Facebook Google+ Twitter

Jak być kucharzem doskonałym?

Spowiedź (nie)utalentowanej kucharki dyplomowanej.

Sernik porzeczkowy / Fot. Ewa MasnyZadaję sobie to pytanie za każdym razem, kiedy bułka tarta na moich schabowych przybiera szlachetną czarną barwę, którą mój mąż uznaje za niezjadliwą. I kiedy odmawia jedzenia puree ziemniaczanego, nad którym męczyłam się ponad godzinę, aby rozgotowało się do jednolitej, kremowej konsystencji. Czy to jego wybujałe kubki smakowe, wrodzona złośliwość czy może faktycznie mój brak talentu psują nam wspólne posiłki? Czego brakuje moim zupom, poza wywarem z mięsa, i dlaczego ciasto drożdżowe mojej roboty nigdy nie wyrasta?
Szkocki pisarz i zdeklarowany hedonista Irvine Welsh w "Sekretach sypialni mistrzów kuchni" pisze, że sztuka kulinarna polega na ćwiczeniu cierpliwości, właściwym wyczuciu czasu oraz znacznej wiedzy. Pytam zatem, czy cztery lata teoretycznej nauki gotowania i ćwiczeń praktycznych pod okiem doświadczonych kuchmistrzów to za mało? Czy cierpliwość, która pozwala gotować się wodzie tak długo, aż nie zamieni się w parę to za mało? I o co chodzi z tym wyczuciem czasu?

Po pierwsze: wiedza


Zanim przeanalizuję kryteria uznania kulinarnego mistrzostwa, muszę się do czegoś przyznać. Otóż rodzice widząc moją nieporadność w przygotowywaniu kanapek, wysłali mnie do liceum, w którym przy okazji zgłębiania wiedzy ogólnej, miałam się nauczyć gotować. Uczyłam się więc godzinami rozmieszczenia poszczególnych typów mięsa u krowy i świni, zgłębiałam wiedzę z zakresu przypraw i uważnie degustowałam dania przygotowywane przez koleżanki na zajęciach praktycznych dziwiąc się, dlaczego moje starania nie przynoszą takich samych efektów. Szczęśliwym trafem na egzaminie czeladniczym, serwowałam wyćwiczone w domu danie jako ostatnia, kiedy komisja była już zbyt zmęczona żeby zauważyć, że moja wołowina
bardziej przypomina kawałek deski niż soczysty stek. Dzięki rozległej wiedzy teoretycznej, a trochę także dzięki życiowemu szczęściu, moje czteroletnie zmagania zostały uhonorowane piątkowym dyplomem, który z założenia miał otworzyć mi furtkę do wielkiej kariery w najlepszych restauracjach. Jednak już po kilku dniach praktyk w jednej z nich wiedziałam, że nie jest to zajęcie dla mnie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (21):

Sortuj komentarze:

Beato, zazdroszczę tolerancyjnego smakosza :) i życzę powodzenia w pokonywaniu kulinarnych trudności.

Komentarz został ukrytyrozwiń

U mnie jest odwrotnie, co nie zrobię, mój narzeczony chwali (mam nadzieję, że po sakramentalnym TAK się to nie zmieni :p ). Nawet jak coś za mocno przysmażę, czy ciasto upiekę nie tak, jak w przepisie, zawsze mu smakuje, nieprzyprawionej dobrze zupy, też sam nie przyprawi i dlatego gotuję z przyjemnością i coraz lepiej. Myślę, że warto męża zaciągnąć do kuchni, być może się okaże, że ma wrodzony talent kulinarny? :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Kopciuszek,zdaje się że nie zrozumiała Pani mojego komentarza.

Komentarz został ukrytyrozwiń
kopciuszek
  • kopciuszek
  • 28.02.2011 14:34

Pani Weronika pisze:"Ta niewiele myśląc wsypała 4 szklanki kakao do miski i 4 szklanki oleju,bo myślała że daje się od 3 do 4 szklanek"
to do myślenia " 3/4 szklank"i--- trzeba talentu kulinarnego? A jak będzie musiała dać lekarstwo i będzie 3/4 łyżki stołowej syropu na kaszel ? to co? będzie potrzebny talent farmaceutyczny?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Ewo,czytając ten artykuł przypomniało mi się ciasto mojej córki która jest zupełną "nogą" w gotowaniu.Chciała zrobić mi przyjemnosć i upiec ciasto czekoladowe z przepisu który mam zapisany w swoich zesztach.Było tam napisane 3/4 szklanki kakao i 3/4 szklanki oleju.I niech sobie Pani wyobrazi że Ta niewiele myśląc wsypała 4 szklanki kakao do miski i 4 szklanki oleju,bo myślała że daje się od 3 do 4 szklanek zapisanych składników...Tak więc niech się Pani nie przejmuje, są ludzie którzy naprawdę są o wiele gorszymi antytalentami kulinarnymi ;)Pozdrawiam serdecznie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Ewo, jak ja Panią rozumiem! Jest tyle ciekawszych zajęć od gotowania. Na szczęście zjadam sama to, co spartaczę. Gdy zapraszam przyjaciół na jakieś danie z kuchni francuskiej, i gdy coś mi trochę nie wyjdzie, opowiadam, jak powinno smakować. Wszyscy są zachwyceni, albo nie chcą mi sprawiać przykrości. Bardzo ich za to lubię.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Ryszard D.
  • Ryszard D.
  • 27.02.2011 13:31

Gotowanie nie jest może najmocniejszą stroną Ewy,ale nie wątpliwie bardzo mocną. Jestem pewien,że nie które z gotowanych przez nią potraw z powodzeniem mogłyby być serwowane w najznakomitszych restauracjach. Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czytałam ten tekst jeszcze na etapie moderacji i bardzo mi się spodobał.
Humorystyczna, można by rzecz, kulinarna autobiografia przeplatana szukaniem drogi do ideału. :)
Świetne, gwiazdek sztuk 5 (słownie: pięć), a z mojej strony życzenia wyrafinowanych potraw, które zaspokoją gusta męża :-)
Brawo Ewa!
Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

->@ Grażyno, zgoda, Twoje bohaterka była artystką, tymczasem bohaterka tego arta jest absolwentką dyplomowaną z oceną 5. i tytułem kucharza. Wybacz, ale to wcale nie jest śmieszne. Ani dla szkoły ani dla absolwentki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

-> Pani Jadwigo ->"zaszczytu" - tak takiego jaki napisałam w pierwszym komentarzu.
i to właśnie mnie wcale nie śmieszy.
Moja Mama świetnie gotowała. a była niejadką. nie cierpiała jeść. nie była wyjątkiem. Widziałam w restauracji b. chudego szefa kuchni. Nie wytrzymałam i zapytałam go o ten rzadki fenomen. Twierdził, że nie lubi jeść. Zgoda, być może są to wyjątątki, tak jak są wyjątkami abnegaci. Tylko hm... poprzednie teksty Autorki są lepsze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.