Facebook Google+ Twitter

Jak przylać kierowcom czyli zabierzmy politykom zabawki

Pieluchy będą przydatne w momencie wybuchu niczym nieskrępowanego śmiechu po pomyśle posła Masina.

fot. AKPANajprzeróżniejszej maści posłowie, ministrowie (pamiętacie bajkę: Wół i minister?) w najgłębszej pogardzie i równie wielkiej nienawiści mają właścicieli pojazdów dwu- i czterokołowych. „Politycy” ubzdurali sobie, że kierowcy to najbogatsza i przez to uprzywilejowana grupa Polaków. A w związku z tym, że wciąż obowiązuje „polskie piekło” postanowili wyrównać poziom społecznej zamożności (a może biedy?). Co postanowili, to robią.


Jak Kali ukraść to dobrze...



Pomysły jak ulżyć portfelom kierowców mnożą się z prędkością króliczego stada. W tym zakresie „politycy” wykazują zdumiewającą pomysłowość. Przemyśliwują całymi dniami jak „w kieszeń zapuścić nam dren”. A to wprowadzają jakieś „z sufitu wzięte” cła, podatki, akcyzy od używanych samochodów. Narażają tym samym budżet na poważne straty – pobrane „prawem kaduka” kwoty, budżet musi bowiem zwrócić z karnymi odsetkami.

A to podnoszą akcyzę na paliwo. Pieniądze z owej akcyzy mają być przeznaczane na budowę dróg. 25 groszy od każdego litra zakupionej przez nas benzyny rząd „podkrada” jednak do budżetu. Gdyby tak nie było, jeździlibyśmy po europejskich drogach, a nie po utwardzonych drogach gruntowych. Tysiące kierowców zginęło nie z powodu nadmiernej prędkości (na większości dróg nadmierną prędkością jest 30 km/h!), a z powodu fatalnego stanu nawierzchni.


Minister zdrowia domaga się podwyższenia składki ubezpieczeniowej za samochody. Pomysł ministra Religi zasadza się na współfinansowaniu przez towarzystwa ubezpieczeniowe i kierowców leczenia ofiar wypadków drogowych. Religa nie dodaje tylko, że już takie leczenie finansujemy, zaś pomysł ma doprowadzić poprzez wzrost stawek ubezpieczenia, żebyśmy finansowali leczenie rannych kierowców w całości.


W szaleństwie jakimś niebywałym posłowie PiS proponują, żeby towarzystwa ubezpieczeniowe finansowały naprawy powypadkowe samochodów w oparciu o cenniki części zamiennych. Cóż za kompletna bzdura! Chciałbym zobaczyć minę posła Misztala, któremu naprawią Maybacha, montując tarcze i klocki hamulcowe, wyprodukowane w stodole pod Grójcem. Nie przypuszczam też, żeby poseł Wójcik zadowolił się amortyzatorami, wyprodukowanymi przez rzemieślnika ze wsi Bejdy, które mechanik zamontuje w jego Mercedesie.


Obowiązkowy alkomat przed wejściem do... Sejmu



Pomysłem już zgoła absurdalnym uraczył nas poseł Ligi Polskich Rodzin (miewają posłowie LPR inne pomysły?) Poseł  Antoni Masin zapowiada, że zwróci się do ministra transportu z sugestią, by ten wpisał alkomat na listę obowiązkowego wyposażenia pojazdów. Dzięki temu rozwiązaniu mniej pijanych kierowców zdecyduje się zasiąść za kółkiem. Gdyby na wyposażeniu każdego samochodu znajdował się alkomat, wielu kierowców nie usiadłoby za kółkiem po wypiciu alkoholu – tłumaczy „Życiu Warszawy” poseł LPR. Poza tym przed sądem nie mogliby się już tłumaczyć, że nie wiedzieli, iż są pijani.


Rozszerzę nieco propozycję Antoniego Masina. Warto jako obowiązkowe wyposażenie samochodu wprowadzić pieluchy. Będą one przydatne w momencie wybuchu niczym nieskrępowanego śmiechu po pomyśle posła Masina, który – być może – powinien skorzystać z alkomatu przed ogłoszeniem swojego rewelacyjnego pomysłu.


„Politycy” nie pozwalają nam jeździć bez pasów, nie pozwalają korzystać z telefonów komórkowych, planują zakazać palenia w samochodzie. Co kilka lat wymieniają nasze prawa jazdy, zbierając z tego tytułu nienależny im haracz. Starają się czynić wszystko, żeby zniechęcić Polaków do posiadania własnych „czterech kółek”. Zapominają przy tym, że auto nie jest tylko luksusem, a przede wszystkim narzędziem pracy.


Po dokładnym przemyśleniu wszystkich tych głupstw i głupstewek siadają za kierownicami swoich samochodów. Wypijają dla kurażu kilka drinków i za nic mając sobie przepisy ruchu drogowego mkną drogami, których nie wybudowali. I gdyby tylko zajmowali się nonsensowną jazdą donikąd żyłoby by się nam lepiej, dostatniej i bezpieczniej. Choć było by mniej śmiesznie. Wybieram ponuractwo, proponując: zabierzmy „politykom” zabawki, którymi nie potrafią się bawić.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Czasami trudno odróżnić mądry pomysł od głupiego. Czasami zależy to od człowieka proponującego nowe rozwiązanie. Gdyby to wymyślił ks. Rydzyk to pewnie by się uśmiechnięto, choć wielu ludzi by uznało to za dobry pomysł. Gdyby to uczynił JPII parę lat temu, to procent poparcia byłby jeszcze większy.
Kiedy wprowadzano obowiązek włączonych świateł drogowych na wzór Skandynawii to były śmiechy. Teraz mówi się o całorocznym oświetleniu (dokładnie wg północnych rozwiązań).
Kiedyś ktoś wymyślił poduszkę do samochodu. Wyglądało to zabawnie - poduszki? Ale teraz są niemal w standardzie.
Są już modele aut, w których silnik nie zadziała, jeśli kierowca jest zawiany. Tańszy sposob to pomysł LPR. Ale pomysły tej partii są naznaczone jako wesłokowate - w wykonaniu innych byłyby inaczej odbierane...
Alkomat - new Polish joke? Gdyby to wymyślili Amerykanie i twardo by egzekwowali to byliby wzorem dla całego świata. A Masin? Kto to jest - zapytają Amerykanie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.