Facebook Google+ Twitter

15 miejsce

Iwona Cichosz: „Rumba to taniec stworzony dla mnie“

Iwona Cichosz, Miss Deaf International 2016, finalistka programu „Taniec z Gwiazdami“. Zachwycała na parkiecie. Zajęła drugie miejsce. Dała się namówić na szczerą rozmowę o tańcu i życiu.

Pani udział w programie „Taniec z gwiazdami“ jest potwierdzeniem tego, że osoby, które nie słyszą, mogą tańczyć. Czy od samego początku była Pani zdecydowana, że w programie wystąpi, czy jednak ktoś Panią namawiał?

-Marzyłam o tym programie, więc nawet się nie zastanawiałam:).
Fot. Renata Świderska Iwona Cichosz w programie "Taniec z Gwiazdami". / Fot. Fot. Renata Świderska/zdjęcie nadesłane
Towarzyszył Pani Stefano Terrazino, który poprowadził do zwycięstwa dwie ze swoich partnerek poprzednich edycji wyemitowanych w TV Polsat. Czy ta wiedza dodawała Pani pewności, że wy również zajdziecie daleko?

-Niekoniecznie, dodawał mi pewności fakt, że Stefano jest świetnym nauczycielem i człowiekiem. A to, że doprowadził inne gwiazdy do finału nie było dla mnie znaczące, bo wiedziałam, że ja będę miała trudniejszą drogę z tego względu, że nie jestem tak popularna w Polsce.

Doszliście przecież do samego finału, ostatecznie zajmując drugie miejsce. Ma Pani wśród zaprezentowanych tańców swoją ulubioną choreografię?

-Każdy taniec sprawiał mi ogromną radość, ale to przy rumbie zawsze czułam się jeszcze lepiej. W rumbie byłam pewna siebie. Jakby to był taniec stworzony dla mnie.

Może znajduje Pani też taniec, którego szczególnie kroków chciała się Pani nauczyć, a umożliwił to Pani właśnie ten program?

-Paso doble. Cały program czekałam na ten taniec i bardzo się ucieszyłam, że mogliśmy go zatańczyć w naszym freestyle’u. Wiedziałam, że jest to trudny taniec, który ma pewne elementy mało kobiece. Jest to mocny taniec, konkretny i trudny technicznie. Czułam się w paso doble bardzo dobrze, pod względem technicznym i emocjonalnym. Żałuję tylko, że miałam tak mało czasu na poznawanie tego tańca.

Jakim Stefano był nauczycielem, a jaką Pani była uczennicą?
Fot. Renata Świderska Iwona Cichosz i Stefano Terrazino w programie

-Stefano jest przede wszystkim wspaniałym człowiekiem, a zarazem skromnym i szczerym. Szukał sposobów, metod na to jak mnie nauczyć tańca. Dużo było obserwacji z mojej strony jak wykonywać ruchy, skąd to wychodzi. Potem próbowałam tańczyć, tak jak on mi pokazywał. Dla niego taniec to nie tylko technika, ale przede wszystkim świadomość, skąd każdy ruch wychodzi, jaki ma ku temu powód. Dzięki temu rozumiałam co tańczę i po co to robię. Poza tym oboje mamy podobną wrażliwość i szybko złapaliśmy wspólny język i często po prostu wiedziałam, co mu chodzi po głowie, jak na niego spojrzałam. Ja starałam się być uważną, pilną uczennicą. U mnie nie było miejsca na fochy, czy marudzenie. Bardzo chciałam nauczyć się tańczyć, więc wkładałam w to całe moje serce i uwagę.

Wiem, że emocje są jeszcze bardzo świeże, ale jak z perspektywy czasu ocenia Pani przygodę w programie?

-To była najpiękniejsza przygoda mojego życia. Poznałam mnóstwo ludzi, z którymi mam kontakt do dziś i to jest bardzo cenne dla mnie. Zyskałam nową pasję i nauczyłam się wielu różnych tańców. Jestem bogatsza o nowe doświadczenia, co na pewno mi pomoże w przyszłych moich nowych projektach.

Kiedy kończy się jakiś etap w życiu, a w tym wypadku program, często pada pytanie, czy gdyby propozycja pojawiła się jeszcze raz, zdecydowałaby się Pani na ponowny udział w programie?

-Tak, wzięłabym udział w tym programie jeszcze raz, nawet ze sto razy.

Czy prawdą jest, że na parkiecie mieliście pewien układ? Stefano miał nauczyć Panią tańczyć, za co Pani obiecała zaznajomić go z podstawami języka migowego. To prawda?

-Nie, żadnego układu nie było. On uczył mnie tańca, bo taki jest cel programu, żeby gwiazda nauczyła się tańczyć. A ja go nauczyłam języka migowego, bo taka była potrzeba do pełnej komunikacji między nami.

Właśnie. Wiem, jak bardzo stara się Pani o szerzenie świadomości, że język migowy jest ważny. Uważa Pani, że każdy powinien znać jego podstawy?

-Tak, zdecydowanie. Tak jak podstawy języka angielskiego każdemu się przydaje, to podobnie wygląda z językiem migowym.

Proszę powiedzieć, według swoich doświadczeń, czy ludzie chętnie uczą się języka migowego?

-To zależy od tego, czy chętnie uczą się nowego języka. Nie można uogólniać tego tak, jak nie można jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy ludzie chętnie uczą się języka francuskiego, czy niemieckiego.

Swego czasu walczyła Pani o to, by język migowy został uznany za język obcy. Z jakim skutkiem?

-Wciąż walczymy, bo nie ja sama o to walczę, a całe społeczeństwo głuchych. Ta walka toczy się od dawna i potrwa jeszcze długo.

Właśnie. Edycja „TzG“ z Pani udziałem była pierwszą, tłumaczoną na język migowy. Myśli Pani, że to również będzie miało wpływ na propagowanie języka migowego w mediach?

-Chciałabym wierzyć, że tak.

Czy w chwili obecnej bierze Pani udział w kampaniach, które zwracają uwagę na to, jak język migowy jest ważny?

-Kiedyś zrobiłam taką kampanię „Porozmawiaj ze mną“. Jeśli pojawią się takie propozycje, to pewnie bym się zgodziła.

Przejdźmy jednak do innych kwestii. Jest Pani znana z tego, że „żyje na walizkach“, kocha świat i podróże. Co w podróżach najbardziej Panią fascynuje?

-Podróżowanie otwiera umysł człowieka, dzięki czemu uczymy się doceniać to co mamy, wzbogaca naszą wrażliwość, zwiększa naszą tolerancję i szacunek wobec innych.

Jakie miejsce zachwyciło Panią ostatnio?

-Ostatnio byłam w Pradze (po raz czwarty lub piąty) i kolejny raz byłam zachwycona jego pięknem.

Zakończmy pytaniem o podróże marzeń. Ma Pani takie miejsce? Gdzie chciałaby się Pani wybrać?

-Wszędzie:). 

(Rozmawiała Mariola Morcinková)







Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.