Podobno w sprawie referendum dotyczącego zgody lub sprzeciwu w zakresie wydłużenia wieku emerytalnego zebrano już ponad milion podpisów.
No i wydawać by się mogło, że mamy demokrację zatem referendum odbyć się powinno, wszak wola obywateli podpisami wyrażona została. Ostateczną decyzję o przeprowadzeniu referendum podejmuje Sejm. Tu zaczynają się schody, bo opozycja to 223 głosów natomiast rządząca koalicja 235. Brakuje więc głosów za referendum. Jeżeli jednak wniosek zostanie przegłosowany, to wynik referendum będzie wiążący dla rządu. Zatem każdy kto podpisał się pod wnioskiem, lub nie podpisawszy się z różnych przyczyn popiera go całkowicie, powinien bacznie śledzić rozwój sytuacji. Jeżeli osoba taka uczestniczyła w ostatnich wyborach parlamentarnych powinna także monitorować poczynania wybranego przez siebie posła w tejże sprawie. Dużo mówi się i pisze o demokracji, społeczeństwie obywatelskim i tym podobnych, zatem będziemy mieli test sprawdzający, czy słowo demokracja jednak coś znaczy.
Zmiany trzeba wprowadzać, ale systemowe tak aby efekty rosnącej wydajności pracy były udziałem szerszej rzeszy społeczeństwa. Przecież pod względem technicznym od zakończenia zimnej wojny świat rozwija się bardzo dynamicznie i postęp techniczny zapewnia uzyskiwanie wielkich środków. Jest ich zatem naprawdę dosyć czy też raczej jest ich więcej niż potrzeba, tylko jest także problem z ich właściwym rozdysponowaniem. W rezultacie tego, w warunkach globalnych, mamy do czynienia z przechwytywaniem efektów rosnącej wydajności pracy przez wąską grupę osób. Trzeba o tym mówić i pisać, bo w takiej sytuacji oszczędności czy wydłużanie wieku emerytalnego niczego długoterminowo nie załatwią. Zapewne tylko ta wąska grupa osób będzie przechwytywała jeszcze większe środki.
Wzajemne przenikanie się biznesu i polityki jest oczywiste, wszystko jest w porządku, dopóki wszyscy na tym w określonych granicach korzystają. Niestety zaczyna się problem, jak się te granice przekroczy, a decydenci globalni i lokalni zamiast mieć już rozwiązania systemowe opracowane zaczynają się kręcić w kółko, bojąc się stracić to co niby posiadają. Koszty trwania takiej sytuacji rosną, no i na społeczeństwo najłatwiej je przerzucić.
W ramach tego przerzucania trwa kampania urabiania społeczeństwa, jak to oszczędzać trzeba, więcej pracować i w ogóle. A gdzieś tam ktoś ręce zaciera i na kolejne środki finansowe wygenerowane w ramach takiego podejścia czeka, żeby 120 dom nabyć albo 10 wyspę w całości.