Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9114 miejsce

Jak płacić za pracę? Kwadratura koła

Rozmowy o zarobkach kończą się na ogół tak, jak dyskusje światopoglądowe - każdy pozostaje przy swoim zdaniu, a bardzo często dochodzi przy tej okazji do pyskówek, obrażania, dąsów oraz ciskania inwektyw w kierunku swoich adwersarzy.

Pieniądze / Fot. Marek ChorążewiczDlaczego zarabianie jest takim drażliwym tematem?

Niejednokrotnie zastanawiałem się nad tym. Dlaczego w niektórych rodzinach temat zarabiania pieniędzy jest czymś, o czym się nigdy nie dyskutuje w większym rodzinnym gronie? Przy czym wcale nie chodzi o to, że wszyscy w tej rodzinie hołdują zasadzie, iż „dżentelmeni o pieniądzach nie dyskutują, bo je mają…” Tylko tak po prostu, nie dyskutuje się i już.

To samo dzieje się w naszych miejscach pracy. W „trosce” o nasz komfort psychiczny i „pełną” anonimowość o wynagrodzeniach większość pracodawców wymaga od swoich pracowników aby mieli własne konta bankowe, z czego najbardziej zadowolone są banki „za darmo” świadczące usługi w transferze zarobionych pieniędzy. Wszyscy są więc „zadowoleni” z takiego obrotu sprawy, a pracodawcy opowiadając o przejrzystości w firmie robią wszystko, aby jeden pracownik nic nie wiedział o zarobkach drugiego.


Z czym jest największy problem, jeśli chodzi o zarabianie?


Na takie pytanie odpowiedź wydaje się prosta - chodzi o wycenę pracy. Nie ma uniwersalnego i sprawiedliwego cennika pracy, mimo że wydawałoby się, iż jest to proste do wykonania, bo zawsze można przyjąć jakieś kryterium czy kryteria, stanowiące wzorzec. Okazuje się, niestety, że nie istnieje takie kryterium, które byłoby powszechnie akceptowane, a przyjmowane tu i ówdzie „jakieś tam” są zawsze największą kością niezgody.

Jak bowiem można wycenić fachowość pracownika lub jego odpowiedzialność? Czy staż pracy i odbyte szkolenia są dobrym miernikiem tego pierwszego? A czy w ogóle da się zdefiniować odpowiedzialność lub chociażby tylko właściwie ją stopniować?

A przecież jakże często w uzasadnianiu wynagrodzenia niektórych grup zawodowych czy pracy na pewnych stanowiskach (np. w polityce, administracji, finansach, gospodarce) powołuje się na te wspomniane parametry, a w rzeczywistości wszyscy wiedzą, że jest to zwykłe mydlenie oczu pozostałym…

Inny wątek. A co z ciężkością, uciążliwością czy ilością pracy? Czy są to w ogóle dobre kryteria brane pod uwagę do jej wyceny?

A jak jest z wyceną pracy w sztuce, sporcie czy w szeroko pojętym tzw. show biznesie? A już totalnym nimbem tajemnicy okryte są wynagrodzenia za pośrednictwo w usługach religijnych. Wydaje się, że zarobki tutaj brane są całkowicie z… sufitu.

Zresztą, pomysłowy człowiek wymyślił dziesiątki określeń, aby zamienić zwykłe słowo „zarobek” zrozumiałe dla wszystkich na jakieś inne, które już takim ma nie być. Przecież głupio jest brać wynagrodzenie „za nic”, więc wymyślono honorarium, tantiemy czy apanaże. Jakżeż to pięknie brzmi…
Wystarczy zajrzeć do słownika wyrazów bliskoznacznych i znajdziemy tam co najmniej kilkanaście innych synonimów.

Taką wyliczankę można by ciągnąć jeszcze długo, ale chcę zwrócić uwagę na zupełnie inny problem z wyceną pracy, mianowicie:

czy za każdą pracę należy się zapłata?

Widziałem już kilkakrotnie, jak - z pozoru – to niewinne pytanie rozpala rozmówców o zarabianiu do białości. A dzieje się tak tylko dlatego, że dyskutanci nie mogą dojść do porozumienia, co rozumiemy pod określeniem „praca” lub zaniechali w ogóle zdefiniowania tego terminu na wstępie dyskusji.


W tym miejscu można by zadać pytanie: za co w ogóle należy się zapłata?



Ostatnio sąd orzekł, że fryzjer nie będzie musiał płacić jednej z instytucji za to, że klient podczas wykonywanej u niego usługi słucha muzyki. Natomiast inna instytucja, ZUS, nie płaci za usługi orzecznicze lekarzom, którzy nie są zatrudnieni w tym przedsiębiorstwie. Ktoś kiedyś po prostu orzekł, że pewne prace nic nie kosztują i taki stan trwa do dzisiaj. Nawet trzyletnie przechowywanie kopii zusowskich druków zwolnieniowych, ta instytucja zapewnia sobie na cudzy koszt. Takich absurdów każdy z nas mógłby znaleźć w swoim otoczeniu bez liku.

W dodatku, oprócz powyższych dylematów wpływających na ustalenie wynagrodzenia za pracę, nakłada się jej niewłaściwy sposób liczenia, celowy bądź nie.

Przykład.Jak oszacować koszt pracy takiego fachowca jakim jest pani minister Bieńkowska? Jej wynagrodzenie, jak podali redaktorzy Superstacji, za okres pracy w całej kadencji w Brukseli, europejscy biurokraci wycenili na około 12 mln złotych. Ale to nie wszystkie koszty pracy pani minister. Polscy podatnicy dołożą do tego jeszcze kilka milionów, a to dlatego, że trzeba będzie przeprowadzić uzupełniające wybory do Senatu w Mysłowicach i pokryć koszty reorganizacji „krojonego” na jej miarę super Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju. Czy wobec tego mam się cieszyć z awansu pani Bieńkowskiej, jak to wmawiają mi mainstreamowe media?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

Kiedyś, w okresie szlachetnej walki z komuną, gdy odbywały się strajki w całej Polsce, bardzo często strajkujący robotnicy walczący o poprawę swojej egzystencji, a więc o wyższe płace również, używali argumentu o "jednakowych żołądkach". Oczywiście, że miało to podkreślać sprawiedliwy rozdział środków wydartych na podwyżki płac, ale czyż nie widać w tym chichotu zasad ustrojowych z którymi walczono?
.
Argument zupełnie absurdalny, bo całkowicie niezgodny z rzeczywistością. Każdy ma bowiem różnej wielkości narządy, w tym i żołądki. Ale hasło było nośne i w dobie kartek na żywność mniej więcej respektowane, przynajmniej propagandowo. To "mniej więcej" wynika z faktu, że niektóre grupy zawodowe miały przydziały na dodatkową porcję żywności.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przyjdzie czas, przyjdzie rada i trfzeba będzie się rizliczyć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

OSHO, w ramach optymalizacji myśli, mógłby rozważyć słowa Piotra Kraśki, któremu podczas biegu, najlepiej półmaratonu przynajmniej - to się dopiero myśli! ;)

A bezrobotny... cóż, powinien przeczytać książkę niejakiego Proctora Boba, "trenera sukcesu", który popełnił był jedną pod tytułem: "Urodziłeś się bogaty".
Bezrobotny o tym nie wie, ewentualnie zapomniał. Uświadomienie za jedynie dwadzieścia kilka złotych ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

No tak, faktycznie pieszo zdrowiej a samochodem szybciej... Dosłownie jak OSHO, który twierdził, że "woli jeździć Rolls-Roycem, bo mu się lepiej w nim myśli".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wracając do wyceny pracy, tej tak zwanej "średniej". Warto zdawać sobie sprawę z kilku wskaźników.

Weźmy dla porównania trzy kraje: Niemcy, Polskę i Rosję.
PKB/głowę w tys. USD odpowiednio: 40; 21; 15,5.
Czy coś się nie zgadza z intuicją ?
No tak, wydajność pracy - odpowiedzą. A od czego zależy wydajność pracy?
Weźmy zatem kwoty wydawane na badania i rozwój, też jako procent PKB:
2,64; 0,74; 1,62.
Wygląda to w Polsce tragicznie, a w liczbach bezwględnych jeszcze gorzej:
89; 3,62; 32. W miliardach USD.

Jakie perspektywy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale kto bezrobotnemu "każe" jeździć autobusami ?
Może chodzić przecież, a najlepiej biegać. Wtedy dodatkowo staje się patriotą, bo odciąża NFZ i ZUS. ;)

U mnie jest wynalazek w posatci biletu dobowego. 7 zł/ dobę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W dodatku, bezrobotny, żeby szukać pracy aktywnie np. w dużym mieście powinien mieć sporo kasy na bilety komunikacji miejskiej, aby poszukiwać owej pracy (jeden bilet w Łodzi na 20-minutowy przejazd 2 zł 60 groszy).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pytanie tylko, p. Grzegorzu, czy "Szpilki" zechciałyby ten artykuł wydrukować - z jednej strony. I z drugiej: ile byłby gotów ( gdyby mógł to uczynić) potencjalny autor "Szpilkom" zapłacić za wydrukowanie swojego artykułu. ;)

W Polsce trzeba płacić za możliwość pracy. Na swoim. 1000 zł na dzień dobry.
Mamy więc bezrobotnego, który aby stać się robotnym, płaci haracz co miesiąc.
Po to między innymi,, aby jakiś urząd mógł podjąć heroiczną walkę z jego bezrobociem. ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Grzegorzu, za komuny taki artykuł byłby pozbawiony sensu, ponieważ w tamtych czasach oprócz pieniędzy potrzebne były jeszcze różnorodne koneksje.

Zastanawiam się czy i dzisiaj on ma sens? Jak widzisz nikogo to nie interesuje, a w dodatku... czyż to nie jest aby tak, że psy szczekają a karawana idzie dalej?

Eee... tam! Idę świętować euroawanse...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na koniec zaś Ci Marku, dołożę jeszcze jeden przykład z życia wzięty, a na dodatek naoczny. Za ten cięty felieton nie dostaniesz ani grosza! Podczas gdybyś opublikował coś w tym rodzaju za czasów tej brzydkiej komuny np. w "Szpilkach" honorarium autorskie raczej by Cię nie ominęło. Na dodatek zaś nikt nie mógłby Ci wbić szpili złośliwym komentarzem.

Wychodzi jednak na to, że przyganiał garnek kociołkowi... Ależ nie... Mam swe własne plany, ćwiczenia i przygotowania, dla których ten pszortal jest poligonem. Do tego dodać równowartość w altruizmie oraz liczeniu na zmianę koniunktury... Gonię za marchewką? Spodziewam się ją jednak dopaść i zjeść.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.