Pozycja materiału w rankingach:

Zaczęła się niedziela 20 czerwca 1983 r. Zalecono nam lekki posiłek i niewiele picia. Szybka toaleta poranna i już na ulicy oczekiwała czarna „Wołga”, która zawiozła nas na lotnisko, gdzie miała odbyć się uroczystość z udziałem papieża.
Świtało gdy zatrzymaliśmy się przed bramą wjazdową na płytę lotniska w Katowicach - Muchowcu. Przeszliśmy przez bramkę, gdzie przez odpowiedzialnych funkcjonariuszy zostaliśmy sprawdzeni wykrywaczami metalu, jak każdy pielgrzym tego dnia. W ten sposób upewniono się, że zastosowaliśmy się do polecenia zwierzchników przekazanego podczas odprawy służbowej poprzedniego dnia i zdeponowaliśmy broń służbową w przepastnych sejfach swoich przełożonych. Tego dnia w razie zagrożenia mogliśmy liczyć tylko na własne ręce, wyszkolenie, ewentualnie umiejętności kolegów lub wsparcie ZOMO, które pozbawione na ten czas zostało nawet pałek.
Zobacz także:
Artykuły
(122)
Galerie
(3)
Średnia ocen
(4.48)
Wiek: 59 | Miejscowość: Mikołów | Kraj: Polska
O mnie: Wykształcenie wyższe . Kocham kochać... Ludzi... Błędów nie robi ten, co nic nie robi. W swoim ponad półwiecznym życiu zrobiłem ich mnóstwo - taki ze mnie pracuś! :)
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Monika Ciwis 12.10.2008 02:32
Swoją drogą - SB to była ciekawa służba - taka trochę inna, niż pokazują w TV.
Jadwiga Nosiadek 11.10.2008 16:54
rzadkie ukazanie problemu "z drugiej strony"
Agnieszka Wojewoda 30.09.2008 11:15
To na pewno.
Zamknięcie tego wszystkiego to jedyna sensowna rzecz.
Tym niemniej, mieszane uczucia po przeczytaniu artykułów Autora są. Ale może to i dobrze?
Stefania Najsarek 30.09.2008 10:11
Agnieszko, odstępując od hagiograficznych odwołań powiem, że mojemu systemowi wartości bliskie są założenia "grubej kreski" lansowanej przez Mazowieckiego, niźli hasła Kaczyńskiego promujące nieustanne dzielenie Polaków, np: "tu staliśmy MY, a tam stało ZOMO".
I tym zamykam swoją tu obecność.
Bogdan Marcinkiewicz 30.09.2008 00:10
Prawie popłakałem się ze wzruszenia... Bardzo podobał mi się fragment o "wielokrotnym moczeniu deszczem do żywej skóry na przemian z suszeniem" (brzmi to prawie jak opis metod stosowanych podczas przesłuchań). Pan Bogusław rozwija się literacko, jestem już pewny, że przeczytamy niejedną jeszcze opowieść o trudnej, odpowiedzialnej i jakże potrzebnej służbie. Pozwolę sobie podsunąć kolejne tematy: "Jak pomagałem przeprowadzać dzieci Lecha Wałęsy przez jezdnię w drodze do szkoły", "Jak osobiście zawiozłem paczkę ulotek solidarnościowych górniczą windą na poziom 860 m" itp.
Podtrzymuję swoją poprzednią opinię, że Pan Bogusław powinien niezwłocznie udać się do psychiatry.
Z najwyższym zdumieniem obserwuję nieustającą gotowość redaktorów W24 i Polska The Times do zamieszczania tych wypocin. Ja się w każdym razie nie dam nabrać Panu Bogusławowi.
Agnieszka Wojewoda 29.09.2008 23:31
Oczywiście, Stefanio, nie od dziś wiadomo, że moralność i zasady to kwestia tego, co się ma głęboko w sercu, tej Wewnętrznej Istoty.
Podobnie z wiernością i lojalnością, można zdradzać, kłamać, oraz kraść, a jednak pozostać Nieskalanym, jak buddyjski lotos na bagnie.
No.
Stefania Najsarek 29.09.2008 23:11
A następnie, te współczesne Marie Magdaleny wychodzą za mąż, rodzą dzieci, są przykładnymi matkami.
Wychowują swoje potomstwo w zgodzie z zasadami moralnymi o których czasem w swoim życiu zapominały.
No.
Agnieszka Wojewoda 29.09.2008 21:46
Kolejny piękny, hagiograficzny odcinek o życiu biblijnego Dobrego Łotra.
Pozostanę zatem w konwencji i opowiem historię (zapewniano mnie, że autentyczną) o współczesnej Marii Magdalenie.
Otóż po imprezie studenckiej dziewczyna owa, tuląc do łona szóstego (tak!) tej nocy partnera, wykrzyknęła: "A ty myślisz, że ja dziwka jestem?!" i rozpłakała się...
No.