Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

20640 miejsce

Jak Koszalin powoli wracał do życia w 1945 roku...

Każde miasto i każda osoba, mają swoją historię. Czasem wystarczy tylko się rozejrzeć... Swoimi wspomnieniami dzieli się z czytelnikami Wiadomości24.pl Maria Piątkowska, nauczycielka, która w 1945 roku przybyła na ziemie zachodnie.

Kiedy przyjechała Pani do Koszalina?
-Przyjechałam do Koszalina z Gniezna w sierpniu 1945r, jako młoda dziewczyna. Byliśmy przez Niemców internowani, następnie wysiedleni i wywiezieni. Ojciec mój był powstańcem wielkopolskim i bałyśmy się z mamą o jego życie.Po około tygodniowej tułaczce wagonem kolejowym, trafiliśmy do Koszalina.

Gdzie Państwo mieszkali?
-Przy obecnej ulicy Gnieźnieńskiej, pod numerem 27. Na drzwiach naszego mieszkania przybity był orzeł, na znak, że mieszkają tu Polacy. Ale naszymi współlokatorami byli Niemcy.
-
Dlaczego przydzielono ich do waszego mieszkania?
-Ich dom został zniszczony, więc zajęli trzy pokoje, a my jeden.Był to trudny etap życia, po świeżych wspomnieniach okupacji.

Jak więc układały się wzajemne relacje z zamieszkałymi z wami Niemcami?
-Ja traktowałam ich z rezerwą. Rodzice, którzy biegle mówili po niemiecku, opowiadali naszym współlokatorom o okupacji i obozach zagłady. Ci zwykli Niemcy nie mieli w ogóle pojęcia o tym wszystkim. Mieszkał z nami profesor Dardel, botanik, od którego moi rodzice wiele dowiedzieli się o Koszalinie.

A jak zachowywali się Niemcy? Byli butni, rozgoryczeni?
-"Nasze Niemki" bardzo szanowały moją rodzinę. Mama dokarmiała je, ponieważ były często głodne. O żywność było bardzo trudno, handel jako taki nie istniał, dlatego staraliśmy się dzielić wszystkim. Pamiętam, jak jedna z Niemek opowiedziała nam, że w okolicy Koszalina są lasy pełne grzybów, jagód i orzechów. Poprosiliśmy ją, by nas tam zaprowadziła, jednak odmówiła stanowczo.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Tak Panie Michale, zgoda, temat wymaga szerszej rozbudowy. Ale to miało byc krótkie przedstawienie informacji, nie artykuł typowo historyczny. Orła zawiesiła administracja polska, i nie było błędu- wyjazdy od 1956r, gdyż była to ostatnia fala deporacji Niemców. wywóz Niemców rozpoczął się już w 1945r. A co do zdjęć- zapraszam na stronę Stowarzyszenia Przyjaciół Koszalina www.przyjaciele.koszalin.pl
jest tam ogormna galeria map i zdjęć z różnych okresów.
pozdrawiam i dzieki za analizę
autor

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wielki plus za temat, który jednak mógłby być dokładniej opracowany. O ile o historii Gdańska, czy Wrocławia dużo się mówi, to transformacja Koszalina, czy Kołobrzegu w polskie miasta pozostaje nieznana. Tym większe pole do popisu - parafrazując: Był sobie Koszalin:)

Dlatego: a. temat powinien być potraktowany obszerniej, b. sylwetka rozmówczyni, w tym zdjęcie, jest do uzupełnienia, c. oprawę graficzną można by było wzbogacić o np. mapę pierwszego po wojnie podziału wojewódzkiego - na marginesie brak definicji "obwodu" koszalińskiego, nieznanej w polskiej terminologii administracyjnej? Czy nie było to od razu województwo (dekretem np. utworzono w 45 r. gdańskie, tam początkowo był z tego co pamiętam Szczecin, ale szybko też Koszalin)?

Chętnie zobaczyłbym chociaż współczesne zdjęcia tych ulic o których mowa w tekście, a na pewno zdjęcie domu bohaterki wywiadu. Autor nie zadbał też o odpowiednią dziennikarską wnikliwość pomijając bardzo ciekawy wątek orła na drzwiach (czy tak oznaczali nas Niemcy, czy też rodzina bohaterki chciała podkreślić swój patriotyzm), wyjaśnienienie napisu "chadziajstwo iwanowa", a w dacie granicznej wyjazdów Niemców jest najpewniej błąd: do, a nie od 1956.

Bez tego wszystkiego czytelnik pozostaje w niedosycie, a wartościowy temat jest w dużej części spalony.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.