Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

59722 miejsce

Irlandzka rockowa „Iskra” na ziemiach polskich

Współautorzy: Justyna Kosior

Już niedługo premiera debiutanckiego krążka „The Spark” zespołu Protobaby!

Protobaby grali na białostockich juwenaliach w 2011 r. Kilkunastotysięczna publiczność przyjęła ich bardzo życzliwie. Ci, którzy stali wtedy pod barierkami, mogą zacierać ręce. Zespół wydał dziś swoją pierwszą płytę.

Co słychać w Irlandii?

Ano słychać muzyczną Wielką Brytanię. Niektórym Protobaby kojarzy się z Joy Division czy Muse. Inni słyszą White Lies albo Placebo. Oni sami mówią o Davidzie Bowiem czy Johnnym Cashu (jedynym Amerykaninie w tym zestawieniu). Ale Protobaby nie jest garażowym zespołem nastolatków, którzy stwierdzili, że fajnie byłoby skopiować wszystkich swoich idoli naraz.
Jest w nich coś wyjątkowego – ich własna modernrockowa iskra. Nie da się zapomnieć głębokiego barytonu Colma McGuinnessa śpiewającego swoje teksty z prawdziwą pasją. Reszta zespołu nie pozostaje w tyle. Swoje momenty na płycie ma gitarzysta Tony Monaham, perkusista Bryan Ronan i basista Aidan Graham.

Od początku do końca po swojemu

Mogę zapewnić, że między Protobaby a słuchaczem zaiskrzy od początku. Album otwiera świetnie skomponowany „Microchip” z ciekawą gitarą i dynamicznym basem. Potem singlowy „Fluorescent”. Tym razem radzę skupić się na technicznej perkusji i... basie. Do tej pory chyba jedynym zespołem, który potrafił wykorzystać bas do celów ambitniejszych niż podkład, było Guano Apes. Teraz mają silną konkurencję. W tym kawałku bas tworzy świetne intro i słychać go mocno przez cały utwór. Potem mamy manifest zagubionego współczesnego człowieka, czyli „Only the Spark”. Czwórką jest „Traditions”. To piosenka dla wszystkich „fanów rodzinnych zjazdów”. Teledysk do tego singla jest, oględnie mówiąc, dość kontrowersyjny. Natomiast muzycznie to istna perełka. Wszystkie elementy świetnie dopasowane. Numerem na piątkę jest „Clones”, w którym pierwsze „skrzypce” gra gitara. Tematem są naciski na jednostkę. Ale „Clones” nie jest gniewnym buntem przeciw oczekiwaniom społeczeństwa, a raczej zachętą do poszukiwania własnej drogi.

„Nobody Knows” to wyciszająca ballada o zmarłym tragicznie koledze z bardzo refleksyjnym i oryginalnym tekstem. W „State of Affairs” przebijają się wpływy White Lies. Utwór opowiada o tym, jak łatwo przez własne błędy zranić i oddalić od siebie bliskich. Jest jakby ostrzeżeniem przed tym, co stało się z człowiekiem w kawałku NIN-u „Hurt” (który przepięknie przerobił też Johnny Cash). Wraz ze „Slight Obsession” następuje nieoczekiwane pod koniec płyty przyspieszenie. To bardzo fajna piosenka o miłości. W szybkim tempie zbliżamy się do końca. Po drodze zwróciłabym uwagę na refren „Time”, czy riffy w „This might end?”. Półminutowa solówka z początku jest po prostu genialna. A wisienką na torcie jest bardzo klimatyczna piosenka „Hollow Minds”, w której świetnie współgrają ze sobą gitary i perkusja.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Kupię, jak spłacę kredyty. Ciekawie napisana recenzja.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.