Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

85646 miejsce

Jack Strong, jakiego nie znacie. Recenzja

Żyjemy w kraju, w którym za bohatera można uznawać Mariana Zacharskiego, polskiego agenta działającego na terenie USA, jak i Ryszarda Kuklińskiego, informatora CIA w Polsce. Dziś premiera "Jacka Stronga" Władysława Pasikowskiego.

http://jackstrongfilm.com/, Vue Movie Distribution / Fot. dystrybutor

„Jack Strong” opowiada o epizodzie z czasów zimnej wojny, o którym stało się głośno dopiero po upadku Bloku Wschodniego – o perspektywie III Wojny Światowej. Dopiero w pierwszych latach XXI wieku nasze gazety zaczęły pisać o tym, że na terenie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej znajdowały się głowice atomowe, również dopiero w 2008 roku powstał film dokumentalny o Ryszardzie Kuklińskim. Wojna atomowa w czasach PRL wydawała się raczej niedorzeczna, a ludzie przejmowali się nią zapewne nie bardziej niż kolejkami do pustych sklepów, czy popieraniem kolejnego związku zawodowego w kraju związków zawodowych. Z resztą absurd lęku przed apokalipsą trafnie ujął francuski filozof i socjolog – Baudrillard – twierdzący, że świat nigdy nie był bezpieczniejszy od wojen niż teraz, bo skoro każda ze stron jest w stanie zniszczyć drugą (razem z całym globem), to ta równowaga sił sprawi, że nigdy nie dojdzie między nimi do otwartej wojny, więc można spać spokojnie.

W oparciu o nowe materiały operacyjne, a także szczegóły związane z historią samego Ryszarda Kuklińskiego, można jednak skonstatować, że czarno-komediowa sytuacja rodem z filmu "Doktor Strangelove", czy z popularnych w latach 70. filmów post-apokaliptycznych mogła dla generałów sztabowych wcale nie być taka zabawna.

O tym, że kilku wysokich oficerów faktycznie zastanawiało się "co by było, gdyby", opowiada właśnie "Jack Strong".

Pasikowski mógłby kolejny raz nakręcić film gadany o charakterach jednostek, jak teatry telewizji z Zamachowskim "Kryptonim Gracz", czy Ferencym (film o ucieczce premiera Mikołajczyka "O prawo głosu"). Powstawały też u nas przecież dokumenty o szpiegach i agentach, jak "Szpieg" Bogdana Rymanowskiego o Marianie Zacharskim, czy "Gry wojenne" Dariusza Jabłońskiego o Kuklińskim właśnie.

Wskazany dokument Jabłońskiego miał kilka lat temu dość chłodne przyjęcie, zarówno ze strony krytyków naczelnych opiniotwórczych gazet, jak i widowni, która niespecjalnie mu dopisała. Przyczyna była prosta – Urbański chciał przeprowadzić wywiad z Kuklińskim, ale nie zdążył, przez co efekt był tragikomiczny - jak w filmie "Yes men", gdy tytułowi działacze chcą porozmawiać z Miltonem m Friedmanem. To co nakręcił Jabłoński, to jego impresje i przygody związane z transportem prochów pułkownika, ilustracje stylizujące narrację na grę komputerowa (gdzie przeciwnikami są NATO i Układ Warszawski) i wypowiedzi świadków, w tym generałów: Jaruzelskiego , Kiszczaka (którzy wątpią w bezinteresowny sposób podejmowania współpracy z CIA), Kulikowa, a także kolegów Kuklińskiego, agentów CIA i współczesnych polityków z Lechem Wałęsą i Radosławem Sikorskim.

Pasikowski odchodzi od tej telewizyjnej cokolwiek konwencji i kręci film o tym, co zawsze: o zdradzie i lojalności, honorze i łotrostwie, odwadze i tchórzostwie. Zdradą nie jest tu wcale czyn Kuklińskiego, ale jego kolegów, którzy strzelali do robotników. Jak wróg ojczyzny czuje się tutaj przyjaciel pułkownika, grany przez Ireneusza Czopa, który wspomina grudzień '70. Nielojalnym nie jest oficer, który zdradza swoich kolegów, ale generał, który zdradza kraj na rzecz ZSRR (całkiem dobry w kilkusekundowym epizodzie Jaruzelskiego Krzysztof Dracz), tchórzem nie jest ten, co naraża życie, ale ci, co nie robią nic, kierują się niskimi pobudkami, interesem własnym lub wazeliniarstwem (sprawdzona obsada Pasikowskiego: Zbigniew Zamachowski i Mirosław Baka).

Muszę przyznać, że widzę wady "Jacka Stronga", na pewno jest to - jak na Pasikowskiego - film bardzo jednoznaczny, ale i spokojny, grzeczny, prawie że hagiograficzny. Tradycyjnie próżno w nim szukać rusofilii. Momenty napięcia pojawiają się w scenach z obsadą rosyjską, Dimitrim Bilowem w roli radzieckiego agenta mordującego szpiega w scenie otwarcia i Olega Maslennikowa w roli generała Kulikowa. Bilow ma pełnić w "Jacku Strongu" funkcję anioła zagłady, gdy pojawia się,wieszczy nieszczęście. Z kolei Maslennikow odgrywa Kulikowa jako ukrytego alkoholika skłonnego do niekontrolowanych wybuchów agresji i do apopleksji.

Na tym tle nie wyróżnia się specjalnie statyczna gra aktorów ze strony CIA z Patrickiem Wilsonem ("Anioły w Ameryce") na czele, postaci amerykańskie nie mają osobowości, ale dzięki temu wywołują zaufanie w również spokojnym i szukającym stabilności Marcinie Dorocińskim w tytułowej roli. Dorocińskiego jak zwykle oceniam dobrze, to on trzyma film, na jego rozdarciu i życiu w sekrecie, a także w dużej mierze, na relacji z rodziną (Maja Ostaszewska jako żona, Józef Pawłowski i Piotr Nerlewski jako synowie) historia jest oparta.

Za dużo fabularnych zwrotów zdradzać mi nie wolno, podkreślę więc, że film jest jak na polskie kino sprawnie zagrany i opowiedziany. Podsumowując - Pasikowski na pewno wypełnia pustkę w polskim kinie szpiegowskim, gdzie na tle filmów takich jak "Spotkanie ze szpiegiem", chyba tylko "Stawka większa niż życie" zaspokajała oczekiwania widowni. Czy jednak bez patrzenia się na szufladki jest po prostu dobrym, pamiętnym filmem - niekoniecznie. Dla tych, co ciekawi są samej historii "Jack Strong" jest do polecenia jak najbardziej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Ale Pola przywaliła, ja pikolę!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pewnie siedział pani w pierwszym rzędzie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na "Jacku Strongu" w kinie siedzą tylko świnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.