Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1472 miejsce

Jagoda Stach: "Muzyka była dla mnie ważna od kołyski"

Zapraszam do lektury niniejszego wywiadu, z którego dowiedzie się Państwo m.in., jak potoczyło się dalej jej życie, czym się zajmuje i nad czym pracuje obecnie.

 / Fot. Agnieszka Czapi TrzepizurJagoda Stach, absolwentka Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie na Wydziale Aktorskim o specjalizacji wokalno – estradowej oraz Państwowej Szkoły Muzycznej II st. im. K. Szymanowskiego w Warszawie, w klasie klarnetu. W telewizji zadebiutowała jako pięciolatka, występem w programie "Mini Lista Przebojów". Jako nastolatka pojawiała się regularnie w serialu Klan, do którego powróciła po latach.

Karolina Filarczyk: Już jako dziecko dotknęłaś świata, który jest niedostępny dla większości z nas. Czyj to był pomysł, aby 5 letnia dziewczynka wystąpiła w telewizji? Pamiętasz jeszcze jak to się wszystko zaczęło?
Jagoda Stach: Tak, oczywiście. To wyszło bardzo naturalnie. Moja siostra Hania, starsza ode mnie o dwa lata, napisała list do telewizji, z prośbą o wystąpienie w programie 5-10-15, w tak zwanej "Szkolnej liście przebojów". Od maleńkości uwielbiałyśmy się przebierać za Tinę Turner i udawać, że śpiewamy dla wielkiej publiczności. Zaproszono ją na casting, a ja pojechałam tam na "przyczepkę". Ostatnio odkryłam wśród swoich kaset VHS właśnie to nagranie, z tego castingu. Mega wzruszające.

Rówieśnicy bardzo ci dokuczali ze względu na ówczesną popularność? / Fot. TVP
W ogóle nie. Nie przypominam sobie żadnych przykrych sytuacji. Bardzo dobrze wspominam tamten czas.

Po latach zdecydowałaś się na szkołę aktorską - jesteś absolwentką Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie. Dziś swoją karierę zawodową dzielisz pomiędzy m.in. śpiewaniem, występami w teatrze, a czasem w serialach, ponadto użyczasz swojego głosu w różnych projektach związanych z dubbingiem. Spektrum obowiązków jest imponujące. W której dziedzinie jednak czujesz się najlepiej?
To się zmienia. Muzyka była dla mnie ważna od kołyski. Z uwagi na talenty rodziców, trudno było uciec od śpiewania czy grania na instrumentach. Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki. Jednak nie bez powodu wybieraliśmy takich artystów, jak wspomniana Tina, czy Michael Jackson, którzy na swoich koncertach "odgrywali" swoje numery. To było coś więcej, niż samo śpiewanie. To były mini kreacje. Tina zresztą sama mówiła, że na scenie trzeba być po części aktorem. Później miałam to szczęście, że znalazłam się na planie filmowym i absolutnie wpadłam jak ta śliwka w kompot. Z kolei jako nastolatka, trafiłam do spektaklu "Bilard Petersburski", na podstawie tekstów Fiodora Dostojewskiego, w którym grał Krzysztof Majchrzak. To była lekcja warta co najmniej jednego roku studiów. Nigdy nie zapomnę tej atmosfery podczas prób, czy później w trakcie spektakli. Tego skupienia, tej burzy myśli, tych dyskusji z reżyserką Agnieszką Lipiec - Wróblewską. Wiedziałam, że na tę planetę muszę jeszcze kiedyś wrócić. Ale faktem jest, że w tym zawodzie, to nie my, często, decydujemy. To nie jest tak, że chcę zagrać w filmie i to się dzieje. Czasem patrzysz w kalendarz, a tam pusto. Dlatego szanuję każdą pracę. A kiedy mam wybór - kieruję się intuicją, która zazwyczaj mnie nie zawodzi.

Chętnie angażujesz się w przedsięwzięciach adresowanych do dzieci głównie („SMERFY live on stage!”). Nasi milusińscy, to najbardziej wymagająca publiczność na świecie – jak przygotowujesz się, by wypaść jak najlepiej?
Tak samo, jak do innych spektakli - rzetelnie. (śmiech) Prawdę mówiąc, nie widzę różnicy w samych przygotowaniach. Pod względem technicznym - staram się być zawsze w formie (dieta, sen, ćwiczenia), zwłaszcza przy takich projektach, jak "Smerfy. Live on stage". Ponad 30 przedstawień w cztery tygodnie, bez komfortu posiadania dublerki.
A dzieci? Są cudownymi odbiorcami. Owszem - wymagającymi, ale także bardzo wdzięcznymi. Jeśli im się podobało, nie omieszkają Ci tego powiedzieć, po spektaklu - podejść, przytulić, co w świecie dorosłych jest nie do pomyślenia…


Nie jesteś jedyną artystką w rodzinie. Twoja siostra – Hania Stach, jest wokalistką, z całkiem niezłym dorobkiem artystycznym. No właśnie… Hania… nie masz za złe dziennikarzom, że was wciąż łączą…, że jesteś „siostrą tej Hani Stach”?
Po pierwsze niczego takiego nie odczuwam, może dlatego, że ostatnie projekty, w których biorę udział, nie są tak medialne, jak projekty Hani. Po drugie, nie widzę w tym nic złego, że rodzeństwo uprawia podobne zawody i w związku z tym jest do siebie porównywane. Wydaje mi się to bardzo naturalne. A ponadto, my z Hanią, mimo wszystko działamy w różnych stylistykach. Kiedy ona startowała na festiwalu w Opolu, ja jechałam na konkurs piosenki aktorskiej we Wrocławiu…

Skoro Hania została już „wywołana do odpowiedzi”… Jak już wcześniej wspomniałam, aktorstwo, to nie jest jedyna  / Fot. Agnieszka Czapi Trzepizurdziedzina, w której jesteś bardzo dobra. Moim skromnym zdaniem, warunki wokalne masz na tym samym, jak nie wyższym poziomie, co siostra. Nie myślałaś nigdy by dalszą swoją karierę poprowadzić właśnie w tym kierunku?
Bardzo dziękuję za komplement. Owszem, myślałam, niejednokrotnie. Ale najwyraźniej czegoś mi brakuje. Odwagi? Repertuaru? Pomysłu na siebie? A może mój wrodzony perfekcjonizm blokuje mi pole do popisu.. Z pewnością coś jest na rzeczy, ale w sumie, nie mam poczucia przegranej. Sądzę, że ten temat jest jeszcze przede mną. A póki co, cieszę się za każdym razem, gdy mogę pośpiewać w teatrze, czy jako muzyk sesyjny. Uwielbiam projekt Hani "Whitney Houston symfonicznie", w którym śpiewam w chórkach. Hania jest niedoścignionym autorytetem, a atmosfera na koncertach jest fantastyczna. Nic, tylko się cieszyć.

Powiedz naszym czytelnikom, nad czym teraz pracujesz, gdzie będzie można cię zobaczyć, usłyszeć?
Obecnie pracuję nad nowym spektaklem dla dzieci, którego premiera przewidziana jest na 17 września tego roku. Będzie to słynny "Pan Tenorek" w wykonaniu Jacka Wójcickiego, w Teatrze Kamienica, w Warszawie. Serdecznie zapraszam wszystkich młodych widzów, będzie bardzo muzycznie, tanecznie i radośnie. Już w czerwcu natomiast wystąpię na dwóch koncertach - pierwszy - to wspomniany wyżej projekt "Whitney Houston symfonicznie", który zagramy w kaliskiej filharmonii - 2. dnia miesiąca. Absolutny hit, który polecam wszystkim miłośnikom dobrej muzyki. Drugi zaś, to zbiorowy koncert, z okazji jubileuszu upadku komuny pt. "Wyłącz system". Zagramy go, oczywiście, 4. czerwca i będą to piosenki o szeroko pojętej wolności. Zapraszam na niego równie gorąco. Oprócz mnie na scenie pojawią się tacy wokaliści jak Monika Urlik, Mateusz Krautwurst, Kasia Dereń czy, uwaga, Hania Stach.(śmiech)
Dodam jeszcze, że można mnie zobaczyć w repertuarze Teatru Capitol i Teatru Palladium w Warszawie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.