Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10836 miejsce

Jak przygoda to tylko w... Kiszyniowie

Stolica Mołdawii jest brzydka i nie ma w niej nic interesującego do zobaczenia. Mimo to nie narzekamy na nudę – w nocy błądzimy po mieście w poszukiwaniu hotelu, a wycieczkę kończymy na posterunku policji.

Teatr Opery i Baletu. / Fot. Michał WójtowiczPod koniec lipca razem z Arkiem i Przemkiem jadę autobusem z Czerniowców na Ukrainie do Kiszyniowa, stolicy Mołdawii. Planowo na miejscu mamy pojawić się o piątej rano. Trochę wcześnie, ale wystarczająco późno, by szybko znaleźć hotel i położyć się dalej spać. Plan upada, gdy na miejsce docieramy o trzeciej w nocy.

Zmroczony snem z trudem rozglądam się po ciemnym i nieprzyjaznym parkingu. Zastanawiamy się co dalej robić. Wymieniamy kilka zdań po polsku i po chwili otacza nas chmara przekrzykujących się taksówkarzy, gotowych odwieźć nas do hotelu. Tylko, że my nie mamy tutejszej waluty, lei. Żaden problem, jeden z taksówkarzy wyciąga grubą pajdę banknotów i chce je wymienić na ukraińskie hrywny. Wiem, że proponuje zbójecki kurs wymiany, ale jestem tak spragniony hotelowego łóżka, że przez chwilę zastanawiam się nawet, czy nie skorzystać z oferty. Na szczęście wraca mi trzeźwość umysłu, zostawiam taksówkarzy i ruszam z moimi towarzyszami na poszukiwanie bankomatu.

Łuk triumfalny. / Fot. Michał WójtowiczKoledzy wyciągają leje, a ja w tym czasie przeglądam sporządzone jeszcze w Polsce notatki z namiarem na tani hotel. W zapiskach znajduję tylko informację, że znajduje się koło katedry i parku. Na mapie tylko jedno miejsce pasuje do opisu i tam się kierujemy. Ulice są puste, więc nie mamy się kogo zapytać o drogę. W końcu trafiamy na staruszkę z nastoletnią wnuczką. Kobiety litują się nad nami i odprowadzają kawałek. Na koniec radzą iść prosto, a w razie problemów spytać się jakiegoś przechodnia.

Problemy z orientacją szybko się pojawiają, a na ulicach dalej pustki. Jest co prawda policjant, ale znajduje się po drugiej stronie ulicy, na której nie ma pasów, a podziemne przejście jest zamknięte na klucz. Żeby się do niego dostać musielibyśmy przejść przez jezdnię i złamać przepisy. Wcześniej naczytałem się trochę o łapówkarstwie mołdawskich policjantów i ich pazerności na dolary obcokrajowców, więc wolę nie ryzykować.

W końcu pojawia się przechodzień. Mówi, że jesteśmy w kompletnie złym miejscu i musimy poczekać na pierwszy autobus. Jesteśmy wściekli, bo ledwo się trzymamy na nogach, a to co usłyszeliśmy kłóci się z wersją kobiet. Nie wiemy komu mamy ufać. Łapiemy taksówkę, która wiezie nas do hotelu. Nie warto było ufać kobietom.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

No to super, że się na dobre zmienia. Ja tam byłem chyba 4 może 5 lata temu więc musiało coś pójść do przodu. Mimo to, nie wierzę w aż tak wielki postęp ekonomiczno-cywilizacyjny (nie mówię o ilości banków). Mam wiele sympatii do ludzi tam żyjących, nawet mamałyge z nimi jadłem więc oczywistym jest, że życzę im jak najlepiej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Moim zdaniem koncentrowanie się na mołdawskiej biedzie wprowadza czytelnika w błąd. Niektórzy myślą później, że w tym kraju ludzie żywią się korzonkami albo nie mają elektryczności. Sam przez to przeszedłem. Przed przyjazdem do stolicy Gagauzji, najbiedniejszego okręgu w Mołdawii, bałem się, że nie będzie tam bankomatu, więc zaopatrzyłem się w gotówkę w Kiszyniowie. Tymczasem w mieście było 17 banków, bankomaty również.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Opowiadał mi jeden dżentelmen w Kiszyniowie, że po uzyskaniu niepodległości kazali mu się uczyć j. mołdawskiego, bo był urzędnikiem państwowym. "Jak się nauczyłem - mówi - to okazało się że to j. rumuński. Dziadek Gruzin, babka Ukrainka, ojciec Rosjanin mama znad Uralu, a ja Mołdawianin".
Ot, życie tam takie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Artykuł trochę krótki, ale interesujący. Znam kilka osób z Mołdawii, dla nich nawet Rumunia jest dużo lepszym miejscem do życia niż ojczyzna. Zgadzam się z komentarzem pana Leszka, Mołdawianie znakomicie znają rosyjski. Nie wiedziałem, iż istnieje język mołdawski, byłem przekonany, iż rozmawiają po rumuńsku, co sami podkreślali

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fakt, ale Mołdawia była też częścią Polski kiedy to byliśmy "od morza do morza" :)
Będę oczekiwał z zaciekawieniem na nowe opowieści z tego kraju.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kiszyniów był częścią Rumunii między I, a II wojną światową. A o Mołdawii będą jeszcze dwa odcinki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie mogłam się doczekać kolejnego tekstu :)
Po co wyjeżdżać, skoro mamy Michała? :D Jak zwykle pochłonęłam tekst szybciej, niż się zorientowałam. I czekamy na jeszcze :)
Oby wszystkie przygody ze wschodnimi policjantami kończyły się tak spokojnie :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Byłem kilka lat temu w Mołdawii, w tym w Kiszyniowie. Wrażenia wizualne podobne. Myślę jednak, że zmarnowałeś wielką okazję napisać o tym państwie więcej, a jest co pisać. Chociażby o tym, że bieda tamtejsza wynika choćby z tego, że jedynymi źródłami dochodów są kamień wydobywany z kamieniołomów (przede wszystkim przez więźniów) oraz produkcja wina z tamtejszych winogron, że ludzie tam sprzedają swoje nerki (przecież mają dwie), że na ok. 4 mln ludności ponad milion jest na emigracji zarobkowej przede wszystkim we Włoszech, że równowartość 100 dolarów to jest bardzo wysoka, dyrektorska pensja, itp, itd. Warto tam porozmawiać z ludźmi, ze starszymi ludźmi, j. rosyjski znają lepiej niż mołdawski. Ale może cdn...?
Ps. Kiszyniów nie był częścią Rumuni tylko był stolicą Mołdawskiej SSR.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.