Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

91489 miejsce

"Iwona, księżniczka Burgunda" na festiwalu "Sztuka plus komercja"

Kilka dni przed ogólnopolską premierą spektaklu miałam przyjemność spotkać się z aktorami odgrywającymi główne role: J. Jabłczyńską, B. Magdziarzem, W. Obłozą.

Spektakl, w którym Państwo grają „Iwona, księżniczka Burgunda”, jest spektaklem inauguracyjnym II Ogólnopolskiego Festiwalu Teatrów Prywatnych „Sztuka plus Komercja”. O czym opowiada ten spektakl?

W. Obłoza: Spektakl Gombrowiczowski „Iwona, księżniczka Burgunda”.
W zasadzie wszyscy znamy jego sztuki. Wiemy, że są dziwne, zapisane w groteskowym stylu. Irracjonalne zachowania bohaterów powstają w wyniku pojawienia się w ich życiu, czy na ich drodze pewnego lustra, wyrzutu sumienia. Przedstawione w inny sposób byłyby trudne do zniesienia. Sztuka jest o odkrywaniu siebie dzięki pewnej osobie, która pojawiła się w dworskim środowisku. Zabieg jest celowy - chodzi o to, żeby pokazać degradację wyższych sfer w kontekście wyłaniania się jakichś problemów.

W jakie role Państwo się wcielają? Proszę krótko scharakteryzować postaci, które Państwo odgrywają.
J. Jabłczyńska: Gram Izabelę, jestem damą dworu, ale też ulubienicą księcia Filipa, z którym z założenia znamy się od dzieciństwa. Ewidentnie zabiegam o Jego względy - nie zawsze z sukcesem.

B. Magdziarz: Ja jestem księciem Filipem. To jest ten człowiek, któremu ciężar elitarnego gorsetu zaczyna doskwierać. Jestem sprawcą 3/4 chaosu jaki na dworze zapanowuje.

W. O.: Wszechobecna pycha, próżność, która prowadzi tych ludzi do takiego skomplikowania sobie życia.
Ja gram króla, obywatel – król – jak go nazywam, ponieważ tak naprawdę jest to every man. Jest to zabieg Gombrowicza, którego użył chociażby w „Ślubie”. To taka prowokacja: Myślicie, że jesteście inni? Nie, wszyscy jesteśmy every man. Jeżeli chodzi o skrajne emocje, skrajne sytuacje, przed którymi jesteście postawieni wychodzi z Was atawistyczny pierwotniak z maczugą.

Do jakiej grupy odbiorców jest ten spektakl skierowany? / Fot. Z archiwum autorki wywiadu
B. M.: Najbardziej politycznie, w takich sytuacjach, jest odpowiedzieć, że dla wszystkich, a jeżeli coś jest dla wszystkich to jest dla nikogo:)

To jest spektakl dla osób, które chcą porozmawiać z autorem, chcą porozmawiać z nami. Jest to przedstawienie inteligenckie – nie bójmy się tego słowa. Dotyczy ludzi, którzy interesują się tym, jak stwarzamy się nawzajem, jak funkcjonujemy w społeczności rodzinnej, dworskiej, ulicznej, szkolnej, jakiejkolwiek. Więc to jest spektakl dla każdego ciekawskiego widza z ambicjami.

W. O.: Pozwolę sobie nie zgodzić się z Bartkiem. Uważam, że to spektakl dla każdego, niezależnie od poziomu intelektualnego i erudycji. Ważna jest tutaj inteligencja emocjonalna, a mówię to dlatego, że ja jestem człowiekiem, który przez teatr został zmieniony totalnie.

Szybka dygresja: Byłem w domu dziecka. Z domu dziecka poszedłem do liceum i miałem pewne odruchy, których teraz się wstydzę. Natomiast moja wychowawczyni zaczęła mnie szlifować. Między innymi moja klasa złożyła się dla mnie na bilet do teatru. To było bardzo zobowiązujące. Kiedy pierwszy raz tam poszedłem nie wiedziałem w ogóle o co chodzi. Co to było? Nie pamiętam w tej chwili. Jakaś sztuka, ale ona na mnie zadziałała podskórnie i myślę, że ten Gombrowicz może zadziałać tak właśnie podskórnie.

Miałem wczoraj dwa spotkania z młodzieżą gimnazjalną, której opowiadałem o tym spektaklu w kontekście teatru w ogóle, pojmowania sztuki teatru i oni są bardzo zaciekawieni, więc zapraszamy wszystkich.

Czy planują Państwo obejrzenie reszty spektakli czy inne zobowiązania nie pozwalają na to?

J. J.: Ja nawet w czasie prób krążę cały czas na trasie Warszawa – Siedlce, Siedlce – Warszawa. Znam już każdy zakręt i każdy znak drogowy, więc najprawdopodobniej nie będę miała takiej okazji. Jeżeli tak się akurat zdarzy, że będę mogła, to ja do teatru zawsze chętnie.

W. O.: To samo dotyczy mnie. Jestem bardzo zajęty, ale udało mi się zobaczyć tutaj niedawno spektakl „Giganci piosenki”. Jest to CKiS-owska produkcja w reżyserii Waldemara Koperkiewicza. Byłem bardzo kontent, także mam nadzieję, że też jeszcze uda mi się coś zobaczyć.

B. M.: Niektóre z tych spektakli widziałem, gdyż są one grane regularnie w Warszawie. Uważam, że idea takiego festiwalu jest bardzo słuszna, bo komercja nie musi wcale oznaczać czegoś drugorzędnego i ten festiwal jest tego dowodem.

 / Fot. Z archiwum autorki wywiaduCzym jest dla Państwa bezpośredni kontakt z widzem?

J. J.: Dla mnie nowością. Może nie tyle sam bezpośredni kontakt z widzem, ale absolutnie pierwsza styczność z profesjonalnym teatrem. Czymś, czego jeszcze na chwilę obecną się trochę boję, ale też już nie mogę się doczekać.

W. O.: Jeżeli chodzi o mnie, ja po prostu uwielbiam kontakt z widzem, jakikolwiek on jest, czy przez rampę, czy z czwartą ścianą, czy bez czwartej ściany. Jestem jeszcze po ostatnich doświadczeniach z tekstami Schaeffera i z jego obecnością na scenie. Cała Era Schaeffera polega na bezpośredniej rozmowie z widzem, ta rozmowa jest tam niezbędna. Dlatego mnie to stymuluje, ja to uwielbiam. Mnie jest potrzebny taki kontakt, a jeżeli go nie mam poprzez scenę, a bardzo go potrzebuję to idę do supermarketu i robię miny, żeby mnie ktoś zaczepił „Ooo, pan Roman” i rozmawiam sobie z widzami. To był żart, ale rzeczywiście często zdarzają mi się takie rozmowy z widzami serialu, w którym gram.

B. M.: Teatr bez widza nie istnieje. Trudno! Widz jest najważniejszy.

Czy jest to Państwa pierwsza wizyta w Siedlcach? Czego się Państwo spodziewają po tutejszej publiczności?

J. J.: Ja w Siedlcach mam nawet jakąś daleką rodzinę i raz na jakiś czas ją odwiedzam. Byłam w Siedlcach parę razy. Ale bez porównania z tym ile teraz czasu tutaj spędzam. Czego się spodziewam po publiczności? Ciepłego przyjęcia.

W. O.: To jest coś niesamowitego. Ja tutaj tak zapalczywie zgodziłem się na tę pracę, mimo trudności z nią związanych, bo widziałem dwa razy „Moralność Pani Dulskiej” i pamiętam reakcję widzów. To jest wymarzona publiczność dla aktora, taka którą należy przytulić, życzliwa, nieoceniająca, nie tzw. „żabie oko”, które czyha na jakieś wpadki, tylko po prostu najnormalniej w świecie przyszła do teatru.

B. M.: To jest moje drugie podejście do siedleckiej publiczności, właśnie przez wspomnianą „Moralność pani Dulskiej”. Ta publiczność jest fantastyczna. Zaraz po premierze „Moralności pani Dulskiej”, kiedy zaczęliśmy grać nie tylko wieczorami, ale również spektakle dla szkół i młodzieży miałem lekkie obawy... Tutejsi widzowie sprawili mi jednak cudowną niespodziankę.

To już na zakończenie tego tematu. Jakby Państwo zachęcili słuchaczy tego wywiadu do obejrzenia spektaklu?

W. O.: Proszę Państwa! Robię na scenie wszystko, przebieram się wielokrotnie. Robimy spektakl profesjonalny, spektakl o CZYMŚ. O czymś bardzo ważnym, z głębią, z charakterem, wyrafinowany, z użyciem wszystkich możliwości technicznych tego teatru, a są one ogromne. Więc barwy, rytmy, melodyjność tego spektaklu
na pewno wszystkim się spodoba.

J.J.: To mój debiut: może być ciekawie.
To chyba najskuteczniejsza zachęta z mojego punktu widzenia.

B. M.: Robimy to dla Was. Bądźcie z Nami.

Pani Joanno, zaangażowała się Pani w akcję „Pomoc mierzona kilometrami”. Czy zamierzony cel został osiągnięty?

Nie, ze względu na to, że chciałam dużo więcej kilometrów wybiegać, wyjeździć. Jak się jednak okazało „Pomoc mierzona kilometrami” w moim przypadku oznaczała kilometry spędzone w samochodzie, a te się nie liczą. Przez to, że musiałam jeździć w bardzo wiele miejsc Polski, miałam mniej czasu na treningi i na nabijanie kilometrów do samej akcji niż w poprzednich sezonach. Ale nic nie szkodzi, ze względu na to, że dostaję mnóstwo maili, mnóstwo wiadomości na facebook’u od znajomych, od zupełnie obcych, którzy przyłączyli się do akcji i w ogóle zaczęli coś ze sobą robić, więc misja została spełniona. Natomiast kilometrów nabiłam absolutnie za mało.

Pani Joanno, Panie Waldemarze grają Państwo w serialu „Na Wspólnej”. Czy mogą Państwo zdradzić fanom serialu, co czeka bohaterów, których Państwo odgrywają?

J.J.: Ho, ho, ho. Mamy spore wyprzedzenie jeżeli chodzi o odegrane odcinki i mogę powiedzieć tyle, że niedługo zaczniemy „grać maj” przyszłego roku. Ponieważ moje wątki zaczęły się już dawno, wydawało mi się, że za chwilę ta moja postać będzie miała już mniejszą rolę. Okazuje się, że nie, że tam cały czas będą różne zawirowania. Trudno mi zdradzić wątek, ponieważ nie śledzę na bieżąco aktualnych odcinków pokazywanych w telewizji i nie wiem, w którym jesteśmy momencie. Ale na pewno będzie się bardzo dużo działo.

W. O.: Ale zawsze razem. Zawsze razem z Asią, która jest mi potrzebna. Asia jest po prostu najserdeczniejszym słoneczkiem moim.

Ale jeżeli chodzi o Romana, to Roman dostanie spadek. I jak to w jego życiu bywa, spadek okaże się koszmarem. To jak sen aktora o spektaklu bez próby wznowieniowej.

Panie Bartku, gra Pan w serialu „Ranczo”. Wiem, że w wakacje była nagrywana nowa seria, która pojawi się na ekranach bodajże na wiosnę. Czy fani będą mogli nadal oglądać Pana w tym serialu i jeśli tak, to co czeka Pana bohatera?

B. M.: Nie, moja przygoda z „Ranczem” już się zakończyła. W związku z czym mojego bohatera nie czeka nic.

W. O.: Nieprawda. Jeśli mogę się włączyć, to często tak bywa w serialach, że na jakiś czas bohater znika, żeby powrócić ze zdwojoną siłą. Z jakimś argumentem emocjonalnym albo z jakąś przygodą. Więc nie wierzcie Bartkowi. On na pewno coś szykuje.

J. J.: Też myślę, że nie powiedział ostatniego słowa.

Jak lubią Państwo spędzać czas poza pracą? Jakie mają Państwo pasje?

J. J.: Ja się śmieję, bo tutaj wszyscy łapią się za głowy, bo ja nawet tutaj w Siedlcach wstaję o 6, idę na siłownię - odkryłam bardzo fajną siłownię z fantastycznym trenerem - biegam, jeżdżę na rowerze. Nie przypadkowo jestem zaangażowana w akcję „Pomoc mierzona kilometrami”, bo rzeczywiście sport jest moją pasją życiową i jak tylko mam czas, to staram się spędzać go właśnie w ten sposób.

W. O.: Ja może wreszcie przeczytam parę zaległych książek, doczytam te, które leżą grzbietami do góry przeczytane w połowie, może rzeczywiście zajmę się swoim ciałem bardziej metodycznie, czyli basen lub bieganie. Niedawno skończyłem bardzo wyczerpujące treningi do wielkiego meczu charytatywnego TVN-u, włącznie z samym meczem i obiecałem sobie, że w tym roku nie dam się postawić przed treningami tak na goło, tzn. muszę się roztrenować, żeby potem nie biegać za nimi 4-5 metrów i wołać „Zaczekajcie, błagam!!!”

B. M.: Od grudnia reklamuję Waldkowi jazdę na snowboardzie i czuję, że mięknie.

W. O.: Taak, będziemy jeździć na snowboardzie, najpierw na górce za domem, wygonimy wszystkie dzieci, żeby nie zrobić im krzywdy. Jak Pani widzi jest u Nas wesoło. Stworzyliśmy cudowną ekipę więc przedstawienie musi być fantastyczne.

Dziękuję za rozmowę i zapraszamy na spektakl.

(Rozmawiała: Alicja Szoplik)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.