Facebook Google+ Twitter

Jacek Wakar: Moralitet o wielkim bankructwie. Impresje obok Rotha

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2010-06-08 15:11

Licząca kilkadziesiąt pozycji literacka spuścizna Philipa Rotha - być może największego dziś amerykańskiego prozaika - wymyka się łatwym klasyfikacjom, uwodzi, a potem opiera niewprawnemu czytelnikowi. Roth jest autorem, którego nie interesują półśrodki. Idzie na całość, żądając rozległych, czasem przeciwstawnych interpretacji. Pozostaje zagadką.

Dlatego ktoś, kto nie rości sobie praw do uprawiania literackiej krytyki, a czytanie - także Rotha - traktuje przede wszystkim jak przygodę - skazany jest na snucie domysłów, formułowanie pytań, wertowanie raz po raz tego imponującego dorobku. Na impresje, tylko impresje, przeczucia, niezobowiązujące myśli. Tylko tyle.

Roth powraca w najbardziej nieoczekiwanych momentach. Dzięki Czytelnikowi, wcześniej wydawnictwu Zysk i S-ka, autor, którego książki w latach 80. kupowało się na specjalnych targach, wielokrotnie przepłacając, obecny jest na polskim rynku niemal bez przerwy. Następujące po sobie pozycje przechodzą prawie bez echa, tak jak należytego rezonansu nie zyskują kolejne dzieła Nabokova czy Pynchona. Emocje lokują się gdzie indziej, niekoniecznie właściwie. Twórczość Rotha stała się nieodłącznym elementem pejzażu rodzimych księgarń i salonów. Zajrzałem do dwóch warszawskich Empik-ów. Trzech Rothów - „Przeciwżycie”, „Konające zwierzę”, „Everyman” - wciśniętych gdzieś w dolne rzędy regału nr 43.

W Trafficu lepiej - jeszcze „Dziedzictwo”, bodaj dwa tomy cyklu o Zuckermanie. Roth jest, a jakby go nie było. Nie budzi szczególnych napięć, tak jak temperatury nie podnosi zazwyczaj twórczość żyjących klasyków. Niemal 80-letni twórca z nawiązką przecież zapracował sobie na to miano. Etatowy kandydat do Nagrody Nobla, jedyny żyjący autor amerykański wydawany w najbardziej prestiżowej Library of America. Czego trzeba więcej, by z miejsca zbudować artyście pomnik?

Tyle że spiżowy wizerunek Rotha odbierać trzeba jako jeszcze jedną pułapkę, zasłonę dymną, okrywającą tę pełną niespodzianek twórczość. Zacznijmy od sprawy najprostszej - Roth zapewne Nobla nigdy nie otrzyma. Podobnie jak trudno wróżyć go obok niego wymienianym w gronie stałych faworytów Milanowi Kunderze albo Mario Vargasowi Llosie. Powód wydaje się prozaiczny - wyróżnienie dla Orhana Pamuka wyczerpało najprawdopodobniej na najbliższe lata limit laurów dla reprezentantów sztuki powieści. Poza tym Akademia niechętnie honoruje twórców już uznanych. Woli na własną, zwykle poronioną, modłę kreować trendy. Zostało przecież jeszcze wielu poetów z Burkina Faso…

W dodatku Roth, który za wywiad żąda, jak głosi fama, pięć tysięcy dolarów, i nie ukrywa swej również majątkowej pozycji, pozostaje pisarzem niewygodnym. Nie po drodze mu z dawną i obecną Ameryką i dlatego ma dla niej zwykle cierpkie słowa szyderstwa. Nie w smak mu umizgi współczesnych intelektualistów, swe racje roztrząsających na wygodnych kanapach, a gdy to nie wystarcza - w płomiennych manifestach. Roth - to jego znak szczególny od najwcześniejszych książek - jak każdy nietuzinkowy twórca niezbyt dobrze czuje się w stadzie. Z ostentacją obnosi własne traumy i kompleks wyższości. Wcale nie chce, by go lubiano. No bo po diabła mu to?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.