Bayeux w Normandii, Lubbecke w Westfalii i Kraków to miasta, gdzie znajdują się nasze szkoły partnerskie. Przez kilka lat młodzież z tych szkół spotykała się w celu realizacji wspólnego projektu w ramach Programu Sokrates.
Ja miałam obowiązek stawić się przed ósmą w szkole i uważam, że to normalne. Zastanawialiśmy się, co zostanie z tych spotkań po latach. Dors twierdził, że przeżycia uczniów są miłe, ale raczej powierzchowne: kilka buziaków, trochę łez, listy, może odwiedziny. Większość świadomie będzie doskonalić znajomość języków obcych, wiedząc ile korzyści i radości daje możliwość porozumiewania się. Być może po latach będą bardziej otwarci, tolerancyjni, ale my się już tego prawdopodobnie nie dowiemy.
Te spotkania międzynarodowe są ważne dla nas, nauczycieli. To my weryfikujemy stereotypy, wzbogacamy nasz warsztat pracy. Ze spotkań, które organizujemy, korzystają nie tylko te dzieci, które z nami wyjeżdżają, ale i te, które będziemy uczyć potem, bo to my zmienimy się po tak ważnym doświadczeniu, jakim jest realizowanie wspólnego międzynarodowego projektu. Wychowujemy dzieci więc musimy współpracować, a nie rywalizować, jeśli chcemy osiągnąć cel: przeciwdziałać uprzedzeniom, motywować do nauki języków, poznawania innych ludzi i ich kultury.
Tego typu spotkania są bardzo drogie. Gdyby nie dofinansowanie z Unii Europejskiej, nie moglibyśmy zrealizować naszych projektów. Każdy z nich przygotowywaliśmy ponad rok. Nie obyło się bez trudności i nieporozumień. Rozmawialiśmy o każdym problemie, razem szukaliśmy rozwiązań. Co ciekawe, najtrudniej było rozwiązać konflikt, jeśli dotyczył błahostek: uczniowie niemieccy chodzili z Dorsem na piwo. Prawie wszyscy Niemcy i Francuzi palili. Ja nie wyraziłam zgody na palenie i picie alkoholu uważając, że nie mogę zmieniać naszego regulaminu szkolnego tylko dlatego, że zajęcia odbywają się w Niemczech lub we Francji… Ze wszystkim sobie jednak poradziliśmy. Kiedy zaangażowałam się w organizowanie spotkań trójstronnych, nie zdawałam sobie sprawy z ogromu pracy, z konieczności podporządkowania kilku lat mojego życia projektom, ale dziś wiem, że było warto.