Facebook Google+ Twitter

Jak chroniłem Jana Pawła II

Zaczęła się niedziela 20 czerwca 1983 r. Zalecono nam lekki posiłek i niewiele picia. Szybka toaleta poranna i już na ulicy oczekiwała czarna „Wołga”, która zawiozła nas na lotnisko, gdzie miała odbyć się uroczystość z udziałem papieża.

Na zdjęciu archiwalnym z 01.05.1983: atak oddziału ZOMO na demonstrantów przed katedrą św. Jana w Warszawie. / Fot. PAP/Andrzej RybczyńskiŚwitało gdy zatrzymaliśmy się przed bramą wjazdową na płytę lotniska w Katowicach - Muchowcu. Przeszliśmy przez bramkę, gdzie przez odpowiedzialnych funkcjonariuszy zostaliśmy sprawdzeni wykrywaczami metalu, jak każdy pielgrzym tego dnia. W ten sposób upewniono się, że zastosowaliśmy się do polecenia zwierzchników przekazanego podczas odprawy służbowej poprzedniego dnia i zdeponowaliśmy broń służbową w przepastnych sejfach swoich przełożonych. Tego dnia w razie zagrożenia mogliśmy liczyć tylko na własne ręce, wyszkolenie, ewentualnie umiejętności kolegów lub wsparcie ZOMO, które pozbawione na ten czas zostało nawet pałek.

Od chronionego obiektu dzieliło nas kilkaset metrów, które przemierzyliśmy spokojnym krokiem. Pod ołtarzem, przed chwilami padającym deszczem schronili się inni funkcjonariusze SB. Po kilkunastu minutach byliśmy w komplecie i wtedy przejęliśmy od pirotechników sprawdzony, „czysty” ołtarz. Każdy z nas już wiedział, gdzie jest jego miejsce i co ma robić. Wszyscy do służby podeszliśmy od pierwszej chwili w pełnym skupieniu i z powagą, zwłaszcza, że podczas odprawy przekazano nam, iż władze w Warszawie mają uzasadnione obawy przed ponownym zamachem na życie papieża podczas jego obecnej pielgrzymki do Polski. Za taką prowokację obwiniono by niechybnie gen. Wojciecha Jaruzelskiego i jak zawsze Służbę Bezpieczeństwa. Skutki społeczne i polityczne takiego wydarzenia mogłyby okazać się dla wszystkich katastrofalne. W końcu prasa podziemna „Solidarności” upatrywała udziału polskich służb specjalnych w zamachu na papieża Jana Pawła II, którego w Rzymie dwa lata wcześniej dokonał Mehmet Ali Agca.

Zaczęła się służba
 / Fot. Ausir , CC, http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:John_Paul_II_Medal_of_Freedom_2004.jpg
Naprzeciw ołtarza o wysokości chyba kilkunastu metrów ustawionych zostało kilkadziesiąt drewnianych ławek, stanowiąc doskonałą zaporę przed tłumem zgromadzonym na płycie lotniska. Jak się później okazało były to miejsca siedzące dla zaproszonych przedstawicieli wyższego duchowieństwa. Na szczyt ołtarza wiodło kilkadziesiąt schodków, umieszczonych w jego środku na przedłużeniu kilkumetrowej szerokości szpaleru pomiędzy ławkami. Tuż przed ławkami pośrodku szpaleru znajdowało się moje stanowisko pracy w tym dniu. Miałem w zasadzie jedno podstawowe zadanie - nikogo (oczywiście poza papieżem) nie dopuścić do schodków wiodących na szczyt ołtarza. Krótkie i proste do zrozumienia, trudniejsze już do wykonania.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (35):

Sortuj komentarze:

Gdzie jest reszta komentarzy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Swoją drogą - SB to była ciekawa służba - taka trochę inna, niż pokazują w TV.

Komentarz został ukrytyrozwiń

rzadkie ukazanie problemu "z drugiej strony"

Komentarz został ukrytyrozwiń

To na pewno.
Zamknięcie tego wszystkiego to jedyna sensowna rzecz.

Tym niemniej, mieszane uczucia po przeczytaniu artykułów Autora są. Ale może to i dobrze?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Agnieszko, odstępując od hagiograficznych odwołań powiem, że mojemu systemowi wartości bliskie są założenia "grubej kreski" lansowanej przez Mazowieckiego, niźli hasła Kaczyńskiego promujące nieustanne dzielenie Polaków, np: "tu staliśmy MY, a tam stało ZOMO".
I tym zamykam swoją tu obecność.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Prawie popłakałem się ze wzruszenia... Bardzo podobał mi się fragment o "wielokrotnym moczeniu deszczem do żywej skóry na przemian z suszeniem" (brzmi to prawie jak opis metod stosowanych podczas przesłuchań). Pan Bogusław rozwija się literacko, jestem już pewny, że przeczytamy niejedną jeszcze opowieść o trudnej, odpowiedzialnej i jakże potrzebnej służbie. Pozwolę sobie podsunąć kolejne tematy: "Jak pomagałem przeprowadzać dzieci Lecha Wałęsy przez jezdnię w drodze do szkoły", "Jak osobiście zawiozłem paczkę ulotek solidarnościowych górniczą windą na poziom 860 m" itp.
Podtrzymuję swoją poprzednią opinię, że Pan Bogusław powinien niezwłocznie udać się do psychiatry.
Z najwyższym zdumieniem obserwuję nieustającą gotowość redaktorów W24 i Polska The Times do zamieszczania tych wypocin. Ja się w każdym razie nie dam nabrać Panu Bogusławowi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiście, Stefanio, nie od dziś wiadomo, że moralność i zasady to kwestia tego, co się ma głęboko w sercu, tej Wewnętrznej Istoty.
Podobnie z wiernością i lojalnością, można zdradzać, kłamać, oraz kraść, a jednak pozostać Nieskalanym, jak buddyjski lotos na bagnie.

No.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A następnie, te współczesne Marie Magdaleny wychodzą za mąż, rodzą dzieci, są przykładnymi matkami.
Wychowują swoje potomstwo w zgodzie z zasadami moralnymi o których czasem w swoim życiu zapominały.

No.

Komentarz został ukrytyrozwiń

celny komentarz :))))))))))))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kolejny piękny, hagiograficzny odcinek o życiu biblijnego Dobrego Łotra.
Pozostanę zatem w konwencji i opowiem historię (zapewniano mnie, że autentyczną) o współczesnej Marii Magdalenie.
Otóż po imprezie studenckiej dziewczyna owa, tuląc do łona szóstego (tak!) tej nocy partnera, wykrzyknęła: "A ty myślisz, że ja dziwka jestem?!" i rozpłakała się...

No.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.