Facebook Google+ Twitter

Jak pracowałem z agentem

Mija właśnie 10 rocznica śmierci jednego z najwybitniejszych sowietologów na świecie, profesora Michaela Voslensky'ego. Gdy w roku 1970 pracownik KC KPZS uciekł na Zachód, natychmiast przejęła go CIA... Miałem okazję pracować później w jego instytucie.

Michael Voslensky urodził się w 1920 roku. Już jako 25-letni chłopak zyskał tak duże zaufanie sowieckich służb specjalnych, iż zatrudniono go jako tłumacza z ramienia Związku Sowieckiego w czasie procesów w Norymberdze. W latach 1953-55 działał jako przedstawiciel sowiecki w Światowej Radzie Pokoju. Organizację tę sowiecki zawsze szpikowali ludźmi, którzy faktycznie byli agentami służb specjalnych. Voslensky odgrywał tam rolę "agenta wpływu", tj. osoby, która kierowana bezpośrednio przez KGB, miała za zadanie wywierać wpływ na zachodnich polityków, dziennikarzy, artystów. Później Voslensky prowadząc działalność naukową, był równocześnie pracownikiem Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego. Mając na uwadze zależności między tą częścią KGB, która zajmowała się tak zwanymi "środkami aktywnego działania" na Zachodzie (werbowanie agentów wpływu, dezinformacja, destabilizacja zachodnich demokracji), można z łatwością domyślić się, że jednym z zadań znającego doskonale Zachód oraz języki obce Voslensky'ego, było wypracowywanie strategii dla KGB.

Człowiek z Komitetu Centralnego ucieka na Zachód

Gdy w okresie zimnej wojny, w roku 1970 Michael Voslensky zdecydował się uciec na Zachód, natychmiast został przejęty przez CIA. Przez następne kilka lat wywiad amerykański wyciskał go niczym cytrynę ze wszystkich informacji na temat ZSRS, a przede wszystkim - funkcjonowania Komitetu Centralnego KPZS oraz KGB. Później Voslensky'ego przejął zachodnioniemiecki wywiad Bundesnachrichtendienst. Po wykorzystaniu wiedzy profesora wywiady zachodnie musiały mu zapewnić ochronę przed zemstą KGB, jako że w międzyczasie Sowieci pozbawili Voslensky'ego obywatelstwa i wydali na niego wyrok śmierci.

okładka pierwszej w języku polskim książki nt. KGB / Fot. Marek CiesielczykKGB do szału doprowadziła książka, którą Voslensky opublikował w 14 językach pt "Nomenklatura - sowiecka klasa panująca", ujawniająca szczegóły funkcjonowania systemu komunistycznego w Związku Sowieckim. Stała się ona wkrótce najbardziej cenioną pozycją książkową wśród znawców komunizmu, a sam profesor Michael Voslensky awansował do grona najwybitniejszych na świecie sowietologów. Zamieszkał w RFN. Władze niemieckie musiały mu zapewnić bezpieczeństwo, jako że CIA przestała się nim opiekować. Pod Bonn, w ekskluzywnym Bad Godesberg utworzono specjalnie dla profesora naukowy instytut sowietologiczny o nazwie "Forschungsinstitut fur sowjetische Gegenwart".

Zamordują go czy nie?

Gdy bezpośrednio po obronie przeze mnie pracy doktorskiej na uniwersytecie monachijskim okazało się, że wygrałem konkurs na stanowisko asystenta w instytucie Voslensky'ego, poczułem dreszcz emocji. Nie tylko mogłem kontynuować moje dotychczasowe badania, ale na dodatek mogłem pracować jako świeżo upieczony sowietolog pod kierunkiem legendy współczesnej sowietologii. Emocjonować mogła także przeszłość Voslensky'ego. Zdawałem sobie oczywiście też sprawę z ryzyka. Minęło wiele lat od ucieczki z PRL-u pułkownika Kuklińskiego, gdy (prawdopodobnie?) KGB zamordował jego dwóch synów. Mogłem liczyć na to, że jeśli Sowieci rzeczywiście będą chcieli zemścić się na profesorze, nie wysadzą w powietrze całego instytutu (sic!).

Jako że dotychczas mieszkałem w Monachium, profesor Voslensky zgodził się, abym do czasu znalezienia mieszkania w Bad Godesberg, mieszkał w instytucie, co było naprawdę przejawem dość dużego zaufania do mnie, o czym za chwilę. Zdawałem sobie sprawę, że musiałem zostać dość dokładnie sprawdzony przez służby specjane RFN.

Ciekawiło mnie, jak wywiad chroni człowieka zagrożonego cały czas przez KGB. W instytucie nie było armii ochroniarzy czy agentów Bundesnachrichtendiest (odpowiednik CIA) czy też Bundesamt fur Verfassugsschutz (odpowiednik FBI). Natomiast cały czas była przy profesorze Niemka w średnim wieku, wysportowana, trzymająca w każdej sytuacji kurczowo w ręku tajemniczo wypełnioną torebkę damską. Spełniała równocześnie rolę sekretarki, asystentki, a nawet kucharki. Także spała w instytucie, zaraz za ścianą pokoju profesora.

Voslensky rzadko opuszczał instytut. Jego kalendarz był regulowany przez asystentkę, która szła z nim nawet na spacer. Każdego dnia profesor wychodził na 30 minut. Potrawy osobiście przygotowywała asystentka. Ktoś może powiedzieć, że była to niezbyt skuteczna ochrona. Trzeba jednak pamiętać, iż w owym czasie KGB nie strzelał do ludzi na ulicy, ani nie wysadzał w powietrze budynków w państwach zachodnich (chyba, że robił to rękami terrorystów). Nie wchodził więc w rachubę zamach na ulicy. Nawet gdyby Sowieci chcieli zabić Voslensky'ego przy pomocy słynnego zatrutego parasola czy też gazu imitującego zawał serca, nie byłoby to takie proste. Zasady ochrony życia profesora były proste - nigdy nie był sam.

Nie 007, lecz naukowiec

dzięki sławie Voslensky'ego otrzymywałem zaproszenia do wygłoszenia wykładów na całym świecie / Fot. Marek CiesielczykOprócz elementów filmowo-sensacyjnych moja praca w Forschugsinstitut fur sowjetische Gegenwart dała mi bardzo dużo pod względem zawodowym. Miałem dostęp do materiałów, których na oczy nie widzieli naukowcy, pracujący w innych instytutach czy uniwersytetach. Dzięki temu mogłem np. napisać pracę na temat KGB. Później przetłumaczyłem ją na język polski i została wydana najpierw w Berlinie Zachodnim, a następnie przez kilka wydawnictw podziemnych w Polsce. Była to pierwsza w języku polskim książka na temat KGB (patrz: załączona okładka). Największą satysfakcję sprawiło mi jednak to, że książka została przetłumaczona i wydana w podziemiu na Litwie i w Bułgarii, to jest w krajach o wiele bardziej spacyfikowanych przez komunistów niż Polska oraz to, że wyjątkowo pochlebną opinię na jej temat napisał ojciec współczesnej sowietologii, nasz rodak ksiądz profesor Józef Bocheński z uniwersytetu we Fryburgu.

Sława Voslensky'ego była tak duża na całym świecie, że później byłem zapraszany na wykłady nie tylko przez tak prestiżowe uniwersytety amerykańskie, jak Stanford czy Berkeley, ale nawet tak egzotyczne jak El Colegio de Mexico w stolicy Meksyku czy też Uniwersytet w Hilo na Hawajach (patrz: załączone na ten temat informacje).

Profesor Michael Voslensky zmarł dokładnie 10 lat temu, w roku 1997. Jego "Nomenklatura" jest dziś swego rodzaju klasyką dla politologów, na każdym prestiżowym uniwersytecie - podręcznikiem obowiązkowym dla studentów nauk politycznych.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 03.06.2007 18:54

(+)To jest naprawde swietnie napisane! Temat rowniez ciekawy (tak sie sklada, ze posiadam te ksiazke). Co mnie drazni to fakt, ze autor uzywa tego tematu, aby pisac o sobie... Cytuje: " Gdy bezpośrednio po obronie przeze mnie pracy doktorskiej na uniwersytecie monachijskim okazało się, że wygrałem konkurs na stanowisko asystenta w instytucie Voslensky'ego"... czy to jest naprawde konieczne? Lub: "Dzięki temu mogłem np. napisać pracę na temat KGB. Później przetłumaczyłem ją na język polski i została wydana najpierw w Berlinie Zachodnim, a następnie przez kilka wydawnictw podziemnych w Polsce"... Prosze mi uwierzyc panie Marku... to moze draznic... Kazdy z nas ma jakies osiagniecia... przynajmniej wiekszosc... ale czy koniecznie trzeba to tak podkreslac? Niech bedzie, cholera... plus...

Komentarz został ukrytyrozwiń

niestety nakład jest już wyczerpany
Rosjanin

Komentarz został ukrytyrozwiń

Brawo i plus za nową interesującą i autobiograficzną historię! Kopalnia ciekawych rzeczy. Czy tę książkę jeszcze można gdzieś nabyć?
Jakiej narodowsci był ów gaent? Kim byli jego rodzice?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.