Facebook Google+ Twitter

Jak PiS, PO i inne partie unikają debat? O pomysłowości posłów

Posłowie potwierdzali udział w debacie, po czym po prostu nie przychodzili, nie oddzwaniali, nie tłumaczyli swojej nieobecności. W Białymstoku próbowano zorganizować cykl przedwyborczych dyskusji - spotkało się to z wielkim oporem miejscowych polityków.

 / Fot. PAP/Jacek TurczykPlan był taki - cztery tematyczne panele, każdy w odstępstwie dwóch tygodni. Polityka gospodarcza, polityka podatkowa, polityka rodzinna, emerytury i renty. Początek - 10 sierpnia, koniec - 21 września. Dla każdego dyskutanta 3 minuty na przedstawienie stanowiska w temacie debaty. Następnie pytania z sali - 2 minuty na pytanie i 3 minuty na odpowiedź.

Zorganizowania przedsięwzięcia podjęła się lokalnie działająca fundacja - Klub Konserwatystów. Problemy pojawiały się od samego początku, bo posłowie oraz kandydaci na posłów nie byli skorzy do żadnych dyskusji.

Na tydzień przed pierwszą debatą organizatorzy rozesłali zaproszenia do lokalnych biur ośmiu partii politycznych, pozostawiając ugrupowaniom wybór reprezentanta. Potem dzwonili z prośbą o potwierdzenie.

Czytaj także: Kaczyński o debacie: niepoważne propozycje nas nie interesują

- Najbardziej niechętna debatom była PO. Wszyscy starali się zepchnąć sprawę na kogo innego - mówi Piotr Noniewicz, prezes zarządu fundacji. Nie udało się zaprosić Damiana Raczkowskiego, bliskiego współpracownika Donalda Tuska. PO obiecała jednak wyznaczyć reprezentanta i oddzwonić. Telefon ciągle milczał i ostatecznie miejsce na sali dla reprezentanta Platformy pozostało puste.

SLD odmówiło od razu tłumacząc, że nie jest w stanie oddelegować reprezentanta, bo "ma braki kadrowe". Zapewniano jednak, że przystąpią do pozostałych panelów - i rzeczywiście przed drugą częścią zapowiedzieli udział posła Jarosława Matwiejuka. Na tym jednak kontakt z Sojuszem się urwał. Nikt z SLD nie stawił się na debatę - ani na pierwszej, ani na drugiej części.

Czytaj także: Debaty o debatach, czyli rozmowy o niczym

W biurze PSL zarzekano się, że zaproszenie nie dotarło. Organizatorzy zaproponowali więc wysłać pismo ponownie, tym razem faksem, na co ludowcy przystali. Historia była podobna - nazwisko reprezentatna będzie jeszcze tego dnia. Żadnego sygnału. PSL na debatę się nie stawiło. - Odniosłem wrażenie, że w ogóle nie są zainteresowani. Szkoda, że nikt nie był w stanie powiedzieć tego wprost - opowiada Noniewicz.

Czytaj więcej -->

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Przecież nie po to się zapisywali do partii żeby na jakieś głupie pytania odpowiadać!! Od tego to jest rzecznik, a nie oni!! Kto to w ogóle wymyślił żeby jakieś debaty organizować i wszystko psuć!! To jakiś jak nic wróg ojczyzny jest! Przecież i tak wiadomo, że partie kochają naszą Polskę najbardziej na świecie i po co coś więcej?

Komentarz został ukrytyrozwiń
MłodyCzłowiek
  • MłodyCzłowiek
  • 01.09.2011 12:33

I jak takich ludzi mam wybierać aby mnie reprezentowali? Maja nas po prostu w czterech literach - dla wszystkich od lewa do prawa interesuje tylko koryto ,a te wszystkie ideologie itp to tylko pic na fotomontaż. Wszyscy ładnie mówią jak to kochają ludzi ,kraj i jak im zależy na naszej przyszłości i dobrobycie. Oni nie chodzą na te debaty bo nie mają żadnego pojęcia o gospodarce czy problemach danego regionu. Śmiech i zarazem płacz na sali. Nieważne czy wybory wygra SLD,PO,PIS - wszystko będzie to samo bo zmieniają się słowa i kolory partyjne - ale zgnilizna pod nimi jest taka sama.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Jan Kowalski
  • Jan Kowalski
  • 01.09.2011 12:30

Debaty chce przede wszystkim chce uniknąć pan Kaczyński. Pamięta on dokładnie sromotną porażkę jako poniósł przed czterema laty. Jak sam, swego czasu twierdził,miało to być powodem porażki wyborczej

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.