Facebook Google+ Twitter

Jak to na wojence...

Ostatnie wydarzenia w Gruzji sprawiły, że częściej oglądamy relacje zagraniczne Wiktora Batera, jednego z najlepszych korespondentów jaki pracuje w polskich mediach (obecnie dziennikarz pracuje w telewizji publicznej). Dla mnie był to też impuls, by siegnąć po jego debiutancką książkę.

Okładka książki Wiktora Batera "Nikt nie spodziewa się rzezi" (Wydawnictwo Znak, Kraków 2008 r.) / Fot. Krzysztof Krzak (reprodukcja)Nie mam zamiaru ukrywać, że należę do miłośników dziennikarskiego talentu Wiktora Batera, a jego korespondencje cenię sobie zdecydowanie bardziej, niż showmańskie popisy Mariusza "Maxa" Kolonki czy nieudolne naśladownictwo w wykonaniu Piotra Kraśki. Tym bardziej, że Rosja wraz z szeroko rozumianymi "przyległościami", którymi zajmuje sie właśnie Bater, od dawna leży w kręgu także moich zainteresowań. Za najlepszy okres reporterskiej działalności pana Wiktora uważam jego współpracę z TVN-em i mam żal do telewizji publicznej, że nie potrafi w pełni wykorzystać potencjału swojego korespondenta (nie tylko, zresztą, jego, ale to już temat na inne opowiadanie).

Zapiski korespondenta
Książka "Nikt nie spodziewa się rzezi", którą Wiktor Bater napisał we współpracy z Arturem Wiśniewskim, ukazała się już jakiś czas temu. Pewnie z powodu niemal stałej nieobecności autora w Polsce, nie towarzyszyła jej rozbuchana kampania promocyjna. Tymczasem jest to pozycja z wielu względów warta przeczytania. We wstępie autor pisze: "Ta książka nie jest ani zbiorem reportaży, ani uczoną próbą analizy konfliktów, których byłem świadkiem. To po prostu zapiski korespondenta wojennego (tak zresztą brzmi podtytuł książki - przyp. KK), który chce opisać to, co widział i czuł".

I rzeczywiście, w odróżnieniu od klasyków reportażu wojennego, takich jak Ryszard Kapuściński czy Wojciech Jagielski z "Gazety Wyborczej", Wiktor Bater nie analizuje zbyt szczegółowo przyczyn wydarzeń, których jest obserwatorem. Nie poddaje wnikliwej wiwisekcji osób, które spotyka, próżno by szukać w jego książce drobiazgowych opisów miejsc akcji. Można za to znaleźć przystępnym jezykiem napisane relacje z konfliktów wojennych na Bałkanach, Kaukazie oraz Bliskim Wschodzie. Generalnie Bater nie epatuje czytelnika wojennym okrucieństwem, choć obraz pustej fufajki, podrygującej na asfalcie "w rytm spazmów oderwanej ręki sterczącej z lewego rękawa" robi wstrząsające wrażenie. Natomiast opis akcji odbicia, przez rosyjskie oddziały specjalne, zakładników (głównie dzieci) z rąk terrorystów w szkole w Biesłanie, nikogo nie pozostawia obojętnym.

Wartością książki Wiktora Batera jest szczerość i dosadność języka używanego przez autora. I bynajmniej nie chodzi mi o dość obficie używane przezeń wulgaryzmy. Reporter ma odwagę nazwać rosyjskich decydentów, w tym ówczesnego prezydenta Borysa Jelcyna, "rycerzami knajpianego stołu", którzy w pijanym widzie rozpętują wojnę czeczeńską. Szokująca jest też konstatacja, że dla 95 proc. dziennikarzy wojna to przede wszystkim okazja, żeby zaistnieć i zdobyć popularność, jeśli nie wręcz sławę.

Interesujące są także opisane przez Batera kulisy pracy korespondenta wojennego, znaczonej litrami wypitego alkoholu, nieustannym płaceniem bakszyszu, czasami nielegalnym przekraczaniem granic ogarniętego konfliktem kraju czy... sikaniem do butelek po wodzie mineralnej. O strachu wywołanym nieustannym zagrożeniem nie wspominając...

Wątek osobisty
Ale nie samą wojną Wiktor Bater żyje. Spora część (zważywszy, że dziennikarz ten niezwykle oszczędnie wypowiada się na swój temat) poświęcona jest wątkowi osobistemu.Ten dotyczy zaś głównie ogromnego
zauroczenia i miłości Batera do abchaskiej księżniczki (sic!), Shazi, która we wrześniu 1997 roku została
żoną reportera, a następnie matką jego syna Leona. Z satyrycznym talentem opisuje Bater ich drugie wesele, które odbyło się według abchaskich tradycji, nakazujących panu młodemu picie toastów z każdym z niezliczonych gości weselnych. "To było gorsze niż wojna - wyznaje autor wspomnień. - Obroniłem honor Polaka". Z rodziną żony Wiktora Batera związany jest też wątek (jakże aktualny!) stosunków abchasko - gruzińskich. Każdego, kto chciałby się dowiedzieć, w czym rzecz, odsyłam do książki "Nikt nie spodziewa się rzezi".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Czytałem książkę jednym tchem. Szalenie cenię sobie jego pracę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plusika zapomniałam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo trafna recenzja. "Wiktor Bater nie analizuje zbyt szczegółowo przyczyn wydarzeń" - tutaj się w pełni zgadzam. Mnie właśnie w tej książce zabrakło analizy bardziej szczegółowej i dlatego jakoś specjalnie mnie ona nie wciągnęła. Chciałam wyczytać to, czego w tej książce nie było.
Podoba mi się Krzysztofie, to co napisałeś. Myślę, że jest to obiektywna recenzja.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.