Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2322 miejsce

Jacek Komuda "Samozwaniec". Powieść historyczna bez sienkiewiczowskiej ckliwości

Cztery tomy "Samozwańca" Jacka Komudy to hołd złożony odwadze i szlacheckiej fantazji. Z drugiej strony przestroga i obraz skutków braku pokory i wyniosłości. Dzieło można polecić nie tylko miłośnikom historii. To bardzo dobrze napisana, trzymająca w napięciu powieść.

 / Fot. Materiały prasoweJest rok 1604. Jacek Dydyński, stolnikowic sanocki i husarz wraca do domu, by pożegnać dogorywającego ojca. Pędzi, by wyprzedzić przyrodniego brata Przecława i ochronić lub wywalczyć szablą należną mu część ojcowizny. Ślepy los sprawia, że Dydyński ratuje przypadkiem mężczyznę, podającego się za cudownie ocalałego Dymitra Iwanowicza, syna Iwana IV Groźnego, zwanego przez polską szlachtę Tchórzliwym. Powyższy fakt nie wpłynąłby może na życie Dydyńskiego, gdyby nie ojcowski testament i podstęp brata. Jacek wyrusza do Moskwy, by rozwikłać rodzinną tajemnicę. Chcąc nie chcąc, wykorzystuje szansę, jaką daje mu rozpoczynająca się właśnie pierwsza Dymitriada. Dydyński wrzucony w wir historii staje u boku pretendenta do tronu carskiego, by służyć mu wiernie i torować jego drogę do Moskwy.

Czterotomowy "Samozwaniec" Jacka Komudy wchodzi w skład ciągle powstającego cyklu "Orły na Kremlu". Jego pierwszy tom ukazał się w 2009 r., a czwarty we wrześniu bieżącego roku. Autor zapowiada kolejne części: "Moskiewską ladacznicę" i "Cara z żelaza". Dzieło Komudy jest monumentalne i jak twierdzi sam pisarz, powstało, podobnie jak powieści Sienkiewicza, ku pokrzepieniu serc. W przeciwieństwie do Sienkiewicza twórca "Samozwańca" wychodzi z założenia, że realizm i wierne oddanie prawdziwej historii jest najlepszym narzędziem, by pokazać, że dzieje Polski to nie tylko Katyń.

 / Fot. Materiały prasoweJacek Komuda w swoim cyklu nie jest ckliwym piewcą polskiego oręża i apologetą cnót rycerskich. Pokazuje XVII-wieczną szlachtę taką, jaką była. Widzimy zatem wyniosłych panów o twardych karkach, którzy nie zegną ich nawet z mieczem nad głową. Przeświadczonych o swej wyjątkowej pozycji i urodzeniu. Ceniących ponad wszystko wolność i za nią ginących. Mających za nic wszystkich, którzy szlachcicami się nie urodzili. Lubiących wypić, a gdy nadarza się okazja, złupić pokonanych, czy posiąść ich żony. Jedną z najważniejszych cech polskiego szlachcica sławi sam Dymitr, tuż po ożenku z córką wojewody sandomierskiego. Zwracając się do panów Niemojewskiego i Stadnickiego, rozczula się, że jego moskiewscy poddani będą bić czołem, a za pazuchą trzymać kamień, tymczasem Polak będzie szczery i powie, gdy coś mu się nie spodoba, choćby miał dobyć szabli. Cechą, która wybija go ponad moskali, są wierność i honor. Jacek Dydyński jest zresztą tego najlepszym przykładem.

Autor cyklu "Orły na Kremlu" dba o szczegóły. Skrupulatnie opisuje realia czasów i miejsc. Uwydatnia różnice między Rzeczpospolitą i Wielkim Księstwem Moskiewskim (Polakom nie przechodziło przez gardło słowo carstwo w odniesieniu do tej ziemi). Znaczy linię podziału tam, gdzie kończyły się mapy i zaczynało nieznane. Polska i Moskwa są jak ogień i woda. Poddanego polskiego króla i rosyjskiego cara nie łączy żadna mentalna nić porozumienia, a dzieli prawie wszystko. Gdy Dydyński próbuje wytłumaczyć Borysowi Oboleńskiemu, którego uratował wcześniej przed katowskim mieczem, czym jest wolność, ten pyta, w jaki sposób może ją zmierzyć. Borys popada prawie w obłęd, gdy nieco później uświadamia sobie, że nie łączą go już z nikim więzy posłuszeństwa. Oskarża Jacka, że ten zniszczył jego świat.

 / Fot. Materiały prasoweCztery tomy "Samozwańca" to hołd złożony odwadze i szlacheckiej fantazji. Z drugiej strony przestroga i obraz skutków braku pokory i wyniosłości. Wiemy z historii, jak skończyła się pierwsza Dymitriada. Śmierć Dymitra Samozwańca, jak i pięciuset Polaków, którzy przyjechali na jego ślub z Maryną Mniszchówną, czwartą córką wojewody sandomierskiego, Jerzego Mniszcha, była efektem nie tylko błędów popełnionych przez świeżo koronowanego cara. Polska szlachta, mająca za nic moskiewski lud i prawosławnych duchownych. Kpiąca z nich, zaprzęgająca do wozów popów, nie spotkała się z sympatią i szacunkiem.

 / Fot. Materiały prasowePo części z winy Sienkiewicza, którego dzieła nie tylko mnie przerażały, ale i nudziły, a momentami zniesmaczały wyidealizowanym obrazem polskiego rycerstwa, unikałem lektury powieści osadzonych w realiach I Rzeczpospolitej. Dzięki Jackowi Komudzie przełamałem się i prawie z wypiekami na twarzy zostawiałem za sobą kolejne tomy "Samozwańca". Cykl czyta się wartko, autor działa na wyobraźnię wiernymi opisami ówczesnych realiów. Jacek Dydyński jest bohaterem z krwi i kości, wzbudzającym zachwyt swoimi czynami, ale i irytującym przywarami. Nieco gorzej wypadają inne postacie. Czasem można odnieść wrażenie, że polscy panowie są zbyt do siebie podobni. Zresztą analogiczne uczucia rodzą portrety carskich bojarów czy kniaziów, nie wspominając o pospólstwie.

Dzieło Komudy można polecić nie tylko miłośnikom historii. To bardzo dobrze napisana powieść, do końca trzymająca w napięciu. Nie przeszkadza nawet fakt, że znający dzieje Dymitriad wiedzą, jak skończy się pierwsza wyprawa na moskiewski Kreml. Z niecierpliwością czekam na kolejne tomy, a wcześniej na pewno sięgnę po "Bohuna" czy "Zborowskiego" tegoż samego autora.

Jacek Komuda,
"Samozwaniec" t. 1-4,
Wydawnictwo Fabryka Słów,
Lublin, 2009 - 2013.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Jest możliwość patrzenia na Sienkiewicza bez pomnika, czyli nie na pomniku, jak Rafale, zauważasz, a wówczas odkryć można to, co jest ciekawe, a co poza pomnikowa skrywa.
Nade wszystko odkrywa się niepospolity humor. Ironia funkcjonuje po mistrzowsku.
Kiedyś sięgało się po Sienkiewicza, zanim pojawił się jako lektura szkolna. I to własne czytanie zapewniało za sprawą sugestywnej narracji przeniesienie w inny świat.
Być może brutalizacja, jaką daje Komuda, jest odpowiedzią na zapotrzebowanie estetyczne współczesnego człowieka, ale nie zgadzam się z tym pisarzem, gdy twierdzi, że tylko taki sposób jest prawdziwym obrazem. To też jest wizja, wizja Komudy. Dokonuje rekonstrukcji przeszłości na swój sposób.
Dziękuję za objaśnienia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Właśnie skończyłam "Bohuna", gdzie autor na tle (ost)westernowych przygód, galopad i romansowego ozdobnika w stylu Dumasa, z zastosowaniem współczesnego stylu opisów erotycznych, przeprowadza wywód o zdradzie Jana Kazimierza, który dążąc do władzy absolutnej uknuł diabelski spisek mający na celu wygubienie/wycięcie/wymordowanie szlacheckich/szlachetnych/sobiepańsakich wojsk koronnych.
Styl tego pisarstwa to mieszanina Sienkiewicza, Dumasa i...Maya; oraz epatowanie scenami niebywałego okrucieństwa, godnymi horrorów filmowych, które ogląda się ...z zamkniętymi oczami.
Więcej po Komudę nie sięgnę, bo mimo ciekawości historii, ten rodzaj narracji obudowanej w "nadmierną beletrystykę" zupełnie mi nie odpowiada.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, to prawda, że psychologia postaci nie jest mocną stroną Komudy. Wylatują jak z maszynki w chińskiej fabryce :-) Oczywiście są wyjątki. Jest nim Jacek Dydyński, jest nim też Dymitr. Mistrzowskie jest za to osadzenie postaci w epoce. Świetnie zarysowany kontekst kulturowy i historyczny. Autor bawi się stereotypem, wykorzystuje go w zabawny sposób. Przykładem są jezuici zaprezentowani przez pryzmat chyba wszystkich stereotypów, jakie przylgnęły do tego zakonu.

Powtórzę jednak, że rozumiem "bunt", dlatego że Sienkiewiczem mnie w szkole okładano. To z kolei wpłynęło walnie na odbiór lektury. Przyznaję, że może nie być to wina samego autora, ale stawiając jego spiżowy pomnik, oczekując bym składał mu hołdy osiągnięto skutek odwrotny do zamierzonego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To fakt, że w którymś momencie zaczęto nagminnie stosować okulary Gombrowiczowskie podczas omawiania twórczości Sienkiewicza. Wielu obecnie zna formułkę Gombrowicza i szufladkuje według niej Sienkiewicza, który nie jest tak jednoznaczny, skoro powstają diametralnie różne interpretacje.
Fakt, że na potrzeby szkoły upraszcza się je -i moim zdaniem do tego uproszczonego spojrzenia na Sienkiewicza odnosi się Komuda, budując portret antyepigona. Pewnie, że styl, literacki artyzm języka stawia Sienkiewicza na pewnym piedestale, ale nie jest to polszczyzna tak trudna, że aż niezrozumiała, jak się przyjęło już sądzić w szkole, co ma być argumentem za wyeliminowaniem Sienkiewicza.
Kiedy, Rafale, napisałeś, że powieści Sienkiewicza przerażają, pomyślałam o częstych tezach, że tyle w nich okrucieństwa, przemocy, że nie nadaje się dla młodzieży, a tym bardziej dzieci.(Miałam wykładowcę psychologii, który wyznał, że zabronił lektury Sienkiewicza swoim dzieciom z uwagi na ten aspekt). Tak sobie myślę, że przeczy to wizji Sienkiewicza -opwiadacza lukrowanej historii, jak głosi Komuda. No i byłabym ciekawa, czy ów wykładowca zapatrywał by się na Komudę, gdzie jednak styl nie osiąga artystycznej form.
Wyglądałoby na to, że jedynym atutem Komudy jest wyprostowanie wizji Sienkiewicza. Komuda akcentuje, że on pisze ku przestrodze, a nie ku pokrzepieniu. Jakby Sienkiewicz nie przestrzegał...
Uważam, że wielką szkodę czyni, utrwalając stereotyp. Prawdopodobnie w swoim interesie.
Świetnie jednak, że potrafi zainteresować pasjonującą epoką siedemnastego wieku tych, którzy nie trafili tam za sprawą Sienkiewicza.
Nie wiem, czy trafnie odczytuję znaczenie zarzutu pomnikowości. Jeśli chodzi w nim nie o styl i idee, ale o postaci, to przychylam się do uwagi Marty. Mamy zróżnicowanie bohaterów u Sienkiewicza, przy czym są to postaci zindywidualizowane, w przeciwieństwie do Komudy, którego kreacje oceniasz negatywnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rafale, piszesz:
"W toku tego rozważania zaczynam się jednak zastanawiać na ile to "wina" samego Sienkiewicza, a na ile jego nadgorliwych interpretatorów."
Ja też bym na nich postawiła. Trylogię poznawałam na szczęście bez udziału "osób trzecich" i jej bohaterów zapamiętałam jako żywych, pełnokrwistych ludzi, którym daleko do ideału. A już pomnikowy Zagłoba, Rzędzian, Roch Kowalski? Słuchać hadko;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kwestia stawiania się przez Komudę na przeciwległym biegunie jest rzeczywiście interesująca. Czy to strategia? Być może, choć naiwnie wierzę pisarzowi, że na fali zniechęcenia Sienkiewiczem postanowił uprawiać prozę historyczną na nieco odmiennych zasadach. Niewykluczone, że moja osobista niechęć do książek autora trylogii ma związek z wpajanym podskórnie w toku edukacji poczuciu, że wizja Sienkiewicza była wizją historyczną. To swoisty paradoks, bo jednocześnie z lekcji pamiętam krytyczne analizy trylogii w odniesieniu do faktów historycznych i sposobu ich przedstawiania. Co przerażało w prozie Sienkiewicza? Jej "pomnikowość". W toku tego rozważania zaczynam się jednak zastanawiać na ile to "wina" samego Sienkiewicza, a na ile jego nadgorliwych interpretatorów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie, nie ma mowy o narażeniu się. Przyjmuję odmienne zapatrywania ze zrozumieniem, a już do w pewnym stopniu negatywnej oceny twórczości Sienkiewicza zdołałam się przyzwyczaić - jest powszechniejsza niż zjawisko odwrotne.
Ciekawi mnie właśnie swoisty paradoks, że tak silnie przeniknięte Sienkiewiczem powieści Komudywidzi się na przeciwnym krańcu, bo z kolei w moim przypadku było tak, że to jego cykl z wojen VII wieku zwrócił mnie ku wszelkim powieściom historycznym o tej epoce, w tym ku zapomnianym powieściom Kraszewskiego, Jeża, Kaczkowskiego. Na Komudę nie zwróciłabym większej uwagi, gdyby nie zapożyczenia Sienkiewiczowskie.
Jest to swoistą zagadką, czy stosunek Komudy do Sienkiewicza jest strategią marketingową czy wyrazem rzeczywistej antypatii współczesnego pisarza, któremu poprzednik zatarasował drogę do sukcesu (Komuda skarżył się, że początkowo miał problemy wydawnicze).
Recenzja potwierdza taką możliwość, że czyta się Komudę opozycyjnie względem Sienkiewicza i że to jest atut. Ciekawa kwestia.

A tak na marginesie - co przeraża u Sienkiewicza?

Jeśli chodzi o Gombrowicza, to na niej zaważyła fascynacja. Istotnie atak zmierzający do pokonania wpływu tej fascynacji na wielu odniosła skutek.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przeciwstawienie to w moim przypadku zrodziło się wyłącznie z faktu, że pośrednio literatura Sienkiewicza przyczyniła się do stronienia od powieści osadzonych w analogicznych realiach. Wiem, że się narażę, ale podzielam ocenę Gombrowicza :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo interesująca recenzja, zwłaszcza w kwestii zestawienia z Sienkiewiczem, któremu Komuda zdaje się więcej zawdzięczać niż sam się przyznaje, ostro przeciwstawiając się kreacjom poprzednika na polu powieści historycznej. Zastanawiająca skądinąd zależność. Interesujące, że zdarzają się czytelnicy, którzy tym tropem przeciwstawienia podąźają.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.