Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

23109 miejsce

Jak wspólnota zmienia ludzi, czyli „którędy do Emaus?”

„Emaus to nazwa osady w Palestynie, w której zrozpaczeni ludzie odzyskali nadzieję. Oznacza ona (...), że jedynie miłość może nas połączyć i poprowadzić razem naprzód.” Tak członkowie Emaus określają to, co jest najważniejsze w ich życiu.

Bezwarunkowa akceptacja i przyjęcie człowieka jest podstawą funkcjonowania Emaus. Ludzie się zmieniają, nie rozumiem jak to się dzieje, ale się zmieniają, bo to widać. / Fot. Agnieszka SzafirskaSolidarność z ubogimi łączy tysiące osób na całym świecie. W swoim życiu kierują się oni zasadą, by w służyć w pierwszym rzędzie najbardziej cierpiącym. Przez wspólne działania pokazują, że możliwa jest alternatywa dla istniejącej społecznej niesprawiedliwości. Ruch zrzesza 317 wspólnot w 36 państwach. Podejmowana działalność różni się ze względu na specyfikę potrzeb lokalnej społeczności. Grupy Emaus mogą zajmują się organizowaniem kiermaszów używanych rzeczy (głównie), odnową pomieszczeń mieszkalnych, pracami ogrodniczymi, obroną praw człowieka, organizowaniem treningów, ochroną zdrowia i środowiska.

Pierwsza grupa powstała w 1949 roku we Francji. Jej inicjatorem był ksiądz Henri Groues znany jako l’Abba Pierre. Po II wojnie światowej został on odznaczony Krzyżem Wojennym, medalem Ruchu Oporu oraz Legią Honorową, a także wybrany do Parlamentu francuskiego, jako kandydat niezależny. Jego życie to praca na rzecz ubogich. Uważał, że lekarstwem na nędzę jest sprawiedliwość.

W 1946 r., gdy we Francji odbywały się strajki, w Neuilly-Plaisance l’Abba Pierre wynajął duży dom, który
był w bardzo złym stanie technicznym. Zamieszkali w nim bezdomni, którzy sami go odremontowali. Właśnie to schronisko młodych przyjęło nazwę „Emaus”. Jej pierwszym członkiem był Georges, niedoszły samobójca, któremu l’Abba Pierre powiedział, że nie może mu niczego dać, lecz skoro chce on umrzeć, to może zechciały jednak pomóc Ojcu pomagać innym.

Ta zachęta zaowocowała zmianą przekonań Georges’a, który zrozumiał, że kochać i cierpieć, aby inni mniej cierpieli, jest sposobem na życie. Potem powstawały następne domy, na całym świecie. Obecnie najwięcej z nich znajduje się we Francji, lecz również w Afryce, Amerykach, Azji, Europie i ciągle powstają nowe....

Rozmawiam z p. Jackiem Drążkiem, osobą odpowiedzialną za rzeszowską wspólnotę Emaus.

Ile jest w Polsce wspólnot Emaus?

- W chwili obecnej są w Polsce trzy wspólnoty, my jesteśmy czwartą. Jesteśmy tzw. „członkiem próbnym”. Aby zostać członkiem Emaus Międzynarodowego trzeba odbyć staż, który trwa od 2 do 5 lat. Pozostałe wspólnoty są w Lublinie (to była pierwsza polska wspólnota), Nowym Sączu, Krakowie i Rzeszowie. Kolejna wspólnota jest w trakcie powstawania we Wrocławiu.

Jaka jest historia powstania wspólnoty Emaus w Rzeszowie?

- Pomysł powstania rzeszowskiej wspólnoty zrodził się w Szwajcarii. Byłem tam sam jako companion , czyli mieszkaniec takiej wspólnoty, przez około 2 lata. Na pewnym etapie pojawiły się problemy z moim pobytem w Szwajcarii związane z pozwoleniem na pracę. Mój pobyt tam, zresztą pobyt wielu mieszkańców, został odczytany, jako praca na czarno. Cała wspólnota miała z tym problem. Trzeba pamiętać, że Polska była w tym czasie od niedawna nowym członkiem UE, a Szwajcarzy uznawali tylko „starą piętnastkę”. Odesłano więc mnie do kraju za karę na trzy lata. Właśnie w tym roku, w październiku kończy się ta kara.

Odpowiedzialny za tamtą wspólnotę, Emmanuel de Fallois, mój bliski przyjaciel, powiedział, żebym nie wracał na darmo do kraju, żebym ten czas dobrze wykorzystał – że może byśmy, jako wspólnota, coś zrobili w tym regionie o ile są takie możliwości i potrzeby z tym związane. Po dokonaniu rozeznania przedstawiłem sprawozdanie. Emmaus La Chaux-de-Fonds odniosło się do niego pozytywnie, powiedzieli, ze się angażują, Znaleźliśmy również poparcie grup już istniejących w Polsce zwłaszcza w Nowym Sączu. 27 lutego 2006 roku, powstało stowarzyszenie, został uchwalony statut, złożone zostały dokumenty do Krajowego Rejestru Sądowego i od 3 kwietnia 2006 jesteśmy zarejestrowani jako Stowarzyszenie Emaus Rzeszów. Lokal w którym mieści się kiermasz wynajęliśmy. Jest to lokal komercyjny. Nie udało nam się pozyskać lokalu od miasta - BGM. Musieliśmy więc prosić o pomoc finansową od Emaus Nowy Sącz oraz grupy zagraniczne, aby pomogły nam wynająć lokal komercyjny. W Spółdzielni Samopomoc Chłopska znaleźliśmy ten lokal przy ul. Batorego. Dokonaliśmy w nim już remontów i cały czas jesteśmy na etapie różnych inwestycji. Kiermasz w tym miejscu działa od 8 grudnia 2006 r. Nawet w Lublinie, gdzie już Emaus jest już wiele lat ludzie przychodzą i cały czas mówią, że nie wiedzieli o istnieniu wspólnoty. Są zdziwieni. We Francji każdy znaczenie tego słowa, tak jak w Polsce wszyscy wiedzą, kto to jest brat Albert. Jest to pewnie kwestia historii tych ruchów oraz lokalnej specyfiki.


Ile osób należy do rzeszowskiej wspólnoty?

- Członkiem wspólnoty jest każda osoba, która jest mieszkańcem, lub też jest po prostu zaangażowana w pracę stowarzyszenia. W chwili obecnej są 4 osoby, które mieszkają na miejscu. Są to osoby bezdomne. Jest również 5 osób, które dochodzą z zewnątrz, aby pracować na kiermaszu. Są to wolontariusze. Wszystkie osoby, które pracują u nas dostają kieszonkowe, w wysokości dopuszczalnej przez prawo. Jest to taka forma przejściowa pomiędzy nieposiadaniem żadnego dochodu, a byciem zatrudnionym. Taka forma w jakiś sposób pomaga tym osobom przyzwyczaić się do gospodarowania pieniędzmi.

Czy organizujecie coś oprócz kiermaszu? Członkowie wspólnoty w Lublinie np. pomagają przy pracach w ogrodach.

Na rzeszowskim kiermaszu jest również kącik dla klientów / Fot. Agnieszka Szafirska- Tego typu działalność to fajna sprawa. Zależy ona też w pewnym zakresie od stopnia rozwoju wspólnoty. U nas jest tych osób niewiele, dlatego zaangażowani jesteśmy głównie w kiermasz i zbiórkę publiczną. Mamy samochód ciężarowy i tym samochodem zbieramy rzeczy z terenu Podkarpacia, czyli prowadzimy zbiórkę publiczną, na którą mamy pisemną zgodę pana Marszałka. Polega ona na tym, ze zbieramy rzeczy używane. Warto podkreślić, że zbieramy wszystkie rzeczy. Przeważnie w takich przypadkach myśli się o ubraniach, ale my zbieramy też pralki, lodówki (oczywiście sprawne), meble, książki, bibeloty, ozdoby itd. wszystko to jest później wystawiane na kiermaszu i sprzedawane. Są to jedyne środki, z których się utrzymujemy.

Niektóre wspólnoty Emaus sięgają również po dotacje?

- My celowo z nich nie korzystamy, ani z dotacji unijnych, ani z lokalnych. W polskich jest to różnie rozwiązywane. W Lublinie – korzystają, a w Rzeszowie i Sączu – nie. Mamy po prostu troszkę inną drogę lub potrzeby. Może nasze wsparcie było na tyle wysokie, że nie musieliśmy po takie środki sięgać. Lublin, gdy zaczynał, był zdany tylko na siebie, w Polsce. A my już mieliśmy pomoc i od Nowego Sącza, i od Krakowa i z zagranicy.

Naszą specyfikę najlepiej wytłumaczyć na takim przykładzie: Unia Europejska nie może nam teraz pomóc, dlatego że Unii zależy na tym, żeby osoby się usamodzielniały. Żeby zdobywały zawody. To nie jest nic złego, wręcz przeciwnie. Natomiast wspólnota jest to grupa ludzi, którzy budują więzi właśnie we wspólnocie i niekoniecznie zależy im na tym, żeby się usamodzielnić, lub żyć w społeczeństwie, jako jednostka. Budują więzi miedzy sobą, a przez swoją pracę również między wspólnotą a społeczeństwem. Każda osoba sama dojrzewa do swoich wyborów w sposób naturalny, a nie wtedy gdy jest jakiś projekt z Unii. Wspólnota Emaus nie jest ani schroniskiem, ani domem pomocy społecznej. Jest po prostu grupą ludzi, którzy pracują i żyją razem. I jest to rodzaj nawet nie tyle „wychodzenia z bezdomności”, ile już jakiejś formy „istnienia w społeczeństwie”. Dlatego nie mieścimy się w żadnych ramach, które UE dziś wyznacza. Jeśli będzie kiedyś chciała wesprzeć wspólnoty jako formy istnienia w społeczeństwie, czy też wychodzenia z bezdomności, to jesteśmy otwarci na skorzystanie z tej pomocy, natomiast nie możemy rezygnować z własnej tożsamości dopasowując się projektów UE.

Czy wspólnoty współpracują między sobą na poziomie międzynarodowym?

- Oczywiście. Wspólnoty współpracują między sobą, głównie w ten sposób. Jest to nie tylko dobra wola tych wspólnot, ile ich obowiązek. Gdy my powstawaliśmy, inne wspólnoty - i krajowe i zagraniczne – nam pomagały. Ponadto, jako opiekunów otrzymaliśmy osoby ze wspólnot w Nowym Sączu i w Szwajcarii. Są to osoby, które gwarantują, że wspólnoty trzymają się tych samych reguł. Pod koniec lutego odbyło się w Rzeszowie międzynarodowe spotkanie, tzw. „kolektyw" Polska – Ukraina. Podczas niego rozwiązujemy sprawy związane z Emaus na danym, lokalnym terenie. W tym przypadku w Polsce i na Ukrainie. Na Ukrainie jest pierwsza taka wspólnota, nazywa się Oselya - też Emaus. Również funkcjonuje jako członek próbny, chociaż grupa ta jest dużo starsza od naszej.

Jak można Wam pomóc?

- Nie prosimy o pieniądze. Chcemy pracować tak jak każda rodzina. Jeśli ktoś chciałby nam pomóc i ma jakieś rzeczy, które już nie są mu potrzebne, to z chęcią przyjedziemy i te rzeczy odbierzemy. To jest podstawowa forma pomocy. Jeśli ktoś ma coś wyrzucić na śmietnik(nie śmieci), może do nas zadzwonić... Jest to pomysł na życie, dla osób pracujących w kiermaszu. Ponieważ one przez pracę w jakiś niewidzialny sposób się zmieniają. Ktoś kiedyś powiedział, że Emaus zajmuje się nie tylko przywracaniem wartości rzeczom, które miałyby być wyrzucone, które zostały przeznaczone do wyrzucenia, lecz również to samo dzieje się z ludźmi. Tutaj chodzi też o to, żeby dać zajęcie i powód do życia tym osobom.

Jestem katolikiem i dla mnie wartości chrześcijańskie są najważniejsze. Emaus jest organizacją świecką, mimo, iż jej inicjatorem jest ksiądz. Bezwarunkowa akceptacja i przyjęcie człowieka jest podstawą jej funkcjonowania. Ludzie się zmieniają, nie rozumiem jak to się dzieje, ale się zmieniają, bo to widać.

Gdyby ktoś nam dawał pieniądze, to nam nie pomoże. Zależy nam na przywróceniu sensu życia i daniu powodu do życia takiej osobie, która jest w trudnej sytuacji, w potrzebie, czy to jest osoba bezdomna, czy bezrobotna, czy poszukująca pracy.


Jak wygląda współpraca Emaus z innymi stowarzyszeniami i instytucjami wpierającymi ludzi ubogich i bezdomnych?

- Z rzeszowskim Towarzystwem Pomocy im. św. Brata Alberta – współpracujemy i ta współpraca w jakiś sposób się coraz bardziej rozwija. Część osób, które u nas pracuje, rekrutuje się ze Stowarzyszenia im. św. Brata Alberta w Rzeszowie. Są to osoby dochodzące, które pracują w kiermaszu. Ja sam byłem mieszkańcem i pracownikiem Brata Alberta... jakieś 10 lat temu.

Spotkałem się również z ks. Stanisławem Słowikiem, dyrektorem rzeszowskiego Caritas. Prosiłem go o to, by jeśli ktoś się zgłosił o odebranie jakiś rzeczy, których oni nie byliby w stanie odebrać to my z chęcią się tym zajmiemy. Informujemy jednak ludzi, że nie ofiarujemy rzeczy za darmo, ponieważ my się z tego utrzymujemy. A jeśli ktoś ma taką wolę, żeby przekazać rzeczy i nie były one sprzedane , to prosimy, żeby oddał je do Caritasu. U nas też zdarzają się sytuacje, że pomagamy za darmo. Robimy to jednak według możliwości ponieważ nie mamy dotacji i utrzymujemy się tylko ze środków jakie mamy.

Natomiast z panią Lucianą Rozborską, dyrektorem MOPS, ustaliliśmy, że osoby, które korzystają z jakiekolwiek pomocy społecznej i mają na to dokument mogą u nas kupić a meble , czy na inne podstawowe rzeczy ze zniżką - 25 %, natomiast skierowane docelowo mają 50 % na te rzeczy. W wyjątkowo trudnych przypadkach też jesteśmy w stanie pomóc nieodpłatnie.

Jakie macie plany na przyszłość?

- Po bezskutecznych próbach znalezienia lokalu w Rzeszowie i niestety również w ościennych gminach, zostaliśmy wytypowani przez ruch Emmaus jako stowarzyszenie priorytetowe do udzielenia pomocy w celu wybudowania domu dla wspólnoty. Przez najbliższe dwa miesiące będziemy więc przygotowywali dalszą opcję rozwoju, czy kupujemy najpierw ziemię, czy kupimy od razu dom itp. Pieniądze przeznaczone na ten cel pochodzić będą częściowo z zagranicy, a częściowo będziemy chcieli pozyskać pieniądze w kraju. Zobaczymy nie czy ale jak nam sie tego uda dokonać.

Kiermasz w Rzeszowie, przy ul. Batorego 22 jest otwarty pn. – pt. 9.00 – 17.00, w sb. 9.00 – 13.00. Więcej informacji o stowarzyszeniu na stronie www.emausrzeszow.prv.pl, telefon 017 85 90 329, 0510 279 145.

Skorzystałam również z informacji umieszczonych na stronach:
http://www.emmaus-international2.org
http://www.emaus.lublin.pl

http://www.emausrzeszow.prv.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Halny
  • Halny
  • 27.08.2011 11:35

Rzeczy potrzebne będą istnieć podobnie jak ci którzy będą lub nie będą zadowoleni.Ja byłem we wspólnocie w Nowym Sączu i Rzeszowie.Skorzystałem z tej przerwy w wyścigu szczurów.Nie oczekiwałem więcej od tych wspólnot niż mogą dać.Zdarza się,że nowo-mądrzy chcą mieć decydujące zdanie we wspólnocie ale jeśli chodzi o własne życie to słychać tylko wielkie bum!Zamiast biadolić nad wspólnotami zastanówmy się nad własnym życiem i nie wymagajmy więcej od nich niż od siebie samych.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Bartosz K
  • Bartosz K
  • 23.10.2010 10:51

Niestety. Wszyscy pisza jak to fajnie ze sa takie organizacje, jak pomagaja, sa na swiecie itp. Dlaczego nikt tam nie zamieszka we "wspolnotach" i zobaczy jak to naprawde wyglada. Szkoda slow. Prywata rekami bezdomnych a jak masz wlasne zdanie i nie wiesz gdzie Twoje miejsce to juz Cie nie ma we "wspolnocie". Pisze na swoim przykladzie i kilku innych osob. Mi sie udalo stanac na nogi ale napewno NIE dzieki Emmaus WR. BYlem tam. Za jak mi powiedziano NIE DO KONCA ULEGLY ....... zostalem usuniety. LUDZIE zanim powiecie cos EXTRA o takich miejscach to wpadnijcie tam jako mieszkancy choc na dwa dni. Wtedy zobaczycie. No ale coz. Na bezdomnosci mozna zarobic a bezdomny to towar. Przykre. Dzieki Bogu mi sie udalo wyjsc na prosta.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Myślę, że rozmówcy bardziej chodziło o podkreślenie międzynarodowego charakteru tych wspólnot, niż na wskazanie konkretnych powiązań. Te wspólnoty, które są ważne dla rzeszowskiego Emaus, są wymienione... Ale uwaga ciekawa...dziękuję. Faktycznie, sama nie wiedziałam o ich istnieniu w Rzeszowie. O Stowarzyszeniu Brata Alberta i o Caritasie wiedzą wszyscy, a tu jest jeszcze taka wspólnota. Polecam kontakty z nią tym, którzy poszukują mebli, lub chcą oddać swoje.. jak również tym, którzy lubią różne starocie i kiermasze... Serdecznie pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tekst całkiem, całkiem, ale zaskakuje mnie liczba powtarzających się określeń "z zagranicy", "za granicą" itd. Mam wrażenie, że gdyby napisać konkretne nazwy miast czy choćby krajów, byłoby to bardziej... czy ja wiem... określone, bliższe czytelnikowi. Dla mnie to tekst o tyle ciekawy, że mieszkam w Rzeszowie od ładnych paru lat i jeszcze o czymś takim nie słyszałam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.