Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

35609 miejsce

Ja tylko szukam zasypanych ścieżek

W swoich spektaklach Natalia Korczakowska, studentka IV roku reżyserii na Akademii Teatralnej w Warszawie, używa unikalnego języka w dialogu z widzem. Wiadomości24.pl zapytały ją o źródło inspiracji.

Czym dla Pani jest teatr?
- Teatr, podobnie jak zabawa, jest narzędziem do poznawania świata i powinien nieść radość ludziom.

Świat nie został już poznany?
- Nie. Człowiek coraz bardziej go komplikuje, mnoży problemy. Sztuka powinna nadążać za nimi.

Natalia Korczakowska, studentka IV roku reżyserii na Akademii Teatralnej w Warszawie, reżyser spektakli: "Smycz", "Śmierć Człowieka-WIewiórki". / Fot. Tomasz SierpińskiJakimi narzędziami należy poznawać świat? Skłania się Pani do naturalizmu czy symbolizmu?
- Jestem na etapie sprawdzania narzędzi już istniejących i szukania nowych. Dlatego mój teatr jest tak gęsty i krytyczny wobec siebie samego. Jest oczywiste, że teatr zależy od momentu, w którym wybrzmiewa. Zależny od otaczającej go rzeczywistości, która się zmienia i inne powinny być też narzędzia. Nie wszystkie wytrzymują próbę czasu. Naturalizm powstał wobec świata, gdzie nie poddaje się w wątpliwość tego, co realne, gdzie pytanie: „Czy stół jest?” - zadaje się przede wszystkim na lekcjach filozofii. Nowe pokolenie na to pytanie odpowie: „Gdzie? W kuchni czy w SecondLife (gra internetowa, wirtualny świat – przyp. red.)?” Ludzie myślą coraz szybciej. Na co dzień poruszają się w wymiarach, które jeszcze niedawno zarezerwowane były dla studentów matematyki. Proponowanie im obrazu świata, opartego na uproszczonej, psychologicznej narracji jest obraźliwe dla nich i dla teatru.

Gdzie Pani szuka inspiracji?
- Wszędzie (uśmiech - przyp. red.) Za Dostojewskim powiedziałabym, że interesuje mnie studiowanie człowieka. To jest podstawowa ciekawość w sztuce - niezależna od czasu - ona uruchamia wszystko. Ważne jest spotkanie z aktorem. Spędzamy razem tygodnie, czasem nawet i miesiące, we wspólnej sprawie. Staram się poznać ludzi, z którymi pracuję. Czerpać z ich doświadczenia, tworzyć dla nich miejsce - świat, który będzie oparciem. „Stworzyć miejsce” nie znaczy „ustąpić”. Myślę, że aktor powinien przede wszystkim mieć pewność, że nie jest „wrzucony” w fałszywą sytuacje. Wtedy jest skupiony na sprawie. Po prostu nie robię nic przeciwko ludziom, z którymi pracuję.

Czy teatr jest jak cyrk? Aktor na scenie tak jak cyrkowiec na arenie, ma pokazać swoje umiejętności?
- Tak, to jest istotne. Artysta cyrkowy musi być kompetentny, w przeciwnym razie spadnie z trapezu albo zje go lew. Nie cierpię bylejakości i fałszywych sytuacji, które przeważnie są konsekwencją braku kompetencji. Wynikają z nieświadomości tego, po co się w teatrze jest, a ściślej, z braku potrzeby zdobywania tej świadomości. Fałsz w teatrze tak jak okrucieństwo jest przeważnie skutkiem bezmyślności i oderwania od rzeczywistości. Na scenie tak jak wszędzie istnieje pewien rodzaj norm – niepisanych praw, sztywnych granic, które od lat nie są poddawane w wątpliwość. Na przykład, taka granica dzieli scenę rozrywkową i dramatyczną. To samo przedstawienie pokazane na scenie dramatycznej automatycznie staje się wysoką sztuką. Dla mnie to nie jest żaden punkt wyjścia. W cyrku czy w teatrze rewiowym, artysta będąc na straconej pozycji człowieka wykluczonego, codziennie od nowa musi walczyć o uznanie, o świadomość sensu swojego zawodu. O to, by ten zawód rzeczywiście do czegoś służył, poza poprawianiem lub psuciem nastroju widowni. To często daje mu wymiar tragiczny, który tak fascynował np. Bergmana, Brechta. Ten świat, świat cyrku, jest bardzo popękany, ale przez to inspirujący.

Współcześni młodzi reżyserzy, w tym również i Pani, składają scenariusze z fragmentów tekstów. Czy ma Pani odwagę zmierzyć się z całym tekstem takim, jakim on jest?
- Rzeczywiście jest to rodzaj odwagi. Trzeba mieć podstawy, żeby zaufać autorowi. Zaufanie nie może przychodzić odruchowo, ponieważ później płaci się za to. Mam dużo pokory wobec dobrej literatury. I na razie dość przytomności, żeby odróżnić dobrą literaturę od złej. Często jest tak, że tekst niesie z sobą możliwość dotknięcia sprawy żywej, ale sam nie jest w stanie jej udźwignąć. Wówczas potrzebne jest rusztowanie.

Afisz Teatru Jeleniogórskiego / Fot. Tomasz SIerpińskiJak wyglądała praca nad „Śmiercią Człowieka-Wiewiórki"?
- Dużo rozmawialiśmy o teatrze. Żeby zbliżyć się do problemu rewolucji, chcieliśmy spróbować rewolucji na własnym terenie (w teatrze - przyp. red.), zobaczyć czym jest sprzeciw w dostępnej nam skali i w kwestiach ważnych dla nas osobiście. W teatrze wiele spraw wymaga reformy. To było olśnienie. Przede wszystkim należy na nowo postawić problem etyki. Obowiązująca zasada, że sztuka usprawiedliwia wszystko, niepokojąco przypomina retorykę terroryzmu.

Czy spektakl „na temat”, z wykorzystaniem nieznanego tekstu, nie jest ryzykownym przedsięwzięciem?
- Wiele osób mnie o to pyta. Ich zdaniem powinnam zinterpretować jakiś dobrze znany tekst klasyczny, wówczas moja praca byłaby bardziej widoczna... W Jeleniej Górze są widzowie, którzy chodzą na „Wiewiórkę” po kilka razy. Mówią, że ich obecność w teatrze znów ma znaczenie. Nie narzuca się im też, a daje prawo do szukania odpowiedzi. Cieszę się, że są tacy ludzie. To jest wielki zwrot – widownia nie chce już przychodzić na gotowe, lecz szukać, razem z aktorami, odpowiedzi na postawiony problem. Jeżeli spojrzymy szeroko na tradycję teatralną, stanie się jasne, że nie ma w tym nic, czego nie było kiedyś, przed Stanisławskim. W antycznej Grecji widz dostawał określone narzędzia, coś jak plansze do gry... Ja tylko szukam zasypanych ścieżek.

Czy widz jest gotowy na taki teatr?
- Widzowie podobnie jak my kształcą się, rozwijają. Nie dlatego, że muszą. Są ludzie, którzy po prostu lubią teatr. Odnajdują radość w szukaniu nowych kodów i szybko uczą się je łamać. Ktoś, kto obejrzał dwa czy trzy moje przedstawienia lub jedno kilkakrotnie, nie ma problemu z poruszaniem się po tym świecie.

A jaka będzie „Elektra”, nad którą Pani pracuje?
- Hm… Będzie prostsza. To będzie prosta historia. Mam nadzieję, że Eurypides mnie nie zawiedzie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Małe uzupełnienie - "Elektra" to kolejny spektakl, jaki Natalia Korczakowska reżyseruje w Teatrze Jeleniogórskim.

Marto, moje pytanie dotyczyło "wariacji" na temat współczesnego tekstu, jakim jest „Śmierć Człowieka-Wiewiórki” Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawa i dojrzała osobowość :-) Bardzo podobał mi się wywiad (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+
lubie ludzi, ktorzy szukają:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Ciekawy wywiad. Swoją drogą to fakt, że dawne teksty mogą dotykać istotnych problemów ale w sposób nieprzekładalny na dzisiejsze realia. I wtedy lepiej dotrzeć do ludzi, tak jak te teksty docierały do sobie współczesnych, czyli uzyskać efekt zaplanowany przez autora niż pokazać ten sam materiał jako skamienielinę.
Swoją drogą skoro dla Natalii Korczakowskiej jest oczywiste, że widzowie się rozwijają, to można jej wróżyć spore sukcesy, bo to znaczy, że nigdy nie uzna, że "widz wszystko łyknie" :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawa dziewczyna. Ciekawy wywiad

Komentarz został ukrytyrozwiń

interesujący wywiad +

Komentarz został ukrytyrozwiń

plus(+)
no a jeśli nie radość to przynajmniej refleksje.
:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.