Facebook Google+ Twitter

Jak pozbyć się kota, czyli o pewnej opiekunce społecznej

O przygodach pewnego kociaka, uratowanego z działek na początku października, pisałam jakiś czas temu i wydawać by się mogło, że sprawa jest zamknięta. Tymczasem okazuje się, że los dla Czekoladki nie był zbyt łaskawy. Sprawiła to jego "opiekunka". Opiekunka społeczna.

Czekoladka w październikowym słońcu. / Fot. Zdjęcie pochodzi z zasobów autorki artykułu Koty o nietypowym umaszczeniu, a do takich z pewnością należy Czekoladka, mają zawsze większe szanse na dobrą adopcję. Ten kociak, znaleziony pod koniec września na jednej z łódzkich działek, ze względu na swoją urodę mógł trafić do dobrego domu i mieć odpowiedzialnych opiekunów. Tak się jednak nie stało. Na zaadoptowanie Czekoladki miała, między innymi, ochotę pewna pani - pracująca na co dzień w jednym z łódzkich ośrodków opieki społecznej. Zważywszy na fakt, że pani ta opiekuje się zawodowo ludźmi chorymi - wybór jej jako nowej opiekunki Czekoladki wydawał się być słuszny. Skoro bowiem kobieta ma serce dla ludzi potrzebujących pomocy, to i dla kota powinna mieć tego serca trochę.

Czytaj także: Koty won z działek

Czekoladka zamieszkał u opiekunki społecznej i nic nie wskazywało na to, że opcja ta była najgorszą z możliwych. A jednak... Jakieś dwa tygodnie temu zostałam powiadomiona telefonicznie, że opiekunka społeczna, u której kot zamieszkał, wyrzuci go na ulicę, a w najlepszym przypadku zawiezie go do schroniska, jeśli Czekoladka nie zostanie od niej natychmiast zabrany. O konkretnych powodach takiej decyzji owej opiekunki społecznej dowiedziałam z rozmowy telefonicznej z tą panią, a były one takie:
a) kota trzeba karmić, a pani na taki luksus nie może sobie pozwolić;
b) kot jest szkodnikiem, ponieważ zrzucił jej ze stołu szklany przedmiot;
c) z kotem trzeba od czasu do czasu chodzić do weterynarza, a pani nie ma pieniędzy nawet na własne leczenie.

Wobec takiego dictum dalsza moja rozmowa z "opiekunką" kota była bezprzedmiotowa. Kot jeszcze tego samego dnia została od pani zabrany. Zabrany w opłakanym stanie. Był bardzo chudy, słaby i wycieńczony. Widocznie paniusia ewidentnie stosowała się do punktu a) powyższej wyliczanki i Czekoladki po prostu nie karmiła - licząc zapewne na to, że kot i tak padnie z głodu i problem sam się rozwiąże.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (21):

Sortuj komentarze:

Kilka dni temu dostałam najnowszą wiadomość - co dzieje się z Czekoladką. O tym, że poprzednia jego "opiekunka" głodziła kota - świadczy teraz jego zachowanie w nowym domu. Kociak pałaszuje wszytko, co nadaje się do jedzenia, czyli np. - jak mi powiedziano - łazanki z kapustą, albo banany. Każdy właściciel kota wie, że koty takich "specjałów" do pyska nie biorą. Czekoladka jest w dalszym ciągu pod opieką weterynarzy, ponieważ systematyczne głodzenie kociaka przez poprzednią "opiekunkę" spowodowało osłabienie odporności immunologicznej i w następstwie - cały szereg chorób.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Lucyno: sprawa niejako rozwiązała się "sama". "Opiekunka" znalazła się na liście MOPS-u do zwolnienia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Myśle, że ktoś powinien zainteresować się opieką sprawowaną przez tę "opiekunkę" nad podopiecznymi /ludżmi/
Wykazuje ewidentny brak predyspozycji do takiej funkcji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Alicjo, tak na dobrą sprawę nad losem Czekoladki czuwały jeszcze dwa anioły. Podopieczna tej "opiekunki", która chciała kota od baby wcześniej zabrać i pewna, świetna kobitka (nota bene lekarz pediatra), z którą wspólnie udaje się nam od czasu do czasu uratować jakiegoś kota.
Dziś o Czekoladce rozmawiałam z "moimi" weterynarzami. Potwierdzili, że kot był głodzony i osłabiony - co zaowocowało, niestety, nawrotem kociego kataru.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Alicja Zasławska
  • Alicja Zasławska
  • 30.12.2011 19:36

Ewuniu , jam wredny babol dlatego mam cichą nadzieję,że los się srogo zemści na tej paniusi .

Nie wyobrażam sobie jak można się pastwić nad taką kruszynką . Całe szczęście,że kicia miała w Tobie anioła

stróża. Pozdrawiam A.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przed kilkoma minutami widziałam się z nową właścicielką Czekoladki. Oczywiście rozmawiałyśmy o kocie. Czekoladka, mimo nawrotu kociego kataru nieźle rozrabia, a za domownikami chodzi przy nodze jak wierny pies. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ewo - podejrzewam, że Pan Bóg dał człowiekowi rozum i wolna wolę po to, aby sobie człowiekiem wiecej głowy nie zawracać. Co widac - słychać - czuć na każdym kroku. Od psiego/kociego losu poczynając.
Nawet przypadki, którym niektórzy przypisują dobrotliwe tknięcie "palcem Bożym" , są pierwej dziełem zwykłego człowieka; tyle, że mądrzejszego i mającego nie tylko wolna, ale i dobrą wolę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Oświecony, Pan Bóg dał też człowiekowi rozum, z którego nie wszyscy korzystają.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Oświecony
  • Oświecony
  • 29.12.2011 10:30

Bóg dał człowiekowi wolną wolę.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Jadwiga Ślawska Szalewicz
  • Jadwiga Ślawska Szalewicz
  • 29.12.2011 08:49

szkoda słów, to nie jest opiekunka nikogo!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.