Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

582 miejsce

Jak będzie wyglądał nasz język pod koniec XXI wieku?

Coraz częściej widoczne są błędy ortograficzne i językowe w życiu codziennym, na ogłoszeniach w mediach, Internecie. Czy to plaga XXI wieku? Zauważam je nie tylko w Polsce, ale na stronach anglojęzycznych również. Gdzie leży ich przyczyna?

W żartach podkreśla się ich występowanie, zwraca się uwagę osobom popełniającym błędy, lecz to nie pomaga, bo nadal one się pojawiają. I tu nie ma mowy już o zwykłych literówkach, czy zaniedbywaniu używania znaków diakrytycznych, to osobny temat i w moim mniemaniu nie tak istotny. Ponieważ zdarza się wszystkim, a znaków diakrytycznych po prostu nie opłaca się używać w dłuższych wiadomościach sms, bo więcej się za nie zapłaci. Zamiast jednego sms'a telefon wyśle ich kilka i możemy nawet nie zauważyć jak uszczupla się nasz portfel jak nie mamy super oferty, pakietu sms.

Zastanawiam się czy przypadkiem uwidacznianie błędów, ciągłe ich oglądanie i czytanie nie powoduje odwrotnego efektu ich utrwalenia?

Zajmę się tematem mi najbliższym a mianowicie tym, co dzieje się w Internecie. Tutaj mamy do czynienia z modą na robienie świadomych błędów ortograficznych. Z modą się nie dyskutuje, ale może ona spowodować takie oswojenie się z błędną formą wyrazu, że zapomnimy jak wygląda poprawna forma, czyż nie? Potem niechcący lub "z rozpędu" młodzież, bo wśród niej panuje ta moda, napisze pracę w szkole z tymi błędami i będzie problem np. z oceną z przedmiotu.przykład błędów popełnianych w szkole, przypadek ekstremalny / Fot. wiocha.pl Forma rozpowszechniania błędnego zapisu jest różna: od komentarzy słownych po rysunki (tu osobna, ostatnio bardzo popularna forma komentarzy obrazkowych) pod różnymi treściami w Internecie.

Nie mówię przy tym, że mi nie zdarza się popełniać błędów. Wręcz przeciwnie po zauważeniu również u siebie zwiększonej ilości popełnianych błędów postanowiłam napisać ten artykuł. I zastanowić się nad przyczyną takiego zjawiska. Jak już wspominałam widoczne to jest nie tylko w naszym kraju, ale u Amerykanów i Brytyjczyków także (wyróżniam tę grupę językową tylko z powodu najlepszej znajomości języka angielskiego i stycznością z nim). Mówi się, że ten problem dotyczy młodego pokolenia. Owszem najlepiej jest to widoczne w Internecie wśród tej grupy, ale śmiem twierdzić, że problem leży głębiej i dotyka wszystkich. Bo jak inaczej tłumaczyć dajmy na to błędy w witrynach sklepowych? Czy to problem niedokształcenia? Nieoczytania? Być może. Możliwe jednak, że winne są powielane przez pokolenia błędy w mowie potocznej.

Tutaj zauważam kolejny problem, opisywany już przez psychologów. Zapewne niewielu czytelników dotrwało do tego momentu w tekście. Mimo podziału długiego tekstu na akapity często nie chce się czytelnikowi (zaraz, czy można go tak nazwać?) przeczytać całości i to nie z powodu jego nużącej formy, czy innego tematu niż spodziewany a właśnie z powodu jego długości. I tutaj pojawia się często komentarz tl;dr, będący skrótem z angielskiego: too long; didn't read, w tłumaczeniu: za długie nie przeczytałem.przykład użycia skrótu tl;dr tłumaczenie: Interesujący tekst? Za długi, nie przeczytałem / Fot. http://michalposnik.pl/2012/12/23/czy-stajemy-sie-pokoleniem-tldr/ Owszem jest on odpowiedzią w slangu na nudny, długi tekst, ale nagminnie widzę komentarze o za długim tekście nawet w przypadku dowcipu. I tu coś już jest nie tak. Występowanie tego zjawiska można tłumaczyć natłokiem informacji docierających do nas i brakiem czasu na zapoznanie się ze wszystkimi. Pokoleniem tl;dr lub zwykłym lenistwem. Zaraz, pokolenie leniwych umysłowo?

Do czego to nas w przyszłości zaprowadzi?

Już pisząc dłuższy tekst zastanawiam się, czy jest sens pisać dalej skoro gros osób po prostu nie będzie w stanie tego przeczytać. Jeżeli zaś dotrwałeś/aś do tego momentu na pewno zauważyłeś/aś, że staram się tu pisać bez żadnych błędów, tak aby ten tekst mógł być wzorem do naśladowania. Tak, słowo Internet powinno się pisać z dużej litery a gros z "s" na końcu. I tu znowu zaznaczam, że nie uważam się za eksperta w tej sprawie, odsyłam w przypadku wątpliwości do poradni językowej PWN i tym podobnych stron, ponieważ mi bardzo pomagają.

No właśnie już istnieją pomoce, które mają nam pozwolić uniknąć błędów, zawsze można tam zajrzeć lub napisać do językoznawcy. Jest też bardzo popularna i tu pytanie, czy nie za bardzo autokorekta zarówno w przeglądarce internetowej jak i edytorach tekstu. Czy autokorekta błędów nie zastępuje nam przypadkiem samodzielnego myślenia? Gdy przychodzi do napisania czegoś odręcznie często błędy się namnażają... Dlatego często rezygnujemy z pisania odręcznego lub nawet dochodzimy do ostatnio również popularnego absurdu, gdy posługujemy się wyszukiwarką by sprawdzić poprawność pisowni danego słowa.Wyszukiwarka prawdę ci powie / Fot. http://www.thinkaor.com/wp-content/uploads/2013/03/Just-google-it.jpg Czy pismo odręczne dlatego w przyszłości wyginie? Czy naprawdę potrzebujemy aż tak tych udogodnień? Kiedyś ludzie przecież sobie radzili z poprawną pisownią bez komputera. A może to zmniejsza pojemność naszych mózgów, gdy nie musimy pamiętać wielu reguł pisowni tylko dlatego, bo możemy to zawsze sprawdzić? Pogarszamy tym samym naszą pamięć? A może to tylko krok w ewolucji i cała wiedza, którą można szybko sprawdzić nie jest nam potrzebna? Są już takie głosy w nauce, w szkolnictwie wyższym nawet. Mówi się o wyższości ćwiczeń nad wykładami, umiejętnościami praktycznymi nad wiedzą pamięciową. Czy będziemy cyborgami, które przechowują dane pamięciowe na dyskach komputerów? Zapewne wtedy nie będziemy popełniać błędów w ogóle, bo wszystkie zasady będziemy mieć wgrane na twarde dyski w naszych głowach.

A może jednak zmierzamy tym samym w globalizacji i amerykanizacji do ujednolicenia języka? Stąd te zapożyczenia językowe i łączenie użycia wyrazów obcych i polskich w jednym zdaniu? Może to nie tylko moda a droga do drugiego esperanto, tylko tym razem wytworzonego naturalną drogą nie syntetyczną? Nie wiem gdzie zaczęły się tak częste błędy językowe, czy u nas czy na zachodzie. Jest taka możliwość, że jak wszystko ostatnio tak i popełnianie błędów przyszło z angielskim. Czy słusznie nazywamy to otępieniem umysłowym?

Czy powinniśmy się bać o kolejne pokolenia?

Być może źle oceniamy naszą młodzież i jeszcze nas czymś zaskoczy pozytywnym? Rozmowa z kimś skłoniła mnie do zastanowienia się nad gimnazjami w Polsce, czy po ich wprowadzeniu urosło nam jakieś szczególne pokolenie? Czegoś pozbawione? Wyrwane ze środowiska i tym samym upośledzone w jakiś sposób w rozwoju? Rozmówca zarzucał gimnazjom także tworzenie pokolenia bez określonego celu w życiu, jakby niemożność łatwego określenia go. Czy na tym etapie nie wolno wyrywać dziecka ze środowiska i "rzucać na głęboką wodę"? Dla mnie jest to szczególnie kontrowersyjny temat, ponieważ należę do pokolenia, które musiało przejść przez gimnazjum. Testowano na moim roczniku również nową maturę, matematykę na niej. Czy to tak dużo zmieniło? Dlaczego nazywać i przezywać gimnazjalistów "gimbazą" i obwiniać system o jakiś poziom ich rozwoju? Owszem czasami nie mają oni wyboru, ale szkołę gimnazjalną z zasady można było sobie wybrać. Ja nawet miałam być rzucona na głębszą wodę i odbyć ten etap nauki zagranicą. Wybrałam inną szkołę i zmianę otoczenia, mając możliwość pozostania w gimnazjum utworzonym w mojej podstawówce. Ciężko mi jest analizować własną ścieżkę rozwoju, ale kto inny to zrobi? Może ta reforma nie była potrzebna, ale to już gdybania i temat na osobną dyskusję.

Tymczasem w Internecie zarzuca się właśnie gimnazjom niższy poziom i niszczenie pokolenia, prawie każda głupsza wypowiedź jest utożsamiana z gimnazjalistą. Ja uważam, że to nie jest w porządku, nie tu leży problem, to zbyt duże uogólnienie i krzywdzące utożsamienie "stanu umysłu'. Problem musi być gdzieś pośrodku pomiędzy systemem nauki i tym co robi uczeń, czy przykłada się do nauki, czy chce się czegoś nauczyć, także poprawnej pisowni, czy odbębnia coś, przepisuje skądś i nie chce. I wreszcie skąd się wzięli dyslektycy? Dysleksja jest kontrowersyjną wymówką, problemem ciężkim do zbadania, czy jest rzeczywiście coś takiego, czy papiery dyslektyka są załatwiane z lenistwa do nauki zasad pisowni, by łatwiej było zdać egzaminy? Kiedyś tego nie było. Ale nie było też wielu innych rzeczy i to nie jest wystarczająca odpowiedź. Czy język zmierza rzeczywiście ku zagładzie? A wy jakie macie przemyślenia?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Sprawa sms'ów jest chyba przegrana, bo musieliby zmienić kodowanie tych znaków a więc całe kodowanie wiadomości... Nie wiem, czy w ogóle jest to możliwe. A z resztą nie jest to im na rękę, bo koszą na tym niezłą kasę np. dzięki wgranym słowniczkom, które automatycznie wpisują znaki diakrytyczne. A ludzie przyzwyczajeni do czatów w Internecie piszą też tak sms'y, podobną ilość. Oszczędzić można tylko zmieniając sieć z lepszym pakietem, albo nie używać polskich znaków i powstrzymać zapędy do niekończącej się wymiany zdań rodem z Internetu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kwestia płacenia za usługę, która niszczy język polski chamstwem ulicznej ekonomii, to wdzięczny przykład. To dostawca usługi winien dostosować się w takim wypadku do codziennej praktyki klientów i wynikających z tego tytułu konsekwencji i pomniejszych problemów. Nie jestem zwolennikiem unifikacji polszczyzny polegającej na rugowaniu "detali", która zdaje się przysposabiać język bardziej dla potrzeb maszyny, aniżeli człowieka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gratuluję spostrzegawczości!
Osobiście także uważam, że przyczyniają się do tego procesu komputery, komórki i ogólnoświatowa tendencja do wszelkiego upraszczania, skracania nie tylko słownictwa zresztą...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Zobacz także:

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.