Zakaz palenia w Polsce na przykładzie Irlandii. Czy wprowadzenie zakazu palenia napotka w naszym kraju na opór? Jeżeli tak, to czy kryje się tam jakieś drugie dno?
Wprowadzenie ustawy zakazującej palenia w miejscach publicznych zmusiło mnie by napisać o tym jak palą Irlandczycy. Palą prawie bez ograniczeń. To prawie oznacza całkowity zakaz palenia w publicznej przestrzeni zamkniętych budynków. Nazywając rzecz po imieniu obowiązuje zakaz palenia w barach, pubach, restauracjach, hotelach (oprócz wyznaczonych pokoi) gmachach użyteczności publicznej itd. Kara za złamanie zakazu jest wysoka i wynosi 3000 EURO.
W piątkowe i sobotnie wieczory znakiem rozpoznawczym każdego pubu jest spora grupa ludzi zaciągających się łapczywie przed wejściem do lokalu. I, o ile palenie tak, to picie na ulicy już nie. Na papierosa można wyskoczyć, ale bez drinka. To jest zupełnie niegłupi pomysł. Dzięki temu, w środku, nawet astmatycy mogę oddychać swobodnie, a na zewnątrz nie grozi nam bycie oblanym zawartością "szkła". Jedynym minusem takiego stanu rzeczy jest charakterystyczny smród i brud wokół wejścia, szczególnie w niedzielny ranek, ale kto spaceruje po Dublinie przed 12.00?
Kiedy słyszę głosy przeciw wprowadzeniu zakazu palenia w Polsce, które padają na antenach mediów i które czytam na łamach polskich gazet, ogarnia mnie zdumienie. Argumenty są przeważnie natury ekonomicznej, bo estetyczne to tylko absolutny głupiec mógłby podnosić. W Irlandii gdzie papierosy kosztują w przeliczeniu ok. 36 PLN, pali się ciągle dużo i chętnie, lokale nie odnotowały spadku klientów. Królujące w wiadomościach specjalne kabiny dla palaczy, pochłaniające dym tytoniowy, w Irlandii nie występują. Zdaje się, że znowu ktoś na decyzji Sejmu zarobi miliony, ciekawe kto?
Podczas wizyt w kraju, szokował mnie widok i zapach papierosów palonych nawet w centrach handlowych. Argument o wolności wyborów podejmowanych przez człowieka natrafia na pytanie o wolność wyboru osób niepalących, są go pozbawieni. Żeby była jasność, paliłem przez większość życia i palaczy rozumiem, nie ma znaczenia fakt, że właśnie w Irlandii papierosy rzuciłem. Dym w miejscach publicznych po prostu śmierdzi i już. Wszystkim dziennikarzom, którzy są przeciwni wprowadzeniu zakazu palenia, pragnę przekazać mój apel, – Jeżeli chcecie by Wasz głos był słyszany, zadbajcie o czystość intencji i świeżość oddechu, wtedy może i zakaz wyda Wam się pozytywnym zjawiskiem. W przeciwnym razie nie bójcie się oskarżenia o niejasne powiązania z koncernami tytoniowymi. Szczytem hipokryzji jest dorabianie teorii wolnościowych do zwykłego nałogu. Mała czarna bez papierosa, dla mnie to wizja warta poświęceń, a dla palaczy to test na tolerancję. Mam nadzieję, że zdrowego rozsądku Rodaków, nie spowije żadna zasłona dymna, a koncerny tytoniowe oddadzą kolejne pozycyjnie na froncie batalii o ludzkie zdrowie.