Michał Wyszowski debiutuje książką opisującą trudy dnia codziennego Polaków utrzymujących się na "powierzchni emigracyjnego morza" Anglii.
Autor umiejętnie jednak odbija piłeczkę i przekazuje czytelnikom obraz również z innej perspektywy. Bo co odpowiedzieć Anglikowi gdy ten pyta "How are you?" "(...)Pier..ol te wszystkie "great and OK", powiedz po prostu, jak się czujesz. Że jest ci dobrze lub źle. Że potrzebujesz pieniędzy albo wolnego dnia. Że wkur..ia cię ta pogoda, że musisz się zwolnić z pracy i odebrać dzieciaka ze szkoły. Że dalej tak już nie dasz rady, bo czujesz się zaje..iście tym wszystkim przytłoczony. Spróbuj. Anglika poznasz bez pudła. Wzruszy ramionami i pójdzie dalej. Polak przynajmniej powie, że nie ma ci z czego pożyczyć, bo właśnie skończyły się nadgodziny".
W książce autor posługuje się mową potoczną. Dodaje to pewnego kolorytu opisywanym historiom. Nie stroni również od wulgaryzmów i barbaryzmów. Spolszczone angielskie zwroty, pozwalają wczuć się czytelnikowi w wyspiarski klimat. Mamy tu bowiem do czynienia z "overkami", "supervisiorami", czy "szopingiem".
Niektórych odbiorców może zrazić to, że większość miejsca w powieści autor przeznaczył na czarne scenariusze. Polacy - to ci, którzy nie mogą znaleźć pracy, są agresywni, wulgarni i nie umieją wydukać poprawnie zdania w języku angielskim. Mimo tego, Wyszowski potrafi przekazać odczucia Polaków pracujących na Wyspach Brytyjskich; bo "(...)zawsze będziesz stał w rozkroku. Będziesz zarabiał na lewej, wydawał na prawej; pracował na lewej, odpoczywał na prawej, żył na lewej i tęsknił do prawej..."
Zdaje się, że każda osoba, która choć przez krótki czas przebywała w Anglii, doskonale wie, jak wygląda polsko-angielsko rzeczywistość za Eurotunelem. A książka Wyszowskiego, tylko jej o tym przypomniała.