Facebook Google+ Twitter

Islandzkich wojaży ciąg dalszy - Iceland Airwaves, Reykjavik

Po wizycie utalentowanych Islandczyków w Krakowie ostatniego tygodnia, proponuję dla odmiany wyprawę do chłodnej egzotyki i sprawdzenie, jak muzyka brzmi na tej bajkowej wyspie, na przykładzie festiwalu Iceland Airwaves.

 / Fot. Logo Iceland AirwavesPo Sacrum Profanum część publiczności utwierdziła się jeszcze w przekonaniu o niezwykłości islandzkiej sceny muzycznej, ich kreatywności, wszechstronności i nieprawdopodobnej wręcz płodności. Relacja z tego wydarzenia już lada moment na naszych łamach, zanim jednak - przedstawię pokrótce pomysł na spędzenie niezapomnianego tygodnia z muzyką. Wyobraźcie sobie: Reykjavik, kilka stopni Celsjusza, wielkie szanse na zobaczenie zorzy polarnej, centrum (skupione przede wszystkim przy Laugavegur, prawdziwej tętnicy tego miasta) naszpikowane fantastycznymi klubikami, barami, restauracjami i innymi kulturalnymi centrami, a w części z nich koncerty. Niczym z karty menu możemy komponować sobie najlepszy zestaw - ulubiona knajpka, dobry występ, najciekawsze otoczenie, ludzie... Miasto jest malutkie, więc bez obaw - można zobaczyć naprawdę dużo.

Za cenę karnetu (mniej więcej równowartość polskiego Openera - 95 Euro) dostajemy pięć dni muzyki właśnie tak opakowanej. Od 13 do 17 października można się będzie przemieszczać pomiędzy jednymi z najciekawszych miejscówek, występujących pod adresem Reykjavik 101. Należą do nich między innymi:
modernistyczne i chłodne Reykjavik Art Museum (tuż za nim - ocean);
Sódóma - rockowe epicentrum o niewielkich rozmiarach, drewnianym, przydymionym wnętrzu i kultowym statusie;
NASA - największy bodajże i najbardziej wszechstronny koncertowo klub znajduje się przy placyku, który niektórzy znają z teledysków Gus Gus ("Polyesterday" - z resztą kto chce poznać ciekawe obiekty w stolicy Islandii, wideoklipy tego zespoły są świetnym przewodnikiem)
Iđnó - rodzaj małego domu kultury, prześliczny drewniany domek z cudowną akustyką, w którym doskonale doświadcza się wyciszonych, ambientowych koncertów (próbowałam i z Ólafurem Arnaldsem, i z Timem Heckerem, i z Benem Frostem - bajka!)
Faktorý - zastąpiło w tym roku znane mi Grand Rokk, bardzo alternatywno-rockowe miejsce.

A jak to wygląda na mapie - sprawdzić można Tutaj.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.