Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9093 miejsce

Irlandzkie hobby alkohol?

Co przyszłoby nam do głowy, gdybyśmy mieli opisać Irlandię? Pogoda? Krajobrazy? Nietypowe standardy żywieniowe? Niechlujne, niegustowne ubranie? Zalew śmieci na ulicach? Może, ale Irlandia to przede wszystkim puby, no i alkohol...

Jest jednak coś innego, co doskonale oddaje irlandzki sposób bycia. Coś, co kształtując rzeczywistość jest jednocześnie jej integralną częścią. Puby.

Irlandzka rzeczywistość


Wszyscy je znamy. Małe i przytulne, czy hałaśliwe z mnóstwem bywalców - posiadają niepowtarzalną atmosferę. Ich początki sięgają jeszcze czasów średniowiecza, gdy w ówczesnych szynkach spotykała się miejscowa społeczność, rozmawiając, handlując, bawiąc się, tańcząc i śpiewając przy mocnych trunkach. Od tamtego czasu funkcja pubów nie uległa zmianie – nadal stanowią one swoiste centra towarzysko-kulturalne. Mimo upływu lat, puby w dalszym ciągu odgrywają kolosalną rolę w życiu Irlandczyków. W wystroju większości z nich da się zauważyć elementy irlandzkiego folkloru, choć oczywiście, jako, że mamy XXI wiek, wnętrza wzbogacone są o wszechobecne ekrany telewizorów, czy automaty do gry.

Puby są dla tubylców drugim domem, to tutaj, wśród znajomych przeżywają swoje radości, smutki, rozczarowania, sukcesy i porażki. To tutaj spędzają weekendy, święta, urlopy, a także dni codzienne. Tutaj oglądają głównie wydarzenia sportowe, ale też niekiedy imprezy kulturalne czy filmy. W pubach toczy się życie kulturalne Zielonej Wyspy.

Pubowicze


Stali bywalcy pubów stanowią przekrój całej społeczności Irlandii. Tak barwnego i zróżnicowanego towarzystwa próżno szukać w polskich knajpkach, czy kawiarniach. Można spotkać tu wszystkich - kobiety, mężczyzn, młodzież, która dopiero co osiągnęła wiek uprawniający do zakupu alkoholu, czy bardziej zaawansowanych wiekowo członków irlandzkiego społeczeństwa – niekiedy nawet całe rodziny z dziećmi! Ubiór i styl dowolny; tutaj nie ma żadnych zakazów moralno-etycznych typu "nie wypada" - spodnie, spódnice, sweterki, koszule, ubrania robocze, kalosze - każdy w pubie czuje się dobrze, bawi się po swojemu, bez żadnych zahamowań, czy sztucznej etykiety. Dobra zabawa, swobodne, naturalne zachowanie, ogólna wesołość, przy akompaniamencie śmiechów i głośnych rozmów oraz połykanych hektolitrach piwa, to właśnie w Irlandii znaczy wyjście do pubu! I nigdy nie jest tak, że za dużo ludzi - zawsze znajdzie się miejsce dla kolejnych, choć często muszą oni dzielić miejsca stojące na środku sali, nieustannie chroniąc szklanki z płynami, co by nie uronić ani kropelki. W ichniej kulturze "pubowanie" to istotny, jeśli nie najważniejszy element rzeczywistości, dostępny dla każdego bez wyjątku w zróżnicowanej, dopasowanej do poszczególnych upodobań formie.

Co w środku?


Skąd taka popularność? Dlaczego potomkowie druidów tak cenią sobie puby, że spędzają tam większą część życia? Po co chodzą do pubów? Spytałem o to Irlandczyków…

Alan, młody, sympatyczny chłopak, jest najlepszym przykładem wsiąkania w irlandzki nawyk "pubowania". Kiedy mieszkał z rodzicami strasznie narzekał, jak denerwują go oni, wracając podchmieleni w weekendy. Nigdy nie będę tak pił jak oni, cały czas spędzając w pubie, a zresztą puby są nudne - zarzekał się... Po jakimś czasie wyprowadził się z rodzinnego domu i zamieszkał z kolegami. Na efekty nie trzeba było długo czekać. A to mecz, który trzeba w pubie obejrzeć, a to partyjka bilarda, czy po prostu z nudów, trzeba pójść... I tak, szybciutko przywykł do piwa, atmosfery - "spubowiał". Teraz spędza tam tak wiele czasu, że zaproponowałem mu, aby zaopatrzył się w poduszkę i kołderkę, bo też, po co ma do domu wracać tylko po to, aby pospać kilka godzin... Mniejsza z tym - zapytany odpowiedział tak: - Chodzimy do pubów, bo nie ma nic innego do roboty, a także, aby spotkać innych, którzy przyszli tu w poszukiwaniu dobrej zabawy i śmiechu. Dobrą rzeczą w naszych knajpach jest to, że większość ludzi chodzi cały czas w te same miejsca, co oznacza, że bez znaczenia czy idziesz tam z grupą przyjaciół, czy sam, zawsze będziesz miał kogoś, z kim się pośmiejesz. W zasadzie ta odpowiedź była sensowna i konkretna, ale postanowiłem spytać reprezentanta nieco starszego pokolenia. Johnny – w średnim wieku, twardy facet, ale lubi pożartować (nierzadko z kogoś) bez zastanowienia wymienił: - Chodzimy do pubów, aby: (kolejność w/g ważności) 1. spotkać się z rodziną i przyjaciółmi, pobyć w towarzystwie; 2. odreagować po stresującej pracy; 3. oglądać mecze i inne wydarzenia z przyjaciółmi; 4. porozmawiać; 5. wydostać się z domu i jak najdalej od żony. Widać, że Irlandczycy nie chodzą po pubach ot, tak sobie – mają ku temu rzeczywiste powody, które dokładnie i trafnie potrafią wymienić! Pytanie tylko, czy jest to rzeczywiście prawda, czy też może potrzeba zmusiła ich do wymyślenia tego, aby mieć coś na swoje "usprawiedliwienie"?

Sedno to alkohol


Przy temacie pubów nie sposób nie wspomnieć o alkoholu. Czy będzie to Guiness, Heineken, Carlsberg czy Budweiser, swojska whiskey Jameson lub Paddy’s, czy pochodząca od sąsiadów Johnny Walker lub Jim Beam, wódka z red bull’em czy inne wyskokowe trunki – Irlandczycy uwielbiają alkohol. Jest on jest integralnym, nieodłącznym składnikiem funkcjonowania pubów. A skoro są one tak dla Irlandczyków ważne – analogicznie, alkohol zajmuje również niezmiernie wysoką pozycję na liście rzeczy istotnych w życiu każdego mieszkańca wyspy trawy i kamieni!

Spożywając go w ilościach niemalże przemysłowych, raz za razem wprowadzają swą ojczyznę do ścisłej światowej czołówki krajów, w których sprzedaż płynów o dużej zawartości procentów stanowi znaczący wkład w poprawne funkcjonowanie gospodarki, pozyskując dla budżetu olbrzymie ilości środków finansowych.
- Oczywiście nie da się przebywać w pubach bez alkoholu - mówi Johnny. - Ale bardzo mało Irlandczyków pije dla samej przyjemności picia - zaznacza.

Koniec żartów


Czyżby? Spójrzmy, co się dzieje: socjologowie biją na alarm – strasząc negatywnym wizerunkiem zdemoralizowanego społeczeństwa, znajdującego się, przez zgubne nałogi, na krawędzi degradacji, a lekarze przedstawiają olbrzymia szkodliwość przyjmowania nadmiernych ilości alkoholu, grożąc szeregiem chorób, dysfunkcji i upośledzeń przez nie wywołanych! Badania Health Service Executive (Irlandzki Zarząd Służby Zdrowia, coś jak nasz Fundusz) wykazały wyraźnie, że w ostatnich 10 latach znaczny wzrost spożycia alkoholu przyczynił się do zwiększenia schorzeń wątroby aż o 147 proc., a o 90 proc. zwiększyła się liczba pacjentów szpitalnych przebywających tam w wyniku innych obrażeń spowodowanych nadmiernym spożyciem alkoholu!

Według badań przeprowadzonych przez HSE, spożycie alkoholu wśród Irlandczyków jest olbrzymie - wynosi 11,2 litra na osobę, przy czym w przeciągu ostatnich 10 lat wzrosło o 2 litry – dla porównania w 2005 r. na przeciętnego Polaka, który przecież często znany jest z tego, że za kołnierz nie wylewa, przypadało niecałe 8 litrów (dane: PARPA).

Osobnicy zasiadający w rządzie, po serii publicznych debat, kilka lat temu postanowili wprowadzić coś na kształt prohibicji. Wczesne zamykanie barów, znaczna podwyżka cen na alkohol, likwidacja pomniejszych pubów, które nie spełniały wprowadzonych wymogów – to miało przystopować rozbuchane pragnienie irlandzkiego społeczeństwa. Niewiele pomogło – wysokie ceny nie odstraszają zarówno tubylców, jak i licznych imigrantów. A wcześniejsze zamykanie barów, jest na pewno bardzo irytujące (szczególnie dla nas, którzy przywykliśmy imprezować całymi nocami), jednak w żaden sposób nie przyczynia się do zmniejszenia ilości wypijanych kolejek – po prostu znając wąziutkie ramy czasowe, jakimi dysponują bawiący się bywalcy pubów, przyśpieszają tempo picia, okraszając poszczególne pinty browarka mocniejszymi trunkami, wódką czy whiskey, a niekiedy czymś jeszcze. Wszystko po to, aby osiągnąć należyty stan upojenia, no, bo co to za zabawa bez szumów w głowie.

Jak oni to robią?


Kultura picia jest w Irlandii zgoła inna niż u nas. Znamienną rzeczą różniącą obie nacje jest rodzaj alkoholu (Polacy preferują raczej mocniejsze trunki, "Rudzi" lubują się w piwach), oraz sposób i miejsce jego spożywania. Polacy, z reguły, mają w zwyczaju skoczyć do sklepu, nakupić wódki, soków, czegoś do przekąszenia, po czym udają się do domu, by w sobie znanym towarzystwie skonsumować zakupy, rozmawiając na rożne, poważne lub niepoważne tematy. Po jakimś czasie, gdy zabraknie wódki idą do sklepu ponownie... Dopiero, gdy poczują już mistyczny wpływ procentów na szare komórki, wychodzą z domu na miasto - na disco czy do pubu. Dla Irlandczyków to sytuacja niepojęta! Pić w domu! Nie lubią tego, z reguły też nie robią tego, no może czasami jakieś piwko czy winko po kolacji – taka niepisana zasada. Jednak rzadko ma to charakter typowej imprezy – na to jest miejsce w pubach. Oni tam zaczynają, jedzą, pija, bawią się i kończą imprezę też w pubie – niekoniecznie tym samym, lub na disco. Jeśli już decydują się na spożywanie alkoholu w domu, to ewentualnie po skończonej imprezie, na popularnym wśród młodzieży (także i u nas), "afterparty". Dla starszych dom jest miejscem, w którym na pierwszym i jedynym miejscu znajduje się rodzina, jest to siedlisko – oaza spokoju.

Poprosiłem swoich rozmówców o wytłumaczenie tego zjawiska. Czy to coś złego napić się w domu, jak my, Polacy? - pytam. Johnny żartuje:
- Różnica jest taka, że my nie musimy pić w domu, bo nie ośmieszamy się w pubach, jak wy - wiem, że żartował, ale z drugiej strony wiem też, że coś w tym niekiedy jest. - Nie musicie wcale wychodzić – wasze domy (które wynajmujemy) to w zasadzie takie małe "pubiki", tylu was tam zawsze mieszka - dodał, a ja pozostawiłem dowcip Johnny'ego bez komentarza. Jego żarty są jak wyrazista karykatura, która zawsze uzewnętrznia cechy, których, co prawda, jesteśmy świadomi, ale do tego stopnia do nich przywykliśmy, że przestaliśmy na nie zwracać uwagę.

Próbuję więc zagadnąć Alana - Nie lubię pić w domu, bo i tak spędzam tam dużo czasu, potrzebuję czasami małej odmiany - mówi. - W domu pije się cały czas z tymi samymi ludźmi, a przyjemnie poznać, napić się i porozmawiać również z innymi (nawet, jeśli "pubowe" twarze również się powtarzają). Poza tym, jaki jest sens picia, nie wychodząc, skoro wtedy możesz jedynie siedzieć z ziomalami i oglądać tv? Przecież możesz robić to samo bez alkoholu! Taki młody, a tak ostre spostrzeżenia! A istnieje stereotyp, (zaznaczam, że niekoniecznie się z nim zgadzam!) że Irlandczycy nie grzeszą rozumem...

Twardziele


Inaczej też podchodzą mieszkańcy "Zielonej wyspy" do kwestii choroby, będącej swoistym miernikiem zabawy, pierwszym porannym wyznacznikiem intensywności poprzedniego wieczoru. Kac. Któż go nie miał? (jeśli ktoś w tym momencie pomyślał o sobie, to uprzejmie proszę zrezygnować z dalszej części artykułu) Skutki spożywania alkoholu bywają rożne – nie wiem czy rodacy się zgodzą, ale odważę się stwierdzić, iż najgorsze bywają poranki "popiwne". I co mają począć biedni Irlandczycy, którzy w pubach poza piwem piją... piwo? I, jako, że słabsze to piwo u nich produkują, muszą nałykać się więcej, i więcej, nierzadko mieszając je z wódką! Upór godny podziwu i trzeba zauważyć, że mają tak co tydzień!

Ale też, trochę wydaje mi się, że czerpią oni (szczególnie ci młodzi) niejaką przyjemność z kaca. Nie mówię tu o mękach fizjologicznych, bo tego polubić nijak się nie da, ale nierzadko można spotkać jednego z drugim, w wymiętym ubraniu, z plamką tu i ówdzie, z niedomytą pieczątką na ręku. Z dumą prezentują wyniszczoną trudami poprzedniego wieczoru twarz. Zadowoleni przemieszczają się z tajemniczymi uśmieszkami, z miną mówiącą - doskonale się bawiłem poprzedniego dnia, tylko popatrzcie, jaki ze mnie cool kolo, podziwiajcie mnie. O niech mnie! Ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę, odczuwając skutki poprzedniego dnia, to w ogóle wstanie z łóżka, nie mówiąc już o wyjściu gdziekolwiek, a jak pomyślę jeszcze, że mógłbym obnosić się ze swoimi mękami wśród ludzi, to od razu mnie głowa zaczyna boleć. Jednak, co Irlandia to Irlandia…

Hobby


I tak to już jest. Puby i piwo nieodłącznie towarzyszą Irlandczykom w życiu codziennym, ba - niektórym z nich to życie kształtują. Takie ich nawyki, i hmmm… szeroko rozumiana kultura bycia. Z pokolenia na pokolenie, z dziada pradziada nie udało się przerwać tego "łańcuszka", a nawet wydaje się być on mocniejszy niż kiedykolwiek. Niekoniecznie jest to coś dobrego, niekoniecznie rozwija ono społeczeństwo w całości czy poszczególnych obywateli osobno, lecz cóż mogą bidusie uczynić? Takie już ich narodowe hobby, a jak wiadomo, jeśli coś robi się z pasją, to z reguły robi się to dobrze... Wiec nadal rozmaite puby i wszelakiej maści alkohol będą miały się w zielonym kraju doskonale. Oczywiście na pewno znajdą się i tacy, których te rzeczy nie interesują, ale powiedzmy sobie szczerze - co z nich za Irlandczycy?

Żegnając się, Alan powiedział jeszcze: - Skończyłem, mam nadzieję, że jesteś zadowolony? Całe to gadanie mnie wnerwia, nie zamierzam wracać do szkoły, żeby pisać historyjki i eseje za Ciebie... Wolę posiedzieć w pubie. Ot, typowy Irlandczyk...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Alkohol to alkohol - każdy trunek posiada w sobie odpowiednią mu zawartość, procenty spożytej ilości danego płynu sumowane są i przeliczane następnie na czysty, 100 % alkohol. Czyli dane podają przeliczone, wypite procenty - w innym wypadku 11 litrów to byłoby 22 piwka, a jakby mieli tyle tylko, bidusie, wypić przez rok, toby pousychali... ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Hehe, wychodzi na to, że od razu widać, co jest dodane, bo tylko to nie pasuje ;)

Też nigdy nie dotarłam do danych uwzględniających szarą strefę. Głośno się zastanawiam, jaki to by musiał być procent, bo wiadomo, że duży. Trudno realnie porównać kraj, w którym całe spożycie idzie oficjalną drogą (niechęć nawet do picia w domu, to co dopiero picia "eksperymentów" ;) z krajem mającym na pewno dużą szarą strefę. Co oczywiście nie zmienia faktu, że Irlandczycy piją coraz więcej.

Dobrze, że podałeś dane z 2005 r. bo teraz do danych Irlandii na pewno dołączyli się jeszcze Polacy i w efekcie porównanie byłoby jeszcze trudniejsze. Swoją drogą ciekawe, czy od czasu przyjazdu tak dużej ilości Polaków spożycie w Irlandii nie skoczyło...

A te dane statystyczne uwzględniają wypite procenty, czy tylko ilość wypitego alkoholu, nieważne czy lekkiego czy mocnego?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Droga Marto - oryginalny tytuł brzmiał po prostu "Irlandzkie hobby" - alkohol to ponownie dodatek moderatora. Reszta już jest moją, gdyż pomny ostatniego tekstu i "problemów" z dodatkami, przyłożyłem się pilnie do śródtekstów, czyniąc tym samym ukłon w stronę tych wszystkich, dla których są one istotne.
Oczywiście dane z Polski są jak najbardziej realne, ale równocześnie, oczywiście, jak najbardziej, opierają się na danych dotyczących oficjalnego spożycia. Nigdzie i nigdy nie spotkałem się jeszcze z jakąkolwiek oficjalną statystyką, opisującą spożycie alkoholu produkowanego własnoręcznie, czy też pozyskiwanego w szarej strefie. Dane takie są raczej niepoliczalne, rozmaite agencje mogą jedynie próbować je szacowac w dużym przybliżeniu. I zawsze oficjalne dane od istniejącej rzeczywistości różnią się znacznie, np. poziom bezrobocia w Polsce (realne i statystyczne) czy liczba Polaków poza granicami kraju.
Piwo mają słabiutkie, ale zacne... :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fajny opis irlandzkiego pubowania. Ale właśnie, w tytule bardziej by pasowało to "pubowanie", bo tam nie tylko o sam alkohol chodzi, zresztą to w środku piszesz.

Ale tym razem chyba nikt Ci się już nie dorwał do dodatków, bo zajawka jest typową opinią Polaka mieszkającego w dużym mieście w Irlandii, ze wskazaniem na Dublin, ale Ty z Limeryku też mogłeś coś takiego napisać, prędzej niż miejscowy moderator ;)

Zastanawiam się, czy PARP ma realne dane z Polski i coś mi się nie widzi. Przecież na wsiach nadal największym spożyciem cieszą się "domowe wyroby"-własnoręcznie pędzony bimber, jabcok, czy inna śliwowica, a w miastach najbardziej pijący wyjątkowo chętnie zaopatrują się w osiedlowych melinach, gdzie alkohol robiony z przemycanego spirytusu wychodzi im znacznie taniej niż wódka w sklepach. PARP prawdopodobnie wykorzystał dane dotyczące oficjalnego obrotu, a ten nieoficjalny stanowi u nas jednak spory procent.

A co do picia Irlandczyków, to prawdziwy problem pojawił się w środowisku irlandzkich imigrantów (stąd ich kiepskie opinie w Stanach). Na miejscu Irlandczycy piją łagodne piwo i owszem chodzą podchmieleni, ale to wszystko jest takie łagodniejsze w formie. Ci, którzy musieli imigrować, upijali się, żeby zapomnieć, potem ostro awanturowali i to już było bardzo niefajne.

I faktycznie, ich piwo jest bardzo słabiutkie - od razu mi się przypomniał zestaw szoku z zachwytem ze strony Irlandczyków w Polsce, którzy odkryli, ile procent miewają nasze piwa ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.