
Każdy zna opowieści o Babie-Jadze. Miała haczykowaty nos z brodawką na czubku, podły charakter i chatkę z piernika, do której wabiła dzieci. Lubiła bowiem dobrze zjeść. Inną znaną czarownicą, która nie wahała się zabijać, była Horpyna opisywana przez Sienkiewicza w „Ogniem i mieczem”. Wiedźma na zlecenie Bohuna więziła w Czarcim Jarze Helenę Kurcewiczównę. Prócz warzenia magicznych wywarów, trucizn i rzucania uroków potrafiła przewidywać przyszłość z wody płynącej przez młyńskie koło. Obie czarownice są jednak tylko fikcją literacką.
Czary nadal działają
Wydawać by się mogło, że czasy świętej inkwizycji dawno minęły, a „Młot na czarownice” – podręcznik zwalczania wiedźm i czarnej magii – spokojnie może spoczywać w archiwach bibliotecznych. Wiek XX miał być tym, w którym gusła i zabobony zatoną w mrokach historii. Tymczasem w 1926 roku w Wieliszewie pod Warszawą tłum chciał zamordować kobietę, która czarami miała doprowadzić do śmierci swojego sąsiada.
50 lat później w Niemczech sąsiedzi podpalili dom starej panny Elizabeth Hahn. Byli święcie przekonani, że pozamieniała swych krewnych w zwierzęta. W 1981 r. w Meksyku tłum ukamienował niewiastę oskarżoną przez męża o spowodowanie czarami zamachu na papieża Jana Pawła II. W Ghanie, w latach 1960-80, działali nawet autentyczni łowcy czarownic. W kwietniu 1999 roku media w Polsce donosiły o wiedźmach z Vlaszkiego Kraju w Serbii, zwanych bajalicami, vraczarkami, rusalnicami i duszmankami. Zajmować się miały rzucaniem i zdejmowaniem uroków, a przede wszystkim komunikacją z zaświatami.
Bo to zła kobieta była
Według dr. Zbigniewa Libery, etnografa z Uniwersytetu Jagiellońskiego, ścisłej definicji czarownicy nigdy nie sformułowano. Wiedźma to po prostu z gruntu zła kobieta, która para się czarami w celu wyrządzenia krzywdy ludziom. Przeciwieństwem czarownic są wróżki, które czynią dobro, a magię wykorzystują do uzdrawiania. Niegdyś każda wieś miała także znachorkę, która przede wszystkim była akuszerką, ktoś bowiem musiał przyjmować liczne porody i leczyć kurzajki oraz złamane serca. One także w średniowieczu padały ofiarą inkwizycyjnych stosów.
– Bywało, że po jakiejś pladze, pomorze bydła czy suszy i nieurodzaju, mężczyźni z wioski dochodzili do wniosku, że jakaś „zła wiedźma” rzuciła urok – wyjaśnia dr Libera. – Wszystkie kobiety bez wyjątku wrzucano zatem do rzeki czy jeziora. Te, które tonęły, ratowano. Jeśli jakaś utrzymywała się na powierzchni, był to znak związków z diabłem. Kończyło się to owdowieniem jednego z chłopów.
Nie była to norma w miastach, tam bowiem dociekaniem prawdy zajmowali się sędziowie. – Przeglądałem protokoły sądowe z procesów czarownic – mówi etnograf. – Samo przyznanie się do winy nie było dowodem wystarczającym. Konieczne było przeprowadzenie wnikliwego dochodzenia. Dlatego czarownice na wsi ginęły, w miastach były torturowane, ale miały szansę przeżyć.
Zaczęło się w Szwajcarii
– Źródeł polowania na czarownice szukać należy na brzegach Jeziora Genewskiego – uważa dr Krzysztof Bracha z zakładu historii średniowiecznej Akademii Świętokrzyskiej. – Tam stosy płonęły najczęściej. Zdaniem historyka współczesny wizerunek czarownicy zawdzięczamy Kościołowi. Chcąc bowiem zohydzić czary, uroki i pogańskie obrządki dorobił czarownicy kurzajkę na garbatym nosie, łachmany, przetłuszczone włosy, zmarszczki i obleśne zachowanie.
Tymczasem pochodzenia wiedźm należy doszukiwać się w mitologii śródziemnomorskiej i celtyckiej. Ten ostatni lud miał w swojej mitologii trzy żeńskie bóstwa, obdarzone mocami, zdolne do czynienia czarów i kontaktów z zaświatami. Z kolei rzymska Diana polowała, latając w przestworzach na panterze. Stąd przeświadczenie, że czarownice zdolne są do wznoszenia się w chmury. – Dziś zapanowała moda na czarownice, przeżywają renesans – wyjaśnia naukowiec. – Żyjemy w postmodernistycznym świecie, w którym zaczynamy poszukiwać swoich cywilizacyjnych korzeni, pewnej europejskiej tożsamości.
Zdaniem dr. Brachy czarownice żyją także dziś, a czarami parają się z nudów. Są zmysłowe i inteligentne. Tak jak te mieszkające u stóp Łysej Góry, w krainie legend świętokrzyskich.
Ksiądz profesor Franciszek Rosiński, etnograf z Uniwersytetu Wrocławskiego, zajmował się ludami zamieszkującymi Nową Gwineę, które nadal parają się czarami.
– Znane są przypadki procesów o unieważnienie małżeństwa z powodu stosowania magii miłości – opowiada etnograf. – A nawet odebranie mandatu poselskiego, jeśli zostało udowodnione wykorzystywanie czarów w celu jego zdobycia.
Jak wielki jest strach przed magią, niech świadczy choćby to, że kiedy pojawiła się pogłoska, iż czarownice chcą dokonać zemsty na mieszkańcach Wewak, miasto liczące około 25 tysięcy ludzi zupełnie opustoszało. Wszyscy uciekli w popłochu. •
Przemysław Żyła
PT