Facebook Google+ Twitter

Jacques Brel w schizofrenicznym piekle

Jest coś takiego jak "piosenka aktorska". Utwór artystyczny, który poza wyśpiewaniem tekstu wymaga interpretacji i użycia właściwych środków aktorskich.

Właściwie to każde wykonanie piosenki powinno mieć aktorski charakter. Przedstawiać jakąś "postać" i jej historię/akcję. To taki "dramat w pigułce". Trudno oczekiwać tego od naszych śpiewających artystów, którzy
bez względu na sens i zawartość emocjonalną utworu niezmiennie darzą publiczność promiennym uśmiechem. Po prostu chcą się przypodobać publiczności, no i nie są aktorami.

Przegląd Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu to taki "poligon doświadczalny" i wyznacznik nowych trendów. Organizatorzy finałowego koncertu 33. Przeglądu chcieli zrewolucjonizować formę aktorskiego wykonywania piosenek. Materiałem dla interpretacyjnego przełomu stały się piosenki Jacquesa Brela - wspaniałego artysty i poety, nieco zbuntowanego, komentującego rzeczywistość z ironią i złośliwością, ale także ze zrozumieniem i tolerancją dla naszych rozlicznych ułomności. Bohaterowie jego piosenek często przeżywają trudne miłości, są zagubieni wśród swoich namiętności i przeczuć, czasem czują się wyobcowani, pełni żalu i upokorzenia, ale zawsze pogodzeni ze swoim losem. Są tacy jak my. Normalni.

Zanim doleję chochlę dziegciu do spektaklu "Tak jest" i wytłumaczę, dlaczego
właściwie "tak nie jest", ogłaszam, że spektakl robi wrażenie perfekcyjnym
wykonaniem, zbiorową dyscypliną, możliwościami wokalnymi wykonawców,
energetycznością i feerią rozlicznych, zaskakujących pomysłów. Widać ogromną pracę włożoną w przygotowanie spektaklu.

Dlaczego zatem grymaszę? Bo sposób prezentowania utworów Brela wpływa na jego wizerunek w oczach widzów. Jawi się publiczności jako facet chorobliwie nienawidzący świata, szydzący z ludzi, wojujący antyklerykał, który ciągle oskarża. To jest zafałszowanie obrazu Brela jako człowieka w imię koncepcji
inscenizacyjnej. Czy to ważne? Myślę, że dla ludzi, którzy po raz pierwszy
spotykają się z jego poezją i muzyką jest to bardzo ważne. Scenarzysta i reżyser spektaklu - Wojciech Kościelniak - sprowadził kolorowy świat poety do palety czarno-białej.

Scenę wypełniają postaci schizofreniczne, chore, kalekie, agresywne i przepełnione nienawiścią. Każda z nich ma jakąś skazę, jest znakiem udręczenia i poniżenia. To groźne i mroczne panopticum. I to już jest takie reżyserskie założenie, realizowane wcześniej w adaptacji piosenek Grzegorza Ciechowskiego, w "Operze za trzy grosze", czy w "Lalce". Taki jest własnie teatr Kościelniaka.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Dzięki za sympatyczną ocenę. Czasem myślę, że może jednak za ostro...Miło wiedzieć, że nie jestem "jedynakiem". Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń
konio
  • konio
  • 04.04.2012 10:59

Dostrzegam tu niezgodność;niezgodność pomiędzy wyobrażeniami(pamięcią?) o artystycznej cyganerii i autsajderach ,a współczesnością.tego nie sposób pogodzić.

Komentarz został ukrytyrozwiń
gkaminski
  • gkaminski
  • 04.04.2012 10:38

Świetny tekst, gratuluję!!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń
gkaminski
  • gkaminski
  • 04.04.2012 10:32

Miód na moje serce. Wysłuchałem tylko 4 -5 utworów z I części i zakrzyczany, ogłuszony wyszedłem do foyer wzbudzając ironiczne komentarze szatniarek...Druga część to wycie i krzyki szalonego spauperyzowanego inteligenta ofiary globalizacji!!! A po gali wszyscy nosili Kościelniaka na rękach..jakie to co zrobił jest odkrywcze, świeże...Boh spasaj caria!!! UFFF w czasie upadku wysokiej sztuki wszystko co nam się serwuje z braku fachowej krytyki jest wychwalane pod niebiosa jako odkrywcze!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.