Marek Migalski, kandydat do europarlamentu na śląskiej liście PiS-u, jeszcze niedawno zarzekał się, że pozostanie poza polityką. Obiecał, że jeśli słowo złamie, przejdzie pieszo 80 kilometrów z Gliwic do Zawiercia, a połowę ewentualnej pensji eurodeputowanego odda dziennikarzowi, z którym się założył.
Migalski, przed kilkoma miesiącami zajmujący się polityką wyłącznie jako komentator, przysięgał, że na stanowisku komentatora zamierza pozostać i żadne kandydowanie go nie interesuje. Zapewnił, że jeśli jakimś cudem w czerwcu znajdzie się na listach wyborczych, w akcie pokuty pieszo przemierzy drogę z Gliwic do Zawiercia. Pewny swego, zobowiązał się też do przekazywania połowy swojej ewentualnej brukselskiej pensji na konto dziennikarza, z którym się założył.Zobacz także:
Sortuj komentarze:
Autor usunął profil 20.05.2009 23:16
Magdo, masz rację "bratanie się z partia braci Kaczyńskich" to coś więcej niż błąd, to obłęd :)
Magda Wieczorek 20.05.2009 23:00
Dlaczego uważasz , że " bratanie się z partią braci Kaczyńskich" jest politycznym błędem dr Migalskiego?
Łukasz Trybulski 19.05.2009 13:31
Pan Migalski w PiS jedną nogą był już od dłuuuższego czasu. Szkoda tylko, że pan doktor zrezygnował z biegu do Zawiercia, wówczas miałby sporo czasu na przemyślenie swojej decyzji o brataniu się z partią braci Kaczyńskich. Mam nadzieję, że chociaż ową sumę pieniędzy przekaże pan Migalski na konto jakieś organizacji charytatywnej.
W Jaworznie eko-bomba nadal tyka. Skutki gorsze niż w Czarnobylu?
(odsłon: +2679)