Facebook Google+ Twitter

Jak podróżują Mongołowie?

Powrót do Ułan Bator miał minąć w miarę spokojnie i wygodnie. Ostatecznie, po serii przygód, większość trasy pokonałem wysłużoną marszrutą w warunkach, których nie zapomnę do końca życia.

UAZ - idealny samochód na mongolskie warunki / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:UAZ-469.jpg Albrecht KisterPo kilku dniach spędzonych nad jeziorem Khovsgol wracamy wynajętym samochodem do Ułan Bator. Jedziemy przez ciągnące się kilometrami puste połacie terenu. Nagle, na horyzoncie, pojawia się maleńki punkcik, który powoli rośnie nam w oczach, aż przeistacza się w samochód. Choć oba pojazdy mają tysiące możliwych tras do wyboru, jadą wprost na siebie. Kierowca nie skręca nawet o centymetr. Samochód staje się coraz bardziej wyraźny. Dla wszystkich, z wyjątkiem kierowców, staje się jasne, że pojazdy jadą zbyt blisko siebie. Mimo to, nikt nie ustępuje. Niesiony przeczuciem skupiam wzrok na masce nieuchronnie zbliżającego się samochodu. Trzask! Rozbite lusterko. Najwyraźniej, nawet na bezkresnym stepie może być za ciasno.

Ruszamy dalej. Mimo że nasze zaufanie do umiejętności kierowcy stopniało do zera, liczymy, że limit wypadków już wyczerpaliśmy. Zmęczony jazdą pogrążam się w lekkiej drzemce. Ze snu wyrywa mnie zapach dymu. Rozglądam się po płaskim jak stół stepie, ale nie dostrzegam nigdzie ognia. Obiegam wzrokiem wnętrze samochodu i widzę, że na tablicy rozdzielczej wszystkie wskazówki zaczęły stopniowo opadać. Czujemy, że coś jest nie tak i prosimy kierowcę o postój. Mężczyzna staje i wychodzi z samochodu. Zaniepokojony podnosi maskę, spod której wybucha ogień. Wody, wody - krzyczy, nieporadnie biegnąc do bagażnika. Spanikowany, zamiast gaśnicy wyciąga butelkę wody mineralnej, którą gasi pożar. Niestety przy okazji, jak się domyślamy, niszczy cały układ elektryczny.

Przeprawa rzeczna / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Mongol_cable_ferry.jpg GNU Free Documentation LicensePo chwili emocje opadają z nas na tyle, że możemy zastanawiać się nad dalszą podróżą. Kierowca jest coraz bardziej zagubiony. Oświadcza, że uda się pieszo po pomoc do oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów miasta, gdzie zapewne i tak nie naprawi awarii, więc decydujemy się go opuścić. Planujemy część drogi pokonać autostopem, a później złapać pewniejszy transport. Mimo że znajdujemy się w szczerym stepie szczęście nam sprzyja. Szybko udaje się zatrzymać dwa samochody i ruszamy dalej. W tym czasie nasz były już kierowca nie przejmuje się spalonym silnikiem i próbuje naprawić rozbite lusterko.

W Moronie idziemy na dworzec autobusowy, gdzie znajdujemy przewoźnika jadącego w interesującym nas kierunku. Pakujemy się do samochodu i czekamy na odjazd. Choć wydaje się nam, że nikt więcej się już nie zmieści, kierowca przyjmuje kolejnych podróżnych i coraz bardziej upycha ludzi. Ostatecznie ląduję na siedzeniu przeznaczonym dla trzech osób, które dzielę z czterema sąsiadami, w tym dwoma bardzo szerokimi. Przez następne kilkanaście godzin toczę z nimi bezpardonową walkę o każdy centymetr przestrzeni, dającej nadzieję na trochę ulgi dla powykręcanych kończyn. Po kilku godzinach jestem już tak wyczerpany, że pomimo bydlęcych warunków udaje mi się uciec w lekką drzemkę. Cóż z tego, skoro moja głowa nie może znaleźć oparcia i mimowolnie opada na ramiona podróżnych, którzy brutalnie przywracają mnie do bolesnej rzeczywistości.

Mongolski step / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Albero.jpg domena publicznaW czasie jednego z postojów wychodzę na dwór i rozglądam się po okolicy. Słyszę grzmot i widzę, jak na pustym niebie rozwija się długa błyskawica. Wzdrygam się, bo nasz samochód, górując nad stepową trawą i krzakami, pewnie będzie przyciągał pioruny jak magnes. Przypominam sobie, jak na zajęciach ze środowiska, pani pouczała nas, że w takiej sytuacji trzeba się położyć płasko na ziemi. Kto wie, co może się w życiu przydać... Na szczęście, nie muszę korzystać z tej wiedzy, ponieważ burza przechodzi obok.

Mimo nieprzyjemnych wspomnień uważam, że podróż była pouczająca i potrzebna. Dzięki niej wiem, w jakich warunkach przemieszczają się zwyczajni Mongołowie. Tego nie przeczyta się w żadnej książce, to po prostu trzeba przeżyć.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

farciarz :P (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Poczatkowo Mongolia miała być tylko krótkim przystankiem w drodze do Chin. Jednak krajobrazy i koczowniczy styl życia Mongołów przekonał nas, żeby zostać tam dłużej. Ale o tym napiszę wkrótce.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Michał, dlaczego wybrałeś Mongolię? Mało kto tam się wybiera, czy dlatego? :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wakacje tuż, tuż więc coś się wymyśl :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ wielkie plus za te reportaże. Teraz masz dwie opcje: ulegac bakcylowi podrózy w nieznane i kontynuowac je bez względu na niespodzianki, jakie Cie czekają, albo, nabrac obrzydzenia i po powrocie do domu powiedziec - mam dość!
Co zwyciezy? Chyba opcja pierwsza :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.