyjątek)

Za to my... panoszymy się. Traktujemy Irlandczyków, mieszkańców tego kraju z wyższością, niekiedy nawet z pogardą. Nie raz zdarzają się nam wybryki – po spożyciu alkoholu potrafimy być nieznośni i możemy prowokować. Wielokrotnie widywałem grupki Polaków, zachowujących się hałaśliwie i zaczepnie.
A irlandzkie społeczeństwo spokojnie, przez tyle lat wszystko to tolerowało, akceptowało. Możemy żyć spokojnie, zarabiać, planować przyszłość...

Czy wobec tego jesteśmy dyskryminowani? W ogóle nie odważyłbym się użyć tego słowa. W obliczu tego, czego na temat dyskryminacji możemy dowiedzieć się z historii, przywołując choćby przykłady lat 50 - 60 i rasizmu w USA (notabene nawet obecnie, w niektórych rejonach można spotkać się tam ze skrajnymi przykładami tego typu zachowań) czy sytuacje Żydów w okresie II wojny światowej, to naprawdę nie wypada mówić o dyskryminacji w obliczu tego, czego doświadczamy w Irlandii!

Nie chciałbym tu jednak zlekceważyć odosobnionych przypadków brutalnych ataków. Składam ich ofiarom serdeczne wyrazy współczucia.

Lepiej skopać Polaka...

Przyznać trzeba, że bandyci, mając do wyboru Irlandczyka czy Polaka prawdopodobnie wybiorą tego drugiego... wtedy ich „wybryki” nabierają w ich wykrzywionych wyobrażeniach jakiegoś „znaczenia”, nie są tylko zwykłym chuligaństwem. Bo swego czasu pijani Polacy zaczepiali kogoś, bo przecież kiedyś, ktoś starszy opowiadał, że widział grupkę wydzierających się Polaków, bo znowu ktoś czytał w gazecie, że Polacy są źli i zabierają im pracę, a inny rozmawiał z kolegą z osiedla i dowiedział się, że Polacy kradną... Odrębną sprawą jest ujednolicanie wszystkich nieanglojezycznych przybyszy – Irlandczycy nie rozróżniają języków słowiańskich, dlatego Czechów, Słowaków, Rosjan, nawet Chorwatów czy Bułgarów często wrzucają do jednego worka z napisem "Polacy" - ponieważ jesteśmy najliczniejsza grupa. Wiec, jak widać, nie tylko my pracujemy na nasza opinie, ale cala wschodnia Europa... A niekoniecznie zawsze na naszą korzyść...

Owszem, skrajności zdarzają się wszędzie, ale dlatego tez ciężko jest ocenić, czy ataki te miały podstawy ksenofobii i dyskryminacji, nawet, jeśli padały hasła „fucking polish”... W dalszym ciągu nie jest to zjawisko powszechne, a sporadyczne występki, niekiedy tragiczne, mające jednak, jak najbardziej podłoże chuligaństwa. Ci, którzy są odpowiedzialni za te rozboje cały czas szukają wrażeń, zadymy, chcą niszczyć – tego typu element nie zastanawia się po co, kogo, jakie konsekwencje... Ale... czy nie spotykamy się z takim zachowaniem na naszych polskich podwórkach?

Porównajmy Irlandię i Polskę. I tu i tam zdarzają się pobicia, włamania, kradzieże, napady, zabójstwa. I tu i u nas są dzielnice będące siedliskiem zła i nienawiści, w których nawet policjanci czuja się nieswojo. A wobec tego - kogo dyskryminują blokersi w Polsce?

Policja sobie nie radzi

Jedyne, co możemy mieć za złe, to wadliwość systemu. Ale nie łudźmy się - służby, które nie radzą sobie z ochroną obywateli własnego państwa, na pewno nie będą nakładać dodatkowych wysiłków na ochronę przybyszy! I jeśli miałbym wskazać jakieś przejawy dyskryminacji, to upatrywałbym ich raczej właśnie tu – w karygodnych wyrokach, niskiej skuteczności działań i opieszałości stróży porządku publicznego – a nie w brutalnych, ale bezmyślnych i wciąż chuligańskich atakach.

Temat dyskryminacji nie jest łatwy. Póki co, cieszmy się, bo jak do tej pory, w zdecydowanej większości stosunki z irlandzkim społeczeństwem mamy bardzo dobre. Przyjęli nas z otwartymi rękami, dali pracę, pozwolili zamieszkać, wpuścili do swojej społeczności, nie negowali przemycanych przez nas elementów polskiej kultury. Maja o nas dobre zdanie. Są dobrymi, tolerancyjnymi ludźmi, którzy z pozoru żyjąc bez stresu, w bogatym, rozwijającym się państwie, (co prawda zapowiada się, że gospodarka złapała teraz sporą zadyszkę), z drugiej strony borykają się z poważnymi problemami. Niestety, część ich problemów zaczyna dotykać i nas. Przemoc była, jest i, niestety, będzie. Uważajmy na siebie, gdziekolwiek jesteśmy.

Spróbujmy wyobrazić sobie adekwatna sytuację w polskich realiach. Nagle zaczynają napływać w olbrzymich ilościach imigranci ze wschodu, z Afryki, z bliskiego wschodu. Różne kolory skóry, różne kultury, różne światopoglądy. Otrzymują pracę, pracują z Polakami, dostają takie same wynagrodzenie. Wynajmują mieszkania na polskich osiedlach, chodzą do polskich pubów, niekiedy są widziani w środku miasta pijani, awanturujący się i krzyczący. Z wyższością patrzą na polskich obywateli... Zastanówmy się, poważnie, ile by to trwało, dopóki polskie cwaniaczki nie postanowiliby pokazać, czyj to kraj? Ile by u nas wytrzymali? Czy w ogóle mogliby czuć się u nas tak swobodnie, jak my czujemy się w Irlandii?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (22):

Sortuj komentarze:

bidny imigrant
  • bidny imigrant
  • 09.02.2011 22:53

Polak - biedny imigrant!!!!!!
Na Wyspach jest coraz niebezpieczniej!!!!!
Lepiej skopać Polaka...!!!!!!
Policja sobie nie radzi!!!!!!!!!
hahahahahahahahhahaha
co za baran ten autor

Komentarz został ukrytyrozwiń

Właśnie dlatego napisałam "probrytyjczycy". IRA to jak wiesz nie są probrytyjczycy i ludzie z IRA na pewno nie mówią z brytyjskim akcentem ;) Ich przeciwnicy owszem. A skoro czytałeś, to wiesz, że Belfast ma dzielnice probrytyjskie - pewnie widziałeś je na zdjęciach, jeśli nie, to tu masz przykład:
http://przewodniki.info/galeria/?g2_itemId=1175
(krawężniki, słupki, nawet domy są malowane na barwy brytyjskie).
Są też dzielnice irlandzkie
http://przewodniki.info/galeria/?g2_itemId=1191
I jest też odgradzający jednych od drugich mur.

Na pewno mamy nieco inne spojrzenia na Irlandię i oba są prawdziwe.

Ale właśnie, byłoby fantastycznie, jakbyś napisał tekst o życiu w Limeryku, ludziach tam mieszkających, tym jak mieszkanie tam odbierają ludzie, którzy żyją tam na stałe, jakie dostrzegasz jego wady i zalety. Dlatego, że Limeryk jest specyficzny.
Z powszechnych opinii, wspieranych przez przewodniki wyłania się obraz "Omijaj miasto szerokim łukiem, jest biedne, szare, smutne i ziejące beznadzieją, z kolosalnym bezrobociem, przerażającą przestępczością i nic tam ciekawego nie ma. Jedyna zaleta, że przy tych wszystkich wadach łatwo tam o tani nocleg".
Byłoby fajnie, jakbyś napisał tekst zawierający taki obiektywny, pogłębiony obraz Limeryku widzianego od środka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marto, bardzo się cieszę, że masz taką wiedzę o Irlandii. Jednakże fakt, że mieszkam i pracuję w jednym mieście wcale nie oznacza, że nie wybieram się w "głąb" kraju, aby pozwiedzać i jeszcze lepiej poznać miejsce, w którym przyszło mi przebywać, bo to nieprawda - na wycieczki jeżdzimy. Belfastu natomiast nie widziałem, jednakże doskonale wiem, o czym piszesz - czytałem w książce do historii. Jednak Belfast zawsze kojarzyć mi się będzie z IRA na pierwszym miejscu, dopiero później z Anglikami, ale jak wolisz...
Co do Limerick, to nie wiem, ile razy spacerowałaś po nim wieczorem - potrafi byc tam szalenie niebezpiecznie. Jest to miasto o najwyższym wskaźniku przestępczości, i mimo, że jest on w wysokim stopniu zawyżany przez wojny gangów, to zbrodnie można spotkać na co dzień, w biały dzień dotykającą spokojnych, niewinnych obywateli - sam byłem świadkiem zastrzelenia człowieka ok godziny 17, przed sklepem w centrum miasta. Tak, Limerick jest specyficzny...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Probrytyjczycy w Belfaście, to nie Irlandczycy, którzy nie załapali się do niepodległego kraju, to głównie potomkowie nieirlandzkich osadników dostarczonych kilkaset lat temu przez okupanta, ewentualnie potomkowie kolaborantów. To oni walczyli o to, żeby Irlandia niepodległa nie była. Prawdziwi Irlandczycy w Irlandii Północnej mówią często właśnie tą kontestującą wersją angielskiego, o której pisałam wcześniej, a na pewno nie splamią się brytyjskim akcentem. Tam poglądy rozpoznaje się, jak tylko człowiek otworzy usta, na dowolny temat. Trudno powiedzieć, co daje lepszy obraz życia, bo z drugiej strony ten kraj jest mocno zróżnicowany, a mieszkanie w jednym miejscu ogranicza ten obraz. Czyli ja też mogłabym powiedzieć, że masz bardzo szczegółowy obraz wycinka ;) Limeryk to dość specyficzne miasto, choć moim zdaniem negatywne opinie na jego temat są przesadzone :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Byłem - jestem jak do tej pory w Irlandii blisko 2 lata będzie. Na razie jeszcze nie wracam, bynajmniej do końca roku...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jabłko to mój pomysł, jednakże znajdowało się w innym miejscu tekstu - śródtytuły i tytuł to zasługa kogoś innego.
Zgadzam się z Tobą co do kwestii językowych, w różnych regionach kraju bywają różne, jak we Francji, Polsce, Niemczech, USA i innych krajach - to typowe wśród lokalnych społeczności i raczej nie doszukiwałbym się w Irlandii czegoś szczególnego w tym względzie. Probrytyjczycy w Belfaście? Nie załapali się do niepodległej Irlandii Michała Collinsa, to nie mają teraz wyjścia, choć długo, długo po tym jeszcze z Angolami walczyli... Z rozmów z Irlandczykami (obracałem sięw różnych środowiskach -mieszkam w okolicach Limerick, w środkowo zachodniej części Irlandii) wywnioskować można bardzo wyraziście, że raczej za Anglikami nie przepadają. Nie o historii Irlandii jednak pisałem...
Nie będę się sprzeczał, który naród cierpiał bardziej, który mniej - przerabiałem to już setki razy, jednak nigdy nie musiałem tłumaczyć tego Polakowi. Masz swoją opinię - ok. Czy ich sytuacja była jednak znacznie gorsza? Trzy rozbiory, niezliczona ilość wojen, wojenek, prosperity, arystokracja, kościół, bieda, Hitler, Stalin, wrogowie ze wszystkich stron Europy... Naród mamy waleczny i twardy, zgadzam się, że to nie przypadek, że my utrzymaliśmy język.
Jeśli miałbym jakoś bronić Irlandczyków, to dodałbym, że nasz naród liczy sobie 40 milionów obywateli, a maleńka Irlandia milionów około 4. Nie o tym jednak w tekście pisałem...
Rozumiem, że masz swoje zdanie, jednak jak łatwo da się zauważyć, jest ono odmienne od mojego. Kolejną kwestią jest oszacowanie, co lepiej daje obraz życia - objeżdżanie kraju (zakładam, że raczej turystyczne) i rozmawianie z jego mieszkańcami, czy też codzienne z nimi współegzystowanie - mieszkanie, praca, zabawa, normalne problemy, ludzkie sprawy, szereg rozmów o czymś poważnym, i o niczym ważnym. Ale to już obszerny temat na inny tekst... Zapraszam do tekstu o irlandzkich pubach!

Komentarz został ukrytyrozwiń

No to teraz mnie dopiero przeraziłeś. Bo przyznam, że odsuwałam od siebie myśl, że to jakiś moderator Ci to tak przeonetował. Przecież te śródtytuły najczęściej w ogóle nie oddają treści tego, co w środku. To nie Ty wymyśliłeś jabłko drążone przez robaka? Nie Ty wrzuciłeś te absurdalne śródtytuły i dziwaczną zajawkę? W takim razie przepraszam, nie do Ciebie te uwagi.

Nie nazwałabym paroma wycieczkami całych miesięcy spędzonych na objeżdżaniu kraju i rozmawianiu z mieszkańcami jego najróżniejszych części - i Irlandczykami i imigrantami :)

Krystaliczny akcent, to mają może probrytyjczycy w Belfaście ;)

Właśnie, Irlandczycy są dumni ze swojej emigracji i w efekcie naprawdę inaczej traktują imigrantów. Nie muszą o tym myśleć, po prostu są inni. To tak samo, jak Polacy częściej jeżdżą na gapę niż Niemcy i chociaż można dokładnie podać im przyczyny takich zachowań, to sami gapowicze mocno by się zdziwili, bo oni już teraz do tych pierwotnych przyczyn nie sięgają, ale cały czas są pod ich wpływem.
Sam to zresztą zauważyłeś, że tolerancja Irlandczyków jest w porównaniu z polską niezwykła. Ja tylko dodałam skąd to się bierze. Jasne, że ma swoje granice, jak wszystko, ale o wiele dalej postawione niż w Polsce. Z językiem też jest ciekawie. Owszem nie znają własnego języka, ale po tym jak mówią po angielsku jestem w stanie często powiedzieć, którym dialektem irlandzkiego posługiwali się ich przodkowie. To że Irlandczycy nie mówią własnym językiem nie zmienia faktu, że angielski jest dla wielu z nich tworem obcym, nawet jeśli mowa o ludziach, którzy innego języka nie znają. I ta obcość w podejściu do języka jest czymś całkiem innym niż zwyczajne niechlujstwo czy bylejakość spotykana często wśród młodych ludzi. Jeśli spotykałeś ludzi z jednego środowiska, czy ew. z kilku powiązanych ze sobą, to mogli mieć podobne reakcje. Wiedza, gdzie leży Polska nie należy do ich mocnych stron, ale większość zdaje sobie sprawę, że Polacy mieli podobną do nich historię. Inna sprawa, że ich sytuacja naprawdę była z wielu względów gorsza. To nie przypadek, że my utrzymaliśmy nasz język, a oni nie. My mieliśmy trzech różnych zaborców, co dawało szansę na wykorzystywanie różnic i nie mieszkaliśmy na wyspie, skąd poza statkami nie ma innej drogi ucieczki. No i nas nigdy nie brali głodem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Droga Marto W. To szalenie odważne określenie „niedorobiony artykuł” – wstępnie aż się przestraszyłem, dopiero dalsza lektura Twojego komentarza mnie uspokoiła. Musze się z Tobą zgodzić w jednej kwestii – rzeczywiście śródtytuły, zajawka i sam tytuł nijak nie wpisują się w całkowitą treść tekstu – nie do końca jest to jednak moja wina. Otóż tekst ten wysłany został pod tytułem „Dyskryminacja w Irlandii?” Zajawka była króciutka, stworzona na poczekaniu, coś w stylu „czy naprawdę jesteśmy dyskryminowani”, natomiast śródtytułów w ogóle nie było (i tu mój błąd...z reguły nie zwracam na nie uwagi, czytać śródtytuły to trochę jak szybkie przeglądanie stron książki w poszukiwaniu obrazków...) Szanowny moderator, którego niestety, jako żem początkujący, nie pamiętam, pozmieniał, co nieco, i wyszło jak wyżej. Wrażenie, że napisane zostało to jakby przez 2 osoby jest, więc w jakimś stopniu słuszne... choć klawiatury nikomu nie wyrywałem.
Meritum? Zdaje się, że gdzieś minęliśmy się z wzajemnym zrozumieniem… Mam wrażenie, że, niestety, kilka zagranicznych wycieczek, popartych zapewne stertą przetrawionej literatury, mogą nie wystarczyć do ocenienia codziennego życia mieszkańców… Natomiast, opierając się na własnym doświadczeniu i faktach realnych, nie momentami, a cały czas opisywałem Irlandczyków tak jak ja (i zapewniam Cię, nie tylko ja!) ich odbieram! A, że niekiedy zachowują się jak Anglicy – to, proszę, wybacz im gdyż nie wiedza, co czynią! Sama wspominałaś - tyle lat udręk, tłamszenia, przekształcania, zmuszania, tyle bezsensownych egzekucji musiało w jakimś stopniu odbić się na społeczeństwie! Emigrowali, owszem, chlubią się tym, że zbudowali Amerykę, że mają swój udział w wielkich wydarzeniach na całym świecie, ale nazwać to cechą narodową??? I żeby jeszcze przeszłość ich pradziadów miała mieć wpływ na pozytywne traktowanie emigrantów? Przy całej ich ignorancji (ileż utarczek stoczyłem, tłumacząc im, po pierwsze, gdzie leży Polska, a później, że nie są jedyni na świecie, że inne narody też cierpiały, też walczyły, też emigrowały...) są tolerancyjni, jak w tekście zaznaczyłem, ale... no weź, bez przesady...
Nietypowe podejście do angielskiego? W Irlandii??? Gdzie zaledwie cząstka rodowitych mieszkańców włada językiem irlandzkim – ojczystym, a znajomość tegoż wśród młodzieży ogranicza się do zdań typu „pocałuj mnie w dupę”? Skocz do Dublina, gdzie czystość języka angielskiego jest niemalże tak krystaliczna jak źródlana woda, a później dla porównania przejdź się po stolicy Anglii, Londynie, a poznasz nietypowe podejście do języka angielskiego...
Nie odniosę się do Twoich uwag nt. policja – garda, porównywanie tych dwóch organizacji nie było celem mojego tekstu, szkoda czasu, żeby to wyjaśniać.
I pokaż mi, proszę, miejsce w moim tekście, w którym nazwałem Irlandie „zgniłym jabłkiem”???...
Nie miej, proszę, żalu do redakcji, gdyż dyskusja na temat tekstu odbyłaby się, gdyby niektórzy śmiele oceniający go „krytycy” mieli „pojęcie o wyobrażeniu”... Poza tym niekiedy dobrze wiedzieć, jakie błędy stylistyczne się popełniło, aby ustrzec się ich w przyszłości. Serdecznie dziękuję za komentarz. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Maciek! Dlaczego właśnie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tylko czemu ten artykuł jest taki niedorobiony?
Masz sporo przemyśleń, niektóre ciekawe, ale w artykule wyglądają, jakbyś nad niczym nie panował.
Przeczytaj samą zajawkę i śródtytuły i pomyśl jaki dają obraz, a zaraz potem ostatni akapit stawiający kropkę nad i. Przepraszam, kropka wpadła w przepaść ;) Bo obraz wynikający z ostatniego akapitu wygląda jakby pisał go ktoś inny niż zajawkę i śródtytuły. To wygląda trochę, jakby artykuł został napisany przez 2 osoby wyrywające sobie klawiaturę.
Po wpadce z pomyleniem Irlandii i Wielkiej Brytanii na miejscu redaktora poprosiłabym o linki do danych, na które się powołujesz. No i generalnie mam żal do redakcji, że nie zmusili Cię do dopracowania tego tekstu. A teraz efekt jest taki, że artykuł zamiast dyskusji na temat wywołuje dyskusję o pisaniu artykułów.

Jeśli chodzi o meritum, to momentami opisujesz Irlandczyków trochę jakbyś opisywał Anglików.
A np. podejście Irlandczyków do zjawiska imigracji jest nietypowe - Irlandczycy to naród imigrantów, ten temat przewija się w ich kulturze niemalże jako cecha narodowa. I to w dużej mierze ogranicza bezmyślne podejście do imigrantów, tak często spotykane w krajach nie rozumiejących tego problemu.
Podejście Irlandczyków do angielskiego też jest nietypowe - to nie jest tak naprawdę ich język, w efekcie w wielu regionach kraju ludzie używają wersji tak okrojonej, że aż trudno uwierzyć, że to ich pierwszy język. Pomijając już fakt, jak masowo Irlandczycy kiedyś umierali, tylko dlatego, że mówili w ojczystym języku, a nie po angielsku. Teraz owszem już są przestawieni, ale jednak tekst "jesteś w Polsce, mów po polsku" nie brzmi tak żenująco, jak "jesteś w Irlandii mów po angielsku".
Słusznie natomiast zauważyłeś na końcu, że gdyby porównać Irlandię z Polską, to to kraj ludzi wyjątkowo przyjaźnie nastawionych. Tylko że jak jeszcze dodamy do tego wcześniejsze informacje na temat niemal niedziałającej policji, to należy się zastanowić, czy patrząc z punktu widzenia Polski (kraju o wiele bardziej zabezpieczonego, gdzie policja potrafi się np. momentalnie rozprawić z wielką bandą agresywnych pseudokibiców, a ilość stosowanych przez ludzi zabezpieczeń przed kradzieżami samochodów czy rowerów, włamaniami itd. wygląda w porównaniu z Irlandią niemal niewiarygodnie) czy w tej sytuacji nazywanie Irlandii zepsutym jabłkiem ma jakikolwiek sens.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.