Facebook Google+ Twitter

Jak hartowała się stal na Kresach. Trzecia część sowieckiej historii

Trzecia (i ostatnia) część mojej "sowieckiej" trylogii. Jest rok 1944. Rząd polski naiwnie wierzy w moc akcji "Burza". Tymczasem na Kresach...

Akcja "Burza", 1944 / Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe 1944. Jak hartowała się stal (cytat zapożyczony) …

Nocą z 3 na 4 stycznia 1944 roku, cichutko, Armia Sowiecka ponownie (i dokładnie tak samo, jak po 17 września 1939), znalazła się na terenie Rzeczypospolitej, przekraczając ustaloną Traktatem Ryskim z 1921 r. granicę polsko–radziecką. Jej pierwsze oddziały wkroczyły do Polski w okolicy wołyńskich Sarn, niedaleko dawnej placówki K.O.P. w Rokitnie. Nie doszło początkowo do nawiązania kontaktu z siłami Wołyńskiego Okręgu AK. Sowieci skupili się na organizacji wieców i pogadanek propagandowych w zajmowanych przez siebie miejscowościach, potrząsali też nieco polityczną „szabelką”, informując zdezorientowaną ludność, iż miejscowa społeczność ukraińska oficjalnie „oddała się pod opiekę Związku Sowieckiego”. Taka deklaracja, zawarta w odczytywanym Polakom rzekomym liście wołyńskich Ukraińców do Stalina, zapowiadała rychłe kłopoty i zwiastowała nadchodzące próby włączenia tych ziem do Związku Radzieckiego. Nikt jednak – poza nielicznymi – na razie tym się nie przejmował.

4 stycznia 1944 r, a więc dzień po wkroczeniu Sowietów na Kresy, w Moskwie ogłoszony został „Projekt Deklaracji PKWN” – Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. W szeregu innych zagadnień poruszał on kwestię przyszłych granic Rzeczypospolitej po zakończeniu wojny. Autorzy „Projektu”, w tym przede wszystkim Wanda Wasilewska, postulowali umocnienie przyszłej pozycji kraju nad Bałtykiem i znaczące przesunięcie granic z ZSRR na zachód, pozostawiając kwestię uregulowania wschodniej granicy RP w dyspozycji władz Związku Radzieckiego.

Przełom lat 1943 i 1944 to okres, gdy ostatecznie uformowała się wypracowana wspólnie przez Stalina oraz polskich komunistów koncepcja organizacyjna przyszłego państwa polskiego. Koncepcja ta nie uwzględniała w zasadzie przyszłych roszczeń Rządu RP na Emigracji i nie brała pod uwagę jego udziału w odbudowie państwa po wojnie. Zakładała za to oparcie odbudowy (a w zasadzie przebudowy) Rzeczypospolitej na wiernych ZSRR działaczach komunistycznych oraz kontrolowanym przez jego władze wojsku. Ogłoszenie „Projektu Deklaracji PKWN” było zatem swego rodzaju „zatwierdzeniem” wypracowanych wcześniej koncepcji – Stalin, nie ponaglany przez współpracujących z nim polskich działaczy komunistycznych, nie musiał się spieszyć z ustanawianiem nowej administracji na zajmowanych terenach, zyskując czas na szerzenie dalszej propagandy, pozyskiwanie kolejnych zwolenników i zastraszanie opornych.

W lutym 1944 r. Armia Sowiecka znalazła się w odległości niecałych 50 km od rzeki Bug. Oprócz zagadnień wojskowych, związanych z prowadzonymi działaniami frontowymi, Stalin stanął przed narastającym problemem polityczno-narodowościowym na zajmowanych terenach. Oto na zapleczu jednostek Armii Czerwonej coraz aktywniej działała ukraińska partyzantka, równie niechętna Sowietom, co skorym do bitki Polakom. Centralne Biuro Komunistów Polskich, niewątpliwie wypełniając wolę Stalina, w lutym 1944 r. podjęło decyzję o przesunięciu zasadniczych sił 1 Korpusu Polskiego z terenu Smoleńszczyzny w głąb Frontu Ukraińskiego czyli de facto wycofanie ich z pierwszej linii: obecność wojska w środku frontu miała jednak wpłynąć uspokajająco na niezręczną sytuację (a także, co nie jest bez znaczenia, poprzez stale prowadzony pobór do armii, pozbawiać cennych kadr zarówno jednostki Armii Krajowej, jak i siły ukraińskiego podziemia, wyciszając narodowościowe dążenia obu stron). Jednocześnie należy zaznaczyć, iż polscy działacze komunistyczni wielokrotnie podnosili w Moskwie kwestię mordowania obywateli polskich przez Ukraińców, skarżąc się, iż proceder ten odbywa się za cichą zgodą (a przynajmniej wobec braku reakcji) zainstalowanych na miejscu nowych władz sowieckich. Skargi te pozostały bez echa.

BURZA

Tymczasem Armia Krajowa rozpoczęła realizację przygotowanej i prowadzonej przez rząd londyński akcji „Burza”, mającej zaprezentować gotowość Polaków do wspólnej z Sowietami walki o wyzwolenie ojczyzny i zwycięstwo nad faszystami. Akcja „Burza” oprócz założeń militarnych, polegających na pełnej współpracy AK z Amią Czerwoną niosła też ze sobą element gry psychologicznej. Jednostki polskie witały bowiem wkraczające oddziały sowieckie i składały deklaracje współpracy, występując tym samym w roli gospodarzy na własnej ziemi. Naiwnie sądzono, iż w oczach Sowietów będzie to wystarczający sposób potwierdzenia polskich praw do własnej państwowości na zajmowanych terenach i stworzy w przyszłości platformę porozumienia ze Związkiem Radzieckim.

Rosjanie z początku zdawali się rozumieć polskie stanowisko i sprawiali wrażenie chętnych do współpracy. Z początku żądali jedynie pełnego podporządkowania bojowego napotkanych dywizji własnemu dowództwu (co w warunkach wojennych było jak najbardziej zrozumiałe) oraz całkowitej reorganizacji struktur – z partyzanckich na regularne liniowe. Zapewniali przy tym broń i wyposażenie zgodnie z obowiązującymi w Armii Czerwonej normami, deklarowali również gwarancję nietykalności. Nie protestując początkowo przeciwko podtrzymywaniu narodowego charakteru włączanych do własnej armii jednostek, bezwarunkowo zabraniali jakichkolwiek działań partyzanckich na tyłach frontów. Jednostki, które nie chciały podporządkować się nowym zasadom były bezlitośnie tępione. Wkrótce okazało się, że stosunek Sowietów do polskich żołnierzy nie jest bynajmniej tak przyjacielski, jak zdawać by się mogło w pierwszych dniach nawiązywania współpracy. Sowieckie służby specjalne szybko rozpracowały w zasadzie wszystkie środowiska partyzanckie działające na zajętych przez siebie terenach. Rozpoczęła się fala szerokich represji.

OSZUSTWO

Współdziałanie bojowe AK z Armią Czerwoną stawało się nierealne. Polskie jednostki, które zdecydowały się na sowieckie warunki współpracy, już po kilku dniach, czasem po tygodniu lub dłużej, były rozbrajane, zaś żołnierzy aresztowano i wywożono w głąb ZSRR. Władze londyńskie ostro protestowały przeciwko takim praktykom, ich głos został jednak zwyczajnie zignorowany. Aresztowania zaś trwały. Cień nadziei na poprawę sytuacji przyniosła prowadzona latem 1944 r. ofensywa brzesko-sandomierska. Wobec działań wojennych dowództwo sowieckie próbowało podejmować rozmowy z dowódcami oddziałów AK, powstrzymano się także od rozbrajania i aresztowań. Wynikało to jednak raczej z braku konkretnych rozkazów co do sposobu traktowania polskich żołnierzy niż zdecydowanej zmiany kursu.

LUBLIN. UPADEK IDEI

Szczególnie dramatyczną i przykrą w skutkach okazała się współpraca z Sowietami podczas wyzwalania Lublina. Jeśli do tej pory rząd londyński mógł mieć jakieś złudzenia co do celowości i zasadności akcji „Burza”, podczas tej konfrontacji z faszystami Sowieci ukazali swoje prawdziwe zamiary.

Akcja „Burza” rozpoczęła się na Lubelszczyźnie na przełomie czerwca i lipca 1944 r. 29 czerwca tamtejsze dowództwo okręgu AK wydało rozkaz wzywający do pełnej mobilizacji i poświęceniu wszelkich sił w walce zbrojnej z okupantem. Zmobilizowano 12 tysięcy ludzi, wciąż jednak przybywali kolejni – nie starczyło jednak dla nich broni. Nie czekano na Rosjan: w obliczu spodziewanego sowieckiego natarcia, AK samodzielnie wyzwoliła szereg miejscowości na Lubelszczyźnie – w tym m.in. Bełżec, Lubartów i Krasnystaw. Współdziałając z oddziałami sowieckimi, wyzwolono Tomaszów Lubelski, Chełm, Zamość i Białą Podlaską.

22 lipca 1944 r. siły AK zajęły szereg strategicznych obiektów w Lublinie. Kolejnej nocy, podczas natarcia 2 Armii Pancernej, Polacy wsparli żołnierzy sowieckich w trakcie walk ulicznych. 25 lipca Lublin był wolny. Rankiem, z miejskich murów, powitała mieszkańców odezwa wojewódzkiego Delegata Rządu na Kraju, zaś na ulicach pojawiły się patrole Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa. Usiłowano ubiec Sowietów w przejęciu kontroli nad miastem, próba ta jednak skończyła się bardzo źle.
27 lipca 1944 r. dowódca 69 Armii Radzieckiej gen. Władimir Kołpakczi przedstawił lubelskiemu dowództwu Armii Krajowej jednoznaczne ultimatum: Wszystkie polskie oddziały mają natychmiast i bezwarunkowo podporządkować się naprędce utworzonemu Naczelnemu Dowództwu Wojska Polskiego. W przeciwnym razie zostaną natychmiast rozbrojone, zaś osoby stawiające opór – aresztowane i osądzone. Aby podkreślić znaczenie ultimatum, Sowieci pojmali dowódcę lubelskich struktur AK, płk Kazimierza Tumidajskiego. Pozostał on ich zakładnikiem aż do momentu rozpoczęcia składania broni przez oddziały Armii Krajowej.

Podobny los spotkał inne jednostki. 27 Wołyńska Dywizja AK, po wyzwoleniu Lubartowa i Kocka została podstępem rozbrojona przez sowiecką 74 Dywizję Piechoty. Ten sam los spotkał wileńskie zgrupowanie AK. Po gwałtownych protestach strony polskiej i dyskusjach, toczonych w Białymstoku przez przedstawicieli Delegatury Rządu, dowództwa 3 Armii Radzieckiej i wysłanników PKWN, ostatecznie aresztowano i zesłano w głąb Rosji wojewódzkiego Delegata Rządu Józefa Przybyszewskiego, białostockiego inspektora AK Władysława Kaufmana i innych. Tak samo postępowano w stosunku do polskich żołnierzy na Rzeszowszczyźnie, w rejonie Lwowa i na terenie Podokręgu Warszawa–Wschód AK.

UPOKORZENIE

Na przełomie lipca i sierpnia 1944 r. terytorium znajdujące się pomiędzy Bugiem a Wisłą ogłoszono frontową strefą okupacyjną. Rosjanie nie bawili się już w subtelności. Na terenach, które zajmowali stopniowo od początku roku, wyrastały jak grzyby po deszczu ośrodki nowej władzy i administracji – kiedy tylko przeszedł front, gdy ucichły działa, pojawiały się okręgowe, gminne czy miejskie komendantury wojenne, w których rękach spoczywała pełna władza nad podległym obszarem. Komendanci wojenni dysponowali też szerokim zakresem uprawnień w stosunku do przebywającej na „swoim” terenie ludności – były to w szczególności uprawnienia represyjne bądź opresyjne. Komendantury zajmowały się również ewidencją i zabezpieczeniem zastanego mienia. Przekładając z polskiego na nasze – w wielu przypadkach najzwyklejszą grabieżą.

26 lipca 1944 r. to przypieczętowanie sowieckiej władzy na zajętych terenach. W tym dniu przedstawiciele PKWN (występujący jako samozwańczy, oficjalni przedstawiciele narodu polskiego) podpisali w Moskwie porozumienie z władzami sowieckimi – gwarantowało ono tym drugim pełnię władzy na wyzwalanych terenach. Stalin nie musiał już działać w białych rękawiczkach – 1 sierpnia 1944 r. wydano rozkaz nakazujący rozbrajanie napotkanych oddziałów Armii Krajowej oraz innych jednostek, które nie podporządkowały się zwierzchnictwu PKWN. Rozkaz ten nakazywał również aresztowanie wszystkich oficerów polskich, co do zwykłych żołnierzy zaś, zostawiał pewien margines. Jeśli żołnierze ci wykazaliby wolę walki, miano ich wcielać przymusowo do zapasowych jednostek 1 Armii Wojska Polskiego, idącej na Berlin. Sierpień 1944 r. przyniósł ostateczną klęskę akcji „Burza” – NKWD dokonała wówczas aresztowań we wszystkich oddziałach Armii Krajowej, które zdecydowały się na ujawnienie przed Sowietami. Terror ten objął nie tylko wojskowych, członków AK i innych organizacji Polskiego Państwa Podziemnego ale również dużą część ludności cywilnej.

Na przełomie września i października 1944 r. Józef Stalin wezwał do Moskwy kierownictwo PKWN i PPR. Nie przebierając w słowach, zażądał wówczas od ich przedstawicieli zastosowania wobec przeciwników politycznych i opornej części społeczeństwa terroru totalnego, na wzór metod stosowanych w państwie sowieckim. Komuniści nie mieli wyboru. Poważnie potraktowali ostrzeżenie Stalina, iż w przypadku nie zastosowania się do jego zaleceń, polskie społeczeństwo po odejściu Armii Czerwonej i zakończeniu wojny natychmiast odsunie komunistów od władzy, kierując ich do więzień i na szubienice

EPILOG

Kiedy zimą 1944 r. wojska sowieckie przekraczały dawną granicę polską z 1921 r., premier rządu polskiego na uchodźstwie, Stanisław Mikołajczyk wydał oficjalne oświadczenie w tej sprawie. Oświadczenie to, na wyraźne żądanie brytyjskiego Foreign Office zostało delikatnie zmienione, zmiana ta odwróciła jednak jego sens.

Mikołajczyk pisał:

Naród Polski ma prawo spodziewać się pełnej sprawiedliwości, której pierwszym warunkiem jest możliwie najszybsze przywrócenie polskiej suwerennej administracji na całości uwolnionych ziem Rzeczypospolitej (…) Zachowanie się Polaków w tej wojnie świadczy, że Polska nigdy nie uznawała i nie uzna rozwiązań narzucanych siłą. Polska oczekuje, iż Związek Radziecki, ze względu na znaczenie przyszłych przyjacielskich stosunków między oboma narodami, nie zaniedba respektowania obecnych praw Rzeczypospolitej i jej obywateli

Na skutek wspomnianej interwencji z tekstu wykreślono dwa słowa: w pierwszym zdaniu słowo „całości”, w drugim zaś – „obecnych”. Tekst Mikołajczyka zyskał nowe, złowrogie znaczenie, zaś druga, tym razem skuteczna, trwająca kilkadziesiąt lat okupacja sowiecka, stała się faktem

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

Nie wiedziałem że 17 września 1939 roku już istniała organizacja Armia Krajowa na wschodzie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dowiedziałem się nowych rzeczy! Dzięki!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Takie arty to wspaniała lekcja historii. Jak szkoda, że nie poleca się jej nauczycielom i uczniom.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję za interesujący materiał.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ciekawie przedstawiona historia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Mateuszu, a czegóż można się było spodziewać, po wyzwolicielach, którzy najpierw podpisali pakt z "diabłem"? Po Stalingradzie, wzięty do niewloi generał Walther Seydlitz von Kurzbach nakłaniał Rosjan do utworzenia tzw. Komitetu Narodowego, jako rządu na wychodźstwie. Jednak Stalin obawiał się, że zostanie to odebrane przez Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone, jako polityka proniemiecka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Interesująco przedstawiony kawałek polskiej, smutnej historii (5+7)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pięknie dziękuję, panowie :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Darku, ta prawda jest nie tylko zapomniana, ale była skutecznie załgana. W PRL-owskich szkołach uczono tylko o naszych "wyzwolicielach" ze wschodu, w co dzisiaj wielu nadal wierzy. Publikacji Yana Holtza daję 5 za staranny i rzetelny opis faktów. Prawda się obroni, nawet po wielu latach fałszowania historii. Dziękuje za artykuł.

Komentarz został ukrytyrozwiń

warto przypominać zapomnianą prawdę. 5+7

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.