Facebook Google+ Twitter

Jak radzą sobie eurosieroty, których rodzice wyjechali za chlebem?

Eurosieroty to dzieci, których przynajmniej jeden rodzic wyjechał za granicę w celach zarobkowych. Jak sobie radzą, na kogo wyrastają i czy akceptują decyzje opiekunów?

 / Fot. Tungsten/domena publicznaPsycholog Marcin Hanke z bloga www.psychika.net twierdzi: - Nie trzeba rozwodu, ani śmierci rodzica, aby dziecko czuło się sierotą. Wystarczy, że w ważnych momentach rozwojowych dziecka rodzic będzie nieobecny - w sensie psychologicznym (mieszka z dzieckiem, ale np. jest alkoholikiem albo ciągle myśli o graniu w kasynie), fizycznym (wyjechał gdzieś daleko np. za granicę) albo i psychologicznym i fizycznym (wyjechał i nie kontaktuje się z rodziną lub robi to rzadko). Kiedy rodzic wyjeżdża za chlebem, dziecko staje się sierotą przynajmniej w sensie fizycznym.

Prawie w każdej rodzinie znajdzie się ktoś, kto wyemigrował. Kiedy dorośli podejmują taką decyzję, najbardziej cierpią na tym dzieci. Najczęściej oddawane są pod opiekę dziadków, ciotek czy wujków, ale nierzadko też zostają całkiem same. Niestety, zdarza się i tak, że dzieci trafiają do domów dziecka. Jest to jednak najmniejszy odsetek eurosierot.

W przypadku, gdy wyjeżdżający rodzice nie ustalą na czas swojej nieobecności prawnych opiekunów dzieci, często pojawiają się problemy przy zapisach do przedszkoli i szkół, czy w nagłych wypadkach, kiedy konieczne jest np. przyjęcie do szpitala czy nawet operacja.

Eurosieroty wkraczają w dorosłe życie dużo wcześniej niż ich rówieśnicy. Muszą nauczyć się odpowiedzialności za siebie i czasami za swoje rodzeństwo. Kończą się czasy, kiedy wracały do domu, na stole czekał ciepły obiadek, a mamusia wyprała i posprzątała. Wykształcają się w nich cechy, które w późniejszych latach z pewnością im pomogą.

22-letnia Pola i jej o rok młodszy brat Robert, są typowym przykładem eurosierot: - Rodzicie wyjechali, jak byliśmy w gimnazjum. Na początku ja zamieszkałam u jednej babci, a mój brat u drugiej. Nasza rodzina jest bardzo zżyta ze sobą, więc zajmowali się nami też ciotki i wujkowie. Zawsze mogliśmy liczyć na ich pomoc. Później w liceum zamieszkaliśmy sami. Wtedy musieliśmy już wykazać się niezmierną odpowiedzialnością i przede wszystkim podzielić się obowiązkami. Nie obeszło się oczywiście bez awantur. Szybko jednak wyciągaliśmy rękę na zgodę i wzajemnie się wspieraliśmy. Wiem, że ta sytuacja z pewnością nas do siebie zbliżyła i jestem pewna, że na Roberta zawsze mogę liczyć.

- O tak. Pola chciała mną dyrygować na wszystkie strony, a ja oczywiście nie chciałem się na to zgodzić. Spięcia były i to nierzadko na wielką skalę, ale tak jak siostra wspomniała, szybko się godziliśmy. I choć zabrzmi to tandetnie i ckliwie, to najlepsze w tym wszystkim jest to, że mieliśmy siebie. Nie wyobrażam sobie życia jedynaka.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

puchacz
  • puchacz
  • 25.02.2012 11:57

eurosieroty mają sie dobrze , widze to po moich znajomych w anglii irlandii belgii i niemczech w każdej niemal rodzinie .. tylko pozazdrościć... polacy wyjeżdżają na zachód za chlebem i tylko po to,tu byłaby tragedia...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Często małżeństwo z daną osobą jest przymusem społecznym a pózniej żeby odbiór był właściwy prawidłowy a nie chce się razem małżeństwa tworzyć, osoby wyjeżdzają za granice. Pod pozorem aby rodzinę utrzymać i żeby społeczeństwo oficjalnie wiedziało , że dziecko ma rodziców. I to zamożnych. Czy ktoś może takim rodzicom zarzucić, że nie kochają dziecko. Tak ciężko muszą pracować. Kocham można zawsze powiedzieć.
Czy ten wymiar społeczny ma słowo- kocham -rodziców wiążących koniec z końcem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.