Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

164371 miejsce

Jak się zrobić „na zielono” w wielkim stylu

Według Vh1, rok 2007 należał do rekordowych, biorąc pod uwagę ekstrawaganckie wydatki gwiazd. Obok prehistorycznych skamieniałości i luksusowych odwyków, najwięcej „zielonych” pochłonął szerzący się niczym plaga „eko – trend”.

Widząc namiętne agitacje zagranicznych gwiazd wszelkiej maści, które usiłują przekonać nas do nawrócenia się na „zieloną religię” oraz ich zawrotne sumy pieniędzy wydawane na ekologiczne „gadżety”, można doznać zawrotu głowy. A dodatkowo popaść w lekką depresję, gdyż w porównaniu do sławnych i bogatych tego świata, my szaraczki nie mamy ekologii nic do zaoferowania. No może tylko jakąś nędznawą segregacje śmieci i wyłączanie komputera z kontaktu. Ale cóż to jest, w porównaniu do gwiazd, które szturmują media żądając biopaliw w autobusach szkolnych, latają po świecie sadząc drzewa albo projektują ekologiczne domy w Nowym Orleanie...

Eko - trend ma na imię Gore... Al Gore
W 2006 roku, pewien pan, znany w Stanach Zjednoczonych jako „pierwszy człowiek w historii kraju, który wygrał wybory prezydenckie i prezydentem nie został”, wydał początkowo niepozorną książkę „Niewygodna Prawda” i wystąpił jako narrator w filmie dokumentalnym o tym samym tytule. Kwestie związane z ekologią i środowiskiem naturalnym, już od początku lat 90. budziły duże zainteresowanie, ale nie były wtedy jeszcze aż tak modne i komercyjne. Trzeba było silniejszego impulsu, lekkiego trzęsienia ziemi, najlepiej spowodowanego przez jakiegoś obłąkańczego idealistę, ofiarę systemu i układów oraz eko–kaznodzię w jednym. I tu właśnie na scenę wszedł Al Gore, który do tej roli pasuje wręcz idealnie.

Ja osobiście Gore’a lubię. Bo jak tu nie lubić tego wesołego zapaleńca z pasją zbawiania świata, którą mógłby obdzielić „dwudziestu chłopa”? To, za co go szczególnie cenię, to fakt, że jego zainteresowanie ekologią nie jest jakimś desperackim sposobem na reaktywowanie swojej kariery polityczno-medialnej (co mu niektórzy zarzucają), ale misją którą kontynuuje już od początku lat 80. To właśnie Gore, jako pierwszy w Izbie Reprezentantów, a następnie w Senacie, wygłaszał pionierskie przemówienia na temat efektu cieplarnianego.

Mało kto dziś też pamięta, że w 1992 roku, Mister Al wydał swoją pierwszą książkę dotyczącą ekologii „Earth in the balance” (po polsku „Ziemia na krawędzi”- ukłony w stronę tłumacza), która znalazła się na liście bestsellerów „New York Times’a”. Przez całe osiem lat swojej vice-prezydentury przy boku Billa Clintona, „dwoił się i troił” żeby brutalnie przepchnąć tudzież dyskretnie przemycić regulacje dotyczące ochrony środowiska, bardzo często napotykając na silny mur oporu polityków i lobbystów.

Po porażce w wyborach prezydenckich w 2000 roku, Gore wycofał się na dobre z polityki i poświęcił się swojej największej pasji – ochronie środowiska. Po publikacji „Niewygodniej Prawdy” i filmu na jej podstawie, które przyniosły Gore’owi Oskara 2007 w kategorii „najlepszy film dokumentalny”, jego pasja zaraziła niemal całe Stany Zjednoczone. Ukoronowaniem wysiłków Gore’a i równocześnie wyrzutnią, która katapultowała go do statusu supergwiazdy, była Pokojowa Nagroda Nobla 2007 (otrzymana wraz z Międzynarodowym Zespołem do spraw Zmian Klimatu). A tam gdzie rodzą się supergwiazdy, możemy spodziewać się kosmicznego wzmożenia aktywności wszelkich ciał, ciałek i pyłków, co supergwiazdami też by zostać chciały.

Zielona gorączka
Oczywiście w pierwszej kolejności eko-trend zajął swoim rażeniem okolice idyllicznej krainy pięknych i bogatych – Hollywood. Wszelkiego rodzaju gwiazdy i gwiazdeczki zaczęły z uporem maniaka domagać się audiencji u Gore’a, a występ na organizowanym przez niego cyklu koncertów „Live Earth” był traktowany jako zaszczyt. Następnie, celebryci ośmieleni swoimi pierwszymi kroczkami na polu modnej ekologii, zaczęli stawiać kroki duże i solidne, kreując swoje image poprzez publiczne chrzty ekologiczne, przeprowadzane w medialnych rzekach informacji. Tak więc gwiazdy zrobiły się zielone, wręcz obrośnięte w imię czystego świata męczeńskim (oczywiście zielonym) bluszczem, którego kolor był o tyle intensywniejszy, że ukazany na tle nas – szarej masy zwykłych ludzi.

Mimo, że praktycznie każda z dzisiejszych gwiazd, (czy to z powodu kontraktu z zatrudniającą firmą, która chce uchodzić za przyjazną środowisku, czy z racji przekonań, tudzież sprawnie zaplanowanej kampanii PR-owskiej swojego menedżera) -
deklaruje swoją „zieloność”, ich aktywność na polu ekologii jest różna.

Mamy więc popularną piosenkarkę Sheryl Crow, która przekonuje studentów podczas happeningu ekologicznego (Stop Global Warming Campus Tour), by po wykonaniu czynności fizjologicznych, używali tylko jednego kawałka papieru toaletowego. John Bon Jovi, oficjalnie deklaruje, że między innymi ogranicza zużycie lakieru do włosów – jako pokutę, za swój osobisty wkład w powiększenie dziury ozonowej, jakiej dokonał w latach 80., kiedy to usztywniał tym właśnie środkiem, swoje szalone, huraganoodporne fryzury (http://thecitygetslonely.blogspot.com/2007/07/jon-bon-crabby.html), a Jennifer Aniston, najbardziej znana jako Rachel z telewizyjnego sitcom’u „Przyjaciele” oświadcza wszem i wobec, iż aby ograniczyć zużycie wody na świecie, zaczęła myć zęby pod prysznicem.

Gwiazdy nowej generacji jak Justin Timberlake i Cameron Diaz, namawiają na łamach MTV do wyjmowania wtyczek z kontaktów, gdy kończymy używanie urządzeń elektrycznych. Wszyscy celebryci, jak jeden mąż, zaopatrują się w Toyote Pirus, pierwszy masowo produkowany i sprzedawany samochód o napędzie hybrydowym. Na ostatnią Galę z okazji rozdania Oskarów, większość aktorów przyjechała – zamiast limuzynami – pojazdami hybrydowymi. Wszyscy Ci, którzy zrezygnowali z luksusowych czterech kółek, pocieszeni zostali podarunkami od firmy Sanani, która na imprezie „Earth day in Hollywood”, rozdała najbardziej zielonym gwiazdom, swoją także luksusową, ale tym razem całkowicie ekologiczna kawę.

Brad Pitt nadzoruje budowę ekologicznie przyjaznych osiedli mieszkaniowych w zrujnowanych huraganem „Katrina” rejonach Nowego Orleanu. Zespoły takie jak Coldplay czy Razorlight sadzą z uporem maniaka drzewa, twierdząc, że w ten sposób redukują emisje dwutlenku węgla. Cameron Diaz i Heidi Clum na wakacje wybierają takie miejsca które w nazwie mają „eco-friendly” z uśmiechem na twarzy płacąc 1200 dolarów za noc.

W wysiłkach i wydatkach związanych z ekologią, bije jednak wszystkich na głowę – przynajmniej w 2007 roku – Julia Roberts, która nie tylko używa ekologicznych pieluch, przewijając swoje bliźniaki i nie poprzestaje na nawoływaniu o zastąpienie tradycyjnej benzyny w autobusach szkolnych biopaliwami, ale także zamienia swój dom na iście zieloną fortecę. I to naprawdę w wielkim stylu. W 2007 roku zakupiła ogromna rezydencję za 20 milionów „zielonych”, a następnie wydała kilkaset tysięcy na panele słoneczne, którymi pokryła wszystkie dachy domostwa, tak by produkowało samo dla siebie energię.

Czytając o tych wszystkich zielonych nowinach i o ekologicznej krucjacie gwiazd, które dają z siebie wszystko by uratować nasz świat przed globalnym ociepleniem, poczułam się dosyć podle. Cóż ja, mały człowieczek, mogę zrobić by zbawić ludzkość i zniwelować skutki zmiany klimatu?

Szary człowiek versus zielona gwiazda
Przeanalizowałam sobie dokładnie moje możliwości w tej szlachetnej materii. Śmieci segregować nie lubię, robię to z konieczności, często też oszukuję, upychając styropian czy potłuczoną szklankę wraz ze śmieciami organicznymi. Z kontaktu rzeczy wyłączam często, ale tylko dlatego że mam w Danii tzw. przełączniki prądu... pewna jednak nie jestem, może to się nie liczy? Może jednak muszę wyciągnąć wtyczkę?

Na panele, nawet podłogowe, mnie nie stać. Tym bardziej na Toyotę Pirus, czy jakikolwiek inny samochód hybrydowy. Nie mam czasu zasadzić drzewa, nie umiem zaprojektować nawet ekologicznego wychodka. Nie posiadam talentów muzycznych, więc koncert - nawet lokalny - na rzecz Ratowania Ziemi, to tez impreza nie dla mnie. Chyba, że w charakterze słuchacza, ale nie stać mnie na wyjazd do innego kraju na „Live Earth”. Nie jestem też w stanie, zapewnić sobie finansowo noclegu za 1200 dolarów w ekologicznym kurorcie... Moje możliwości są niepokojąco ograniczone, a alternatywy topnieją w zastraszającym tempie. I nagle nachodzi mnie olśnienie... czy w tym zielonym szaleństwie gwiazd jest metoda, czy raczej... w tej metodzie jest szaleństwo?

Przyglądam się jeszcze raz rezydencji pani Roberts (http://www.ecorazzi.com/2007/09/20/the-green-picture-julia-roberts-loads-up-on-solar-panels/), którą na marginesie bardzo cenie jako aktorkę i ze zdumieniem dochodzę do wniosku, że jest to zielony gigant. Dosłownie i w przenośni. Rezydencja jest ogromna. Zastanawiam się czy nie lepszym rozwiązaniem byloby zakupienie – ot tak, po prostu - o wiele mniejszego domu, który „na dzień dobry” konsumowałby tylko pewien procent energii, jaką pochłonie to gospodarstwo? Czytałam ostatnio, że Julia podczas występu w Oprah Day for Earth, zwierzyła się iż aby ratować środowisko, przestała używać dezodorantów. Przystaje nad tym newsem i zastanawiam się na głos - czy nie lepiej byłoby ograniczyć garderobę (którą, jak wiemy, produkuje się z użyciem energii) i kupić sobie dom z dziesięcioma pokojami?

Myślę też nad bajecznymi wakacjami Heid Clum i Cameron Diaz... ostatnio spędziłam kilka dni urlopu, rozkoszując się urokami rumuńskiej wsi. Z tego co sobie przypominam, wyjazd był niezwykle „zielony”. Ekologiczne jedzenie, mleko „prosto od krowy”, przejażdżka furmanką, niewielka konsumpcja elektryczności (jeden malutki telewizor), a powietrze czyste jak suknia panny młodej. Może więc lepiej, zamiast wydawać fortunę na luksusowe kurorty, przerobione na przyjazne środowisku, wybrać się do miejsca które jest jego esencją?

Po krótkim „śledztwie”, okazuje się, że prawie wszystkie „ekologiczne” gwiazdy nagminnie używają prywatnych odrzutowców i to nie tylko do transportu samych siebie, ale także zakupów czy „zapomnianych drobiazgów”. Żeby wyprodukować zanieczyszczenia, jakie powstają podczas jednego lotu takim samolotem, celebryci musieliby przejechać swoimi Pirusami dystans z Ziemi do Księżyca. Jedynym „zielonym” który broni się w tym zestawie, jest Leonardo DiCarpio, który najzwyczajniej w świecie do podróży długodystansowych używa samolotów rejsowych.

Rezydencje zielonych gwiazd, mimo „ekologicznych” rozwiązań, nie przyczyniają się do poprawy środowiska. W najlepszym wypadku, niwelują skutki swojego ogromnego rozmiaru i energii wykorzystywanej do podtrzymywania funkcjonalności rezydencji. Aktorzy i muzycy zapominają też, że ich gigantyczne garderoby, ekskluzywne rozrywki czy pomysły takie jak wynajmowanie całej restauracji na romantyczną kolację, konsumują ogromne ilości czasu, energii i pieniędzy, które mogłyby być skonsumowane rozsądniej i bardziej ekologicznie.

Wydaje się, że najmądrzejszym sposobem na „zrobienie się na zielono” wielkich tego świata, byłoby... ograniczenie ich drogiego i luksusowego trybu życia. Na to jednak, nie są chyba jeszcze gotowi.
I myślę sobie... może nie jest aż tak źle ze mną? Do pracy i na uczelnię jeżdżę na rowerze, bo na samochód mnie nie stać, a nawet gdyby było, to prawa jazdy nie mam. Nigdy nie uda mi sie skonsumować nawet 5 proc. energii jaką pochłania styl życia gwiazdy - nigdy też nie będę miała wielkiej rezydencji, tysiąca sukienek czy prywatnego odrzutowca.

No chyba, że sama gwiazdą zostanę, chociaż na to się absolutnie nie zanosi.
A nawet jeśli, jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, zostanę sławną, bogata personą i zacznę żyć jak nasi zagraniczni celebryci, to na ta okoliczność przygotowałam sobie szufladę w komodzie opatrzona napisem: „Otworzyć tylko w wypadku gdy zostanę gwiazdą”. Tam schowam wyryty w kamieniu tekst tego artykułu, którym w razie opisanej sytuacji, palnę sobie w łepetynę. Raz a dobrze. A jeśli i to nie zadziała, to składam tu oświadczenie, które przetrwa w gąszczu wirtualnych śmieci i które może być wykorzystane przeciwko mnie:

[i]„Ja, niżej podpisana gwiazda, oświadczam uroczyście, że poprzez swój rozrzutny i czasem wręcz niedorzeczny styl życia, konsumuję nieograniczone pokłady energii i przyczyniam sie w sposób dość wyraźny zanieczyszczeniom środowiska. Jeśli staram sie być „zielona”, możliwe, że nawet ze szczerych pobudek serca, to i tak co najwyżej neutralizuję to co napsociłam. Nie czuj się więc źle, mój szary czytelniku, bo cokolwiek byś zrobił w swym życiu, to i tak moim brudom nie dorównasz.”

Gdyby to oświadczenie, wywleczone przez jednego z Was, drodzy czytelnicy, miałoby zepsuć moja karierę... to najwyżej zaskarżę do sądu... samą siebie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

+
Fiksacja. Podobnie jak nowy trend pozyskiwania pożywienia z odpadków.
Niedługo gwiazdy zaczną wygrzebywać jedzenie ze śmietnikow. Na ich potrzeby powstana firmy, produkujące specjalne smietniki, a inne będą im tam wrzucać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.