Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

27070 miejsce

Jak to z demokracją bywa czyli bez złudzeń, ale jednak JOW-y.

Churchill powiedzieć miał, ze demokracja jest zła, ale nic lepszego jeszcze nie wymyślono. O prawdziwości pierwszej części tego twierdzenia przekonujemy się po każdych kolejnych wyborach.

Waldemar Korczyński

Churchill powiedzieć miał, ze demokracja jest zła, ale nic lepszego jeszcze nie wymyślono. O prawdziwości pierwszej części tego twierdzenia przekonujemy się po każdych kolejnych wyborach. Co do drugiej, można by jednak trochę podyskutować, bo na przykład u podstaw szybkiego rozwoju potęgi Niemiec przed pierwszą i drugą wojną światową zadecydowały ustroje od demokracji raczej odległe; absolutyzm oświecony kolejnych Fryderyków (królów pruskich) i dyktatura niejakiego Adolfa H. Z dobrą oświeconą monarchią absolutną jest chyba jednak więcej nawet kłopotów niż z demokracją; w Polsce nigdy tego nie było, a podlizywanie się naszych elit oświeconym monarchom za naszymi granicami nie cieszyło się uznaniem społeczeństwa. Norman Davies pisze (por. wznowiona ostatnio jego książka „Europa” ), że w czasach demokracji greckiej aby zapewnić quorum obywateli Aten łapano na ulicach i czerwonymi linami zaciągano na miejsca głosowań. Wygląda więc na to, że starożytni Grecy też wielkimi entuzjastami demokracji nie byli. Nie ma chyba sensu w takim jak ten tekście rozwodzić się nad historią tego najpopularniejszego dzisiaj ustroju, ale wydaje się, że przypomnienie kilku podstawowych informacji jest jednak sensowne. Istnieje mnóstwo rozmaitych „demokracji”. Najważniejszym elementem każdej z nich jest sposób uzgadniania poglądów społeczeństwa na to, kto ma nim rządzić, czyli tzw. ordynacja wyborcza . Zobaczmy jak toto działa. Poniższy opis jest sporym uproszczeniem, ale wydaje mi się, że jest on dobrą ilustracją tego, o co w wyborach chodzi. Zadaniem ordynacji wyborczej jest – jak powiedzieliśmy - „scalanie” prywatnych upodobań wyborców w jedną, wspólną, listę „wybrańców Narodu”. Posłów wybieramy spośród ludzi zaproponowanych przez partie polityczne. Jeśli jakaś partia, powiedzmy partia JacyTacy, zaproponuje kandydatów
K(owalski), M(alinowski),N(owak),
to zadaniem pojedynczego wyborcy jest przerobienie tego (nieuporządkowanego) zbioru w (dobrze uporządkowaną) kolejkę określającą kogo ceni najbardziej, kogo mniej, a kogo najmniej. W naszym przypadku można to zrobić na 6 sposobów KMN, KNM, MKN, MNK, NKM, NMK.
Partie chętnie „pomagają” wyborcom; jeśli wiadomo, że nasza partia zdobyć może np. 2 miejsca, a z punktu widzenia szefostwa partii najlepszy jest Nowak, a potem Kowalski, to na karcie wyborczej pojawi się napis NKM, a leniwy wyborca (który zazwyczaj żadnego kandydata osobiście nie zna, a partię kojarzy z jej wodzem) uszereguje kandydatów dokładnie w taki sposób. O pozostałych pięciu możliwościach nawet nie pomyśli. No to przypuśćmy, że składające się z wyborców
a(backi), b(abacki), c(abacki), d(abacki) i e(backi)
społeczeństwo ustaliło następujące uszeregowania kandydatów
a wybrał uszeregowanie KMN
b wybrał uszeregowanie NMK
c wybrał uszeregowanie MNK
d wybrał uszeregowanie MNK
e wybrał uszeregowanie KMN
To opisujące nasz wybór przypisanie wyborcom ich upodobań ludzie w wyborach uczeni nazywają profilem. Zadaniem ordynacji wyborczej jest wyprodukowanie na podstawie takiego profilu dokładnie jednego wspólnego uszeregowania XYZ kandydatów K, M i N najlepiej odpowiadającego wyrażonym tym przypisaniem preferencjom, tj. upodobaniom wyborców a, b, c, d, e. Produkcję taką nazywa się często funkcją społecznej oceny. W wyborach parlamentarnych ordynacja wyborcza profilowi przypisać ma nie uszeregowanie, a pewien podzbiór zbioru kandydatów do parlamentarnych stołków. Tak widzianą ordynację wyborczą nazywa się funkcją społecznego wyboru. Są to pojęcia różne, ale silnie powiązane. Funkcja społecznej oceny jest w tym sensie ważniejsza, że zawsze można ją przerobić na społeczny wybór, a odwrotnie już nie, bo straciliśmy informację, o tym, kto z wybranych był lepszy (bo np. dostał więcej głosów), a kto gorszy (bo miał głosów mniej). Niżej mówimy więc wyłącznie o społecznej ocenie generującej wspólne „społeczne” uszeregowanie naszych kandydatów. No i tu zaczynają się schody. Nie bardzo wiadomo, kiedy jedno wspólne uszeregowanie XYZ jest „lepsze” (np. bliższe woli wyborców) niż inne np. ZXY. Zamiast tak postawionego pytania usiłujemy często porównywać nie możliwe, „społecznie uzgodnione” (tj. najbliższe zaakceptowaniu przez wszystkich wyborców) uszeregowania kandydatów, ale raczej sposoby uzgadniania owych społecznie akceptowalnych uszeregowań. Te sposoby uzgadniania preferencji społecznych przerabiające profile (tj. takie jak powyższa tabele) na „wspólne” uszeregowania kandydatów to właśnie ordynacje wyborcze. Powinny one być:
1. Możliwe do użycia niezależnie od liczby wyborców (czyli produkować uszeregowanie społeczne zarówno dla społeczeństwa np. 5-cio osobowego jak i 50-cio milionowego narodu. Nie nakładamy też żadnych ograniczeń na preferencje wyborców np. takich, by na pierwszym miejscu był zawsze towarzysz U. Wyborca ma więc całkowicie wolny wybór.
2. Szanować wolę ogółu wyborców. Jeśli wszyscy wyborcy uznają że Kowalski jest lepszy niż Nowak, to ordynacja wyborcza też musi lokować Kowalskiego przed Nowakiem i w takiej sytuacji nie może np. wyprodukować uszeregowania MNK.
3. Ograniczać możliwości manipulacyjne wyborców. Chodzi tu o to, że kolejność dowolnych dwóch kandydatów powiedzmy X i Y nie może zależeć od tego, co wyborca myśli o zupełnie innym kandydacie np. Z. Manipulacje takie pozwalają m.in. na kombinowanie poprzez uwzględnianie tzw. negatywnego elektoratu, co prowadzić może do bardzo nawet skomplikowanych „gier wyborczych”.
4. Wypadałoby też, by były one „demokratyczne” w tym sensie, by wykluczały istnienie jakiegoś dyktatora, który narzucałby swą wolę całemu społeczeństwu.

I tu jest kłopot. W 1972 roku Amerykanin, Kenneth Arrow, dostał Nobla za pokazanie (ponad dwadzieścia lat wcześniej), że takiej dobrej spełniającej warunki 1-4 ordynacji nie ma. Twierdzenie Arrowa narobiło dużo szumu i obrosło dużą ilością komentarzy i modyfikacji. Niestety nikt go nie obalił, więc na takie „naprawdę uczciwe i sprawiedliwe” wybory liczyć nie możemy. Jeśli to kogoś pocieszy, to można tu wspomnieć, że podobny los spotkał wiele innych równie ważnych rzeczy, np. pojęcie prawdy o której nasz matematyk Alfred Tarski pokazał że jest niedefiniowalna, to znaczy, że nigdy nie potrafimy określić, co to znaczy, że jakaś wypowiedź jest prawdziwa. Nie przeszkadza to ludziom przysięgać że mówią prawdę, a nawet „za prawdę” walczyć i umierać.
Wszystko, co powiedzieliśmy o wybieraniu ludzi (kandydatów do żłobu) odnieść też można do samych ordynacji wyborczych. Gdyby nasi wyborcy szeregować mieliby nie kandydatów na posłów lecz ordynacje wyborcze, to problem byłby dokładnie taki sam. „Uczciwego” sposobu społecznego uszeregowania tych ordynacji nie ma i „pogodzenia” społeczeństwa w tej sprawie nie będzie. Jest wprawdzie sposób (zwykła większość, np. w referendum) „uczciwego” wybrania jednej z dwóch (np. tego co mamy i JOW-ów) ordynacji, ale w sytuacji gdzie ordynacji jest dużo zawsze znajdą się tacy, którym nie podoba się żadna z dwóch zaproponowanych alternatyw. Tak więc dowodzenie jakiejś „absolutnej” przewagi którejkolwiek z ordynacji nad inną można między bajki włożyć.

Dywagacje o wartości ordynacji wyborczych prowadzić można jednak na dwóch innych płaszczyznach.
Jakości wyprodukowanej przez ordynację reprezentacji społeczeństwa, tj. parlamentu, jego z owym społeczeństwem związków, możliwości efektywnego działania itp.. To jest właśnie wspomniane wyżej pytanie o to, kiedy jedno wspólne uszeregowanie XYZ jest „lepsze” (bliższe woli wyborców) niż inne np. ZXY i to jest obecnie główną dziedziną sporów między przeciwnikami i zwolennikami JOW-ów. Spróbuję napisać o tym w innym tekście.
Wpływu ordynacji na społeczeństwo i jego zachowania Można tu pytać o takie jej własności jak np. rozumienie przez wyborców, wpływ na tworzenie się tzw. społeczeństwa obywatelskiego (np. kształtowanie poczucia suwerenności obywatelskiej), czy odporność na proste (przed wyrafinowanymi nic nas nie uchroni) przekręty wyborcze. I w tych kategoriach JOW-y wydają się być lepsze niż to co mamy.

Zalety i wady JOW-ów opisano w wielu miejscach i ja w tym tekście pewnie lepiej tego nie zrobię. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na fakt, że poprzez „zepchnięcie na dół" niektórych partyjnych szwindli staną się one (te szwindle) bardziej widoczne. Już sam ten fakt jest wystarczającym powodem, by we wrześniu zagłosować na JOW-y.

PS. Czytelnik zainteresowany tematyką formalnego porównywania ordynacji wyborczych znajdzie w Internecie wiele wyników m.in. pod hasłami wybór społeczny, twierdzenie Arrowa.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.