Facebook Google+ Twitter

Jak zostałem Świętym Mikołajem

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2006-12-06 08:13

Jeśli myślicie, że Święty Mikołaj to taki sympatyczny grubasek, który razem ze stadem reniferów przybywa do nas z dalekiej Laponii, to jesteście w błędzie. Mikołajem może zostać każdy z was. Ja spróbowałem. I prawie mi się udało.

Krok pierwszy:

Jak powinien wyglądać człowiek, który 6 grudnia przynosi prezenty?

Zapytałem o to dwójkę dzieci mojego kolegi. – Powinien być stary, gruby, mieć brodę, czerwony strój i worek z niespodziankami – wyliczała 8-letnia Ania. Jej starszy brat był nieco konkretniejszy: – Zobacz sobie reklamę coca-coli. Tam mają prawdziwego Mikołaja – obwieścił Bartek. W internecie znalazłem zdjęcie uśmiechniętego Santa Clausa z butelką popularnego amerykańskiego napoju i stwierdziłem, że upodobnić się do niego mógłbym co najwyżej po długiej i kosztownej charakteryzacji. Tylko kto powiedział, że muszę być Mikołajem doskonałym?

fot. Dziennik ZachodniNa allegro sprawdziłem ceny jego stroju. "Wyczesany strój Mikołaja za jedyne 75 złotych. Nowe, żadne "made in China" ubranie jest szyte przez nas. Można prać w pralce" – zachęcił mnie sprzedawca o pseudonimie Von Troba. Oferowany przez niego komplet składał się z czerwonej czapki, kurtki, spodni i złotego sznura. Całość prezentowała się nie gorzej od ubioru pana ze wspomnianej wcześniej reklamy. Brakowało tylko białej brody, ale taką mogłem ponoć bez problemu kupić w każdym supermarkecie.

Krok drugi:

Kto potrzebuje Świętego Mikołaja do wynajęcia?

Z pewnością przedszkola, szkoły i duże centra handlowe – pomyślałem. W kilku sklepach usłyszałem jednak: "Mikołaja nie potrzebujemy. W razie potrzeby przebierze się za niego jeden z naszych pracowników". W szkołach było podobnie. W katowickim liceum pani sekretarka poinformowała mnie, że co roku, zgodnie z tradycją rolę Mikołaja pełni woźny, pan Henryk. A ja panu Heńkowi w drogę wchodzić nie chciałem.

Jeszcze większą konkurencję miałem w centrach handlowych, którym Mikołajów podsuwają firmy animacyjne i agencje. W jednym z takich miejsc dowiedziałem się, że tym podobne świąteczne usługi świadczy pewna krakowska firma. Postanowiłem się do niej nająć.

– Owszem, zatrudniamy Mikołajów, ale skład tegorocznej kadry mamy już dawno zamknięty – poinformowała mnie pani Monika. – A ma pan jakieś doświadczenie jako Święty Mikołaj?

– Właściwie żadnego. Dopiero się przygotowuję – odparłem.

– Bo wie pan, my współpracujemy z aktorami z teatru. I oni się świetnie sprawdzają w tej roli – wyjaśniła moja rozmówczyni.

Spróbowałem w innej agencji, tym razem w Katowicach.

– Zatrudniamy Mikołajów. Ale pan jest za szczupły trochę – pan rekrutant zmierzył mnie wzrokiem.

– Ważę prawie sto kilo – próbowałem się bronić.

– Ale brzuch by się przydał – mężczyzna odpowiedział ze śmiechem.

– Włożę poduszkę – nie dawałem za wygraną.

– Eee tam... Może za diabła by się pan przebrał – okazało się, że i tym razem robota przeszła mi koło nosa.

Krok trzeci:

Szukam rad specjalistów

W pewnej gazecie przeczytałem, że profesjonalny Święty Mikołaj musi ukończyć kurs szkoleniowy i zaliczyć testy psychologiczne. "Zawodowy Mikołaj to połączenie idealnego sprzedawcy i doskonałego aktora" – podkreślał autor artykułu. Podczas testów kandydat do takiej roli musi zaprezentować umiejętności komunikowania się z dziećmi, pozytywne podejście do ludzi oraz poczucie humoru.

Podczas kursów Mikołaje poznają podstawy komunikacji i psychologii społecznej. Ćwiczą prezencję i dykcję, w tym składanie życzeń, opowiadanie anegdot i rozbawianie dzieci. Ostatni dzień szkolenia to nauka, jak radzić sobie z nieprzewidzianymi wydarzeniami, na przykład, gdy dwoje dzieci pokłóci się o ten sam prezent.

Andrzej z Katowic, który od kilku lat dorabia w okresie świątecznym jako Mikołaj, odwiedził w swojej karierze ponad sto mieszkań na terenie całego Śląska. Za wizytę razem z panią Śnieżynką bierze 60 złotych, chyba że dzieci jest więcej niż sześcioro. Wtedy za każde dodatkowe dziecko trzeba dopłacić pięć złotych. Podwójnie droższa jest wizyta w wigilię. Zwykle trwa ona około 20-30 minut, w czasie których Święty Mikołaj śpiewa z dziećmi piosenki, rozmawia, wysłuchuje wierszyków recytowanych przez najmłodszych, czyta laurki i wręcza prezenty.

– Czasem zdarzają się niespodzianki, na przykład gdy któreś dziecko uwiesi mi się na brodzie. Generalnie jednak dzieci są tak podekscytowane naszą wizytą i perspektywą otrzymania prezentów, że nie sprawiają większych kłopotów - opowiada Adam z Bielska, który też przebiera się za Mikołaja.

Piotr Zdaniewicz Mikołajem został po tym, jak sprawdził się jako konferansjer podczas turnieju koszykówki ulicznej. Mówi, że odpowiada mu praca z ludźmi. Zarabia ok. 10-15 złotych za godzinę.

– To miłe doświadczenie. Czy mam tremę, gdy chodzę w czerwonym stroju z doczepioną brodą? Czasem się zdarza - przyznaje Piotrek, który w poniedziałek prowadził za sobą cały orszak do zabytkowego, mikołajkowego tramwaju jeżdżącego ulicami Katowic i zapraszał na środową imprezę w supersamie przy ul. Piotra Skargi. Razem z nim ulicami maszerowały elfy, aniołki, a nawet ochrona.

– Pilnujemy tego Mikołaja. Dorabiamy sobie. Praca przyjemna, a specjalnie się przy tym nie namęczymy - tłumaczyły występujące w charakterze ochrony Iwona Szczepańska i Daria Dziura.

Krok czwarty:

Czemu nie ja?

Skontaktowałem się z Małgorzatą Anders z firmy Kontakt-Plus. Mówię, że chciałbym spróbować swoich sił jako Mikołaj.

– W tym roku mamy już komplet, ale proszę przyjść, to porozmawiamy – zachęca pani Małgorzata.

Na miejscu okazało się, że już na starcie czeka mnie próba generalna. Mam się przebrać i pomaszerować w stroju Mikołaja po centrum handlowym przy ul. Piotra Skargi. Płaszcz jest dość ciężki i gruby, czapka też wygląda solidnie. Brakuje mi brzucha, więc pod koszulkę pakuję małą poduszkę. Doczepiam brodę, wkładam rękawiczki i w drogę. Do ręki dostaję dzwonek i cukierki. Mój rewir to okolice marketu Albert i okoliczne sklepy w pasażu handlowym. Początki nie są łatwe. Mała Basia, którą spotkałem z mamą, długo patrzyła na mnie z nieufnością, aż w końcu przyznała się, że od Mikołaja chciałaby... gwiazdki i dużo słodyczy. Kamil zażyczył sobie torby sportowej, a nieco starsza Karolina prosiła o księcia z bajki. Była też trójka lekko podpitych panów, którzy poczuli potrzebę przytulenia do siebie człowieka z białą brodą, przy okazji prosząc o... świąteczne piwo. Rozbawieni słuchali, wymyślonej na poczekaniu opowieści, że Mikołaj nie pije, a alkoholu raczej też nie rozdaje.

– Trudno, kupimy sobie – odparł jeden z rozmówców i pozdrowił mnie na pożegnanie.

Wkrótce potem cukierki się skończyły, więc i test dobiegł końca. Jak udał się mój egzamin na Mikołaja? - Całkiem dobrze. Za rok na pewno się pan przyda - usłyszałem od pani Małgorzaty. - A musi pan wiedzieć, że nie każdy radzi sobie w takiej roli. Mieliśmy kiedyś zawodowego aktora, którego wśród dzieci dopadł taki stres, że nie potrafił nawet czytać z kartki. Wbrew pozorom, to nie takie proste zajęcie.

Zdałem, więc kto wie? Może za rok 6 grudnia zjawię się właśnie u Ciebie?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.