Facebook Google+ Twitter

Jak obywatele mogą kształtować przestrzeń, w której żyjemy

Współautorzy: Katarzyna Lisowska

Rosnący chaos przestrzenny polskich miast i wsi, otwieranie centrów handlowych w miejscach do tego niedostosowanych - to przykłady problemów, których polski system zagospodarowania przestrzennego nie potrafi skutecznie rozwiązywać.

Projekt perspektywicznego rozwoju Gliwic z 1904r. Planowane ulice i regulację Kłodnicy zaznaczono przerywaną linią. Zielone strzałki wskazują zrealizowane projekty, a czerwone - projekty, których Niemcy nie zdążyli zrealizować do 1945 r. / Fot. Damian Recław "Gliwice w starej fotografii"Amerykański geograf chińskiego pochodzenia Yi-Tuan napisał: „Przestrzeń jest w zachodnim świecie powszechnie przyjętym symbolem wolności (...). Zamknięta i uczłowieczona przestrzeń staje się miejscem. W porównaniu z przestrzenią, miejsce jest spokojnym centrum ustalonych wartości. Istotom ludzkim potrzebne jest zarówno miejsce, jak i przestrzeń (...). Miejsce to bezpieczeństwo, przestrzeń to wolność”

Historyczne zaszłości


Po latach socjalistycznej gospodarki planowej wszyscy serdecznie nie znosimy „planowania” czegokolwiek. Być może dlatego, planowanie przestrzenne zostało potraktowane tak bardzo po macoszemu. Polskie prawo ułatwia możliwość szybkiego zabudowywania gruntów dotąd niezabudowanych i peryferyjnych, bez zwracania szczególnej uwagi na interesy ogólnorozwojowe miasta, ład przestrzenny, czy też ochronę środowiska.

Planowanie i zagospodarowanie przestrzenne nie należy do priorytetów polityki państwa – w odróżnieniu od innych państw europejskich, w polskiej konstytucji nie ma zapisu, że planowanie przestrzenne stanowi istotny zakres działania sektora publicznego. Zatem w praktyce ład przestrzenny realizowany jest wyłącznie w węższym sensie tego słowa, w ramach cząstkowych planów miejscowych, często tworzonych pod zamówienie konkretnego inwestora. Trudno o bardziej aspołeczną formę polityki przestrzennej, zredukowanej do reagowania planami miejscowymi na potrzeby prywatnych inwestorów.

Jak obywatel może kształtować przestrzeń?


Zgodnie z ustawą z dnia 27.03.2007 najpierw ustalane są ogólne zasady polityki przestrzennej w postaci tzw. „studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego”. Później przystępuje się do tworzenia właściwych „miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego” (mpzp), które mają rangę przepisu prawa miejscowego.

Gliwice w 2007 roku. Po 1945 r. niestety nie kontynuowano realizacji założeń z 1904 r. A szkoda, bo pomogłoby to rozwiązać problemy komunikacyjne w centrum. / Fot. Google MapsNa szczęście ustawodawca dał obywatelom prawo zgłaszania swoich uwag do studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta. Studium ma jedynie moc uchwały miejscowego samorządu, jednak przyjęte w nim założenia należy uwzględnić przy tworzeniu mpzp. Władze samorządowe są zobowiązane do podania do publicznej wiadomości informacji „o przystąpieniu do sporządzenia studium” i wyznaczenia terminu składania wniosków do studium przez mieszkańców.

Czy obywatel naprawdę może kształtować przestrzeń?


Logika podpowiada, że konsultacje społeczne powinny dotyczyć zarówno głównych celów polityki przestrzennej (inwestycje, komunikacja, rewitalizacja), jak i konkretnych, lokalnych rozwiązań oraz obejmować swym zasięgiem wszystkie zainteresowane grupy społeczne.

Jak wygląda to w moim mieście? Pisane małym druczkiem ogłoszenie pojawiło się na przedostatniej stronie lokalnego biuletynu z 9.03.2006 - informując, że zainteresowani mogą składać wnioski w terminie do 30.03.2006. Formalnie - wszystko w porządku, jednak termin wyznaczony na składanie wniosków przez obywateli był najkrótszym terminem, jaki dopuszcza ustawodawca. I konia z rzędem temu, kto wypatrzył niepozorne ogłoszenie ukryte wśród dziesiątek innych urzędowych ogłoszeń. Cóż jednak stało się z wnioskami tych obywateli, którzy zachowali „czujność rewolucyjną”, nie przeoczyli ogłoszenia i zdążyli złożyć swoje wnioski do studium? Otóż wnioski obywateli, wszystkie jak jeden mąż, znalazły się na liście wniosków „rozpatrzonych i nieuwzględnionych”…

Opisane praktyki w pełni oddają intencje władz odnośnie współudziału obywateli w dyskusji nad przyszłością miasta: obywatel jest wysoce niepożądany w tym procesie, a władze jedynie z musu spełniają ustawowy obowiązek formalnego dopuszczenia mieszkańców do współudziału. To nie tylko gliwicka specjalność, tak się dzieje również w wielu innych miejscach w Polsce. W praktyce oznacza to, że decyzje są podejmowane z pominięciem opinii społecznej.

Jak jest gdzie indziej?


U naszego sąsiada, w Niemczech w procesie planowania wszystkie interesy prywatne i publiczne muszą być wzajemnie wyważone**. Proces ten jest podzielony na dwa etapy: Wysłuchanie – po przyjęciu uchwały o planie zabudowy, ogłasza się ją publicznie i zbiera się informacje o zamierzeniach i oczekiwaniach mieszkańców; Wyłożenie - po sporządzeniu projektu planu, mieszkańcy pisemnie zgłaszają uwagi. Takie postępowanie zapobiega konfliktom i sprzyja wypracowaniu korzystnych rozwiązań.

Co dalej?


W świetle tak kulejącej praktyki planowania przestrzennego w naszym kraju, pesymizmem napawa pomysł dalszego uproszczenia przepisów i prawa budowlanego. W ciągu 2 lat ma zniknąć konieczność uzyskiwania przez inwestora decyzji o warunkach zabudowy. Resort budownictwa ma opracować ogólne standardy urbanistyczne (nikt nie wie, co to tak naprawdę oznacza), a minister budownictwa będzie decydował, czy zgłoszone przez inwestora przedsięwzięcie będzie zaliczane do „inwestycji koniecznych”. Planuje się wprowadzenie 5-procentowego podatku od wartości gruntów objętych planem miejscowym, których właściciel nie chce sprzedać.

Te wszystkie „kosmetyczne” zmiany mają sprzyjać przyspieszeniu cywilizacyjnemu m.in. w drodze do Euro 2012. Niestety, proponowane zmiany w nowelizowanych ustawach nie mają charakteru całościowego rozwiązania, są doraźne i fragmentaryczne, co więcej, rola obywateli, czyli najbardziej zainteresowanych, została jeszcze bardziej niż dotąd zdegradowana. Istnieje zatem realna obawa, że skutki tych prowizorycznych zmian w przepisach mogą na długo pozostawić szpetny ślad w otaczającej nas przestrzeni, w myśl znanej prawdy, że „prowizorki trwają najdłużej”.

Zamiast pointy


Andreas Billert - znany w Polsce i Niemczech historyk sztuki, specjalista rewitalizacji miast napisał w poznańskiej "Gazecie Wyborczej" (30.10.2007): Społeczność poznańska, społeczność o silnych tradycjach miejskich, rozpoznała bezbłędnie, że planowanie przestrzenne warunkuje rozwój miasta tylko wówczas, kiedy staje się "planowaniem obywatelskim", z udziałem mieszkańców. W walce o obywatelskie planowanie, czyli o "miasto obywatelskie", walczą dzisiaj również mieszkańcy Gliwic, sprzeciwiający się brutalnej koncepcji miejskiej autostrady zwanej już "Gliwicką Rospudą”. Dla tych celów: budowy obywatelskiego społeczeństwa i obywatelskiego miasta, nie trzeba wodzów ani wizjonerów, ale wielu szarych "robotników demokracji".

Źródła:

Andrzej Jędrasko, "Zagospodarowanie przestrzenne w Polsce- drogi i bezdroża planowania ustawowego";

Hubert Izdebski, Aleksander Nelicki, Igor Zacharian, "Zagospodarowanie przestrzenne- polskie prawo na tle standardów demokratycznego państwa prawnego".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (12):

Sortuj komentarze:

i własnie w tym miejscu nalezy powiedziec o akcji zbierania podpisów pod petycja do Ministra Infrastruktury o zwiekszenie wpływu obywateli na proces kształtowanie planów miejscowych.
Na stronie akcji znajdują sie niezłe filmy diokumenrtalne potwierdzające lekceważący stosunek urzędników.
Podpisujcie http://www.petycja.pl

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wbrew przekonaniom wielu profesjonalistów parających się zagadnieniami urbanistyki mechanizmy rządzące rozwojem miast są doskonale odczytywane przez ich mieszkańców. Potwierdza to ten artykuł. Gratuluję autorkom i proszę o dalsze publikacje na ten temat.
Niniejszy artykuł zamieściłam na stronie projektu mojemiasto.org.pl , krórego celem jest popularyzacja idei uczestnictwa społecznego w szeroko rozumianym planowaniu przestrzennym:
http://www.mojemiasto.org.pl/dzialania-mieszkancow/jak-obywat le-moga-ksztaltowac-przestrzen-w-ktorej-zyjemy/
Zapraszam serdecznie, Małgorzata Hanzl

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marto, Marku.
Jakby to powiedzieć, Sytuacja w Gliwicach jest skomplikowana. Nasz władze mają na swoim koncie wiele niewątpliwych sukcesów. Do tego zatrudniają czołowych specjalistów od PR, mają też w swoich rękach media (Miejski Serwis Informacyjny, który wychodzi co tydzień w nakładzie bodaj 20 000 egz.) oraz wpływ na inne gazety lokalne, które są cześciowo sponsorowane przez UM.

Największym nieszczęściem jest chyba to, że ta sama formacja rządzi Gliwicami od kilkunastu lat. I niestety, sprawdza sie stara prawda - władza deprawuje. Wielu z tych ludzi ma solidarnościowy rodowód i znamy ich z tamtych czasów - byli innymi ludźmi! Z czasem przejęli najgorsze przywary minionego systemu - przede wszystkim argogancję i lekceważenie obywateli. Każdy głos merytorycznej krytyki jest odbierany jako osobisty atak. Nie ma dialogu. Obywatel, zwłaszcza aktywny - zawadza. To o stylu władzy.

Zaś jeśli chodzi o kierunki rozwoju miasta, które wyznacza ta władza, to moja uwaga jest taka - czas najwyższy na zmianę kursu. Musi być równowaga między liberalnym podejściem do wszystkiego a potrzebami społecznymi - trzeba pomyśleć trochę o jakości życia mieszkańców, o zabezpeiczeniu dziedzictwa kulturowego, o integrowaniu społeczności, o tworzeniu przestrzeni publicznej.

Nasi włodarze myślą, że jak się wszystko wyprzeda i jak miasto wesprze wielki biznes, to i mieszkańcy się przy tym "pożywią" i wszystko samo pójdzie w dobrym kierunku. Niestety, takie myślenie prowadzi na manowce, a mieszkańcy czują się upokorzeni tym, że miasto wspiera wielkie firmy ze specjalnej strefy ekonomicznej (partnerstwo prywatno-publiczne) milionowymi kwotami, a zwykły obywatel czy drobny lokalny biznesmen nie ma co liczyć na jakiekolwiek wsparcie. Dużo by pisać...

Komentarz został ukrytyrozwiń

I Kasia :) I Maria, i Piotr, Gosia, Ola ....i coraz więcej ludzi uświadamia sobie ,że trzeba działać:)
Dziękuję za komentarze, mam nadzieję, że tekst przyczyni się do wyjaśnienia meandrów ustawodawstwa polskiego

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 26.11.2007 13:17

Plus za tekst. Drugi za zaangazowanie. Dzieki takim ludziom jak Ty i Andrzej, Gliwice maja szanse...

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) I jak tak czytam świetne materiały społeczne Andrzeja Pieczyraka
link tml
link
to upewniam się, że gdzie jak gdzie, ale w Gliwicach urzędnicy i władze miejskie najwyraźniej nie dorosły do cywilizowanych zachowań. Mam zatem nadzieję, że chociaż mieszkańcy dorośli do tego, żeby się ich pozbyć :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) temat ciekawy

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marcin! Gdzie masz tę prelekcję i kiedy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

+/ Autorka opisała praktyki na przykładzie swojego miasta.
Mogę tylko potwierdzić, że tak dzieje się w wielu samorządach, także na moim terenie.

Sporządzanie miejscowych planów zagospodarowania służy dorażnym potrzebom inwestorów /głównie tych słusznych/, a na sporządzenie przestrzennego planu zagospodarowania od lat brak funduszy, a zwłaszcza woli; bo bałagan okrutny!

Propozycje nowego rządu uproszczeń i ułatwień w założeniu słuszne, ale co wykonania... czarno to widzę!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mój ulubiony tekst na w24! EVER!

Właśnie jutro mam prelekcję na dokładnie ten sam temat :D

Zgroza to mówić, ale jak patrzę i jeżdżę po śląskich miastach to wraca sentyment do niemieckich urbanistów :) Starych pocztówek i map, które systematycznie zbieram i studiuję

Brawo

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.