Facebook Google+ Twitter

Isakowicz-Zaleski: Wierzę, że lustracja w Kościele się powiedzie

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2007-03-24 09:32

Z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim o lustracji wśród duchowieństwa i szansach jej powodzenia oraz książce “Księża wobec bezpieki”.

ks. Isakowicz - Zaleski. Fot. Przemek Świderski/Dziennik BałtyckiJoanna Leszczyńska: Od kilku tygodni jeździ ksiądz po Polsce, promując swoją książkę "Księża wobec bezpieki", która wywołała burzę w polskim Kościele. Czyja reakcja najbardziej księdza zabolała?

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Metropolity lubelskiego Józefa Życińskiego, zdeklarowanego przeciwnika lustracji. Jego agresja zastanawia mnie. Nie wiem, o co mu tak naprawdę chodzi. W swojej recenzji mojej książki napisał rzecz absurdalną: że wszystkie akta w IPN są nieprawdziwe. Poszedł dalej niż ojciec Rydzyk. I mówi to profesor doktor habilitowany, który powinien rozumieć, że nie ma możliwości sfałszowania 80 km akt. Fakty, które podał w tej recenzji, świadczą o tym, że nie czytał książki. A do tego zrobił rzecz straszną - ujawnił tyle informacji na temat TW "Henryka", którego nazwiska nie podałem, bo dopiero zbierałem o nim materiały, że wbrew moim intencjom stało się jasne, że chodzi o przyjaciela arcybiskupa - Henryka Nowackiego, nuncjusza papieskiego na Słowacji. Właśnie jadę na promocję książki do Lublina, do jaskini lwa. Spodziewam się, że będzie gorąco. Niestety, nadal część duchownych jest przeciwna lustracji. Jedni dlatego, że mają takie akta w IPN, że lepiej ich nie pokazywać, a inni chronią swoich kolegów. Ale jest jednak pewien postęp. Każda diecezja powołała komisję, która bada związki Kościoła z bezpieką. Nie ma nominacji biskupa bez sprawdzenia jego akt w IPN. Ten bolesny proces poszedł w dobrym kierunku. To mnie cieszy. Mniejsza o to, że ktoś atakuje moją książkę.

Krytycy twierdzą, że książka jest nierówna, zawiera uproszczenia, zniesławia niektórych kapłanów. Jest ksiądz z niej zadowolony?

– Tak, miałem obowiązek powiedzieć prawdę. Uwagi merytoryczne przyjmuję. Ja nie pisałem o nikim, że był tajnym współpracownikiem, pisałem, że był zarejestrowany w archiwach bezpieki w takim charakterze. Do każdego księdza wysłałem list, żeby się odniósł do tego faktu. Na listy odpowiedziała tylko połowa. Odpowiedzi są zamieszczone w książce.

W diecezji tarnowskiej i rzeszowskiej zbierano podpisy kapłanów w proteście przeciwko księdzu. Wielu podpisało?

– Na wiem. Do każdego księdza przyszedł list od biskupa, żeby podpisać się pod apelem przeciwko mnie. Jeden z moich przyjaciół księży napisał mi w mailu, że przypomina mu to 1976 rok, kiedy po wystąpieniach robotników w Ursusie i Radomiu, spędzano ludzi na stadiony, na których przodujący aktów robotniczy potępiał "warchołów". Metoda, jaką zastosowali biskupi, jest tragiczna. To jest łamanie sumień. Pojawiają się też kolejne niepokojące sygnały. Z programu czerwcowego Zjazdu Gnieźnieńskiego usunięto debatę na temat lustracji w Kościele, na którą byłem zaproszony we wrześniu ubiegłego roku.

To kara za książkę?

– Ależ oczywiście, że za książkę i za całą dyskusję o lustracji. Ten temat nadal jest niewygodny.

Czy ksiądz czuje się osamotniony w walce o ujawnienie prawdy na temat przeszłości Kościoła?

– Nie, bo jest ogromna grupa ludzi, która mi pomaga. Ale oni boją się występować pod imieniem i nazwiskiem. Przy pisaniu książki też mi anonimowo pomagali, służąc informacjami o różnych duchownych. Jeden mi powiedział, że chętnie by ze mną porozmawiał, ale poza parafią, żeby nikt nie widział. To mit, że głównie starsi księża są przeciwko lustracji. Wręcz przeciwnie, oni chcą, by wreszcie pokazać, że nie każdy współpracował. Niektórzy denerwują się, że wyszli na frajerów. Odmówili współpracy, nie pojechali za granicę, nawet na spotkanie z Ojcem Świętym, a teraz są stawiani na równi z tymi, co współpracowali za paszport. Czują wręcz żal, że biskup im nawet nie podziękował za taką postawę.

A jak przyjęli książkę młodzi księża? Czy jest dla nich ważna?

– Mam sygnały, że tak. Znacznie młodszy ode mnie ksiądz, ojciec duchowny w seminarium, po wydaniu mojej książki otworzył projekt badawczy na podobny temat, choć nie wolno mu się oficjalnie na mnie powoływać. Powiedział mi, że książka pomaga mu w pracy z młodymi klerykami, bo pokazuje, jak niebezpieczne jest zło. Udowadnia też, że nie można żyć według zasady: Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek. Na przykładach bohaterów tej książki ów kapłan pokazuje klerykom, że diabłu nie można nawet tyciego ogarka zapalić. Nie wolno paktować ze złem. Dziś wprawdzie nie ma SB, ale zło jest gdzie indziej.

Jakich reakcji jest więcej: życzliwych czy potępiających?

– Zdecydowanie życzliwych. Kuria krakowska, robiąc mi tyle trudności przy pracy nad książką, zrobiła taką akcję promocyjną, że wydawnictwo nic nie musiało na ten cel wydawać. Nawet plakaty były niepotrzebne, bo każdy atak kościelny powoduje, że moja gęba jest w każdej gazecie, nawet w tych dla kobiet (śmiech). Ja sobie żartuję, ale popularność strasznie mi utrudnia życie. Ludzie zaczepiają mnie wszędzie: w sklepie, na stacji benzynowej i pytają o książkę. Dostaję dużo listów. Dochodzą nawet te zaadresowane "ksiądz Zaleski", a jeden dotarł z adresem "Ksiądz Zaleski pod Krakowem". Na kopercie było naklejone moje zdjęcie. Ale dostaję też anonimy, żebym się nawrócił i ochrzcił, gdyż ich autorzy twierdzą, że jestem Żydem. Są też listy dramatyczne, np. od córki esbeka, który przyczynił się do zabicia księdza. Chciała, żeby jej podać sygnaturę akt, bo czuła potrzebę, żeby się głębiej zapoznać z dokumentami.

A co mówią czytelnicy na spotkaniach autorskich?

– W Łodzi, gdzie miałem spotkanie na uniwersytecie i w Poleskim Ośrodku Sztuki jeden z czytelników mówił mi o księdzu, który wprawdzie współpracował, ale za to wybudował wspaniały kościół. Odpowiedziałem mu, że należało zbudować mniejszy kościół, ale nie współpracować. Z wyzwiskami na spotkaniach promocyjnych się nie spotkałem, choć były głosy krytyczne. Zainteresowanie czytelników budzi sprawa mojego honorarium, chociaż na samym początku książki jest napisane, że przekazuję je w całości na cele społeczne. Było dużo pytań o arcybiskupa Stanisława Wielgusa. Broniono go, że niesłusznie był oskarżany, mówiono, że akta w IPN są niewiarygodne, że tylko wziąć pochodnię i podpalić. Ale nominacja Kazimierza Nycza na metropolitę warszawskiego zamknęła sprawę. Nawet ci, którzy krytykowali moją książkę, powoływali się na to, że opisałem arcybiskupa Nycza jako księdza niezłomnego.

Dlaczego Kościół tak boi się lustracji?

– Z dokumentów IPN wynika, że zdecydowanej większości księży nie dało się zwerbować. Współpraca dotyczyła 10 procent kapłanów. Kościół miał 17 lat, by uporać się z tym problemem. Siedem lat temu powstał IPN i wówczas mogły powstać komisje historyczne. Niestety, powstały dopiero teraz. A w jednej z diecezji dwóch członków komisji to byli tajni współpracownicy... Dlaczego Kościół tak późno się za to wziął? Kłamstwo Czesława Kiszczaka, byłego szefa MSW, że ministerstwo zniszczyło wszystkie akta, uśpiło duchownych. Kościół zlekceważył problem, uważając, że on sam się rozwiąże, gdyż część kapłanów pójdzie na emeryturę, inni odejdą do wieczności. Kościół sądził, że najpierw do odpowiedzialności będą pociągnięci oprawcy, czyli SB i PZPR, ale poprzez politykę grubej kreski, która wszystkich rozgrzeszyła, tak się nie stało.

Niektórzy tajni współpracownicy zrobili kariery w Kościele. Akta w IPN naprawdę pokazują, że te osoby dzięki różnym manipulacjom zaszły bardzo wysoko w kościelnej hierarchii. Dziś dominuje lęk przed ujawnieniem tych spraw, spora jest obawa, że wywoła to zgorszenie. Według mnie, zgorszenie wywołuje ukrywanie prawdy. Przypomnę, że nie ukrywali jej ewangeliści. Oni też dla dobra sprawy mogliby wymazać zdradę Judasza, nie napisać, że święty Piotr wyparł się Chrystusa i ukryć to, że święty Tomasz nie uwierzył w zmartwychwstanie. Gdyby ewangeliści kierowali się taką mentalnością, by dla dobra sprawy nie gorszyć maluczkich, wszystko skrupulatnie by wymazali, a oni to jednak opisali.

Czy ksiądz wierzy, że lustracja w Kościele się powiedzie?

– Wierzę. Miałem jednak nadzieję, że po sprawie arcybiskupa Wielgusa nastąpi gwałtowny zwrot. A tak nie jest. Kościół robi dwa kroki do przodu, a potem jeden do tyłu. Ale ja dalej robię swoje. Już po oddaniu tej książki do druku w wyniku kwerendy znalazłem kolejne akta księży, którzy się nie dali zwerbować, ale i dokumenty kolejnych tajnych współpracowników. Czekam teraz na wyniki kwerendy w archiwach Stasi w Niemczech. Być może dowiem się czegoś nowego w sprawie arcybiskupa Juliusza Paetza?

Joanna Leszczyńska - Dziennik Łódzki

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.